Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Chick Corea
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2771
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 21.02.2021, 10:24    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Choćby ten z Hamburga - wyborne granie w kwartecie - o wiele swobodniejsze niż na studyjnych plus kilka rarytasów, które np jak Matrix - pojawiły dopiero na podwójnej zremasterowanej edycji z Verve:

http://arizjones.blogspot.com/2015/07/chick-corea-and-return-to-forever.html
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 4174

PostWysłany: 21.02.2021, 21:42    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

"Spain" boskie - to jest właśnie twórcze podejście do muzyki klasycznej. W ogóle obydwie płyty z Florą rewelacyjne- chyba jednak wolę "Light As Feather" jest lżejsze, miejscami bardziej piosenkowe, a mnie takie podejście odpowiada w przypadku tego składu. Chociaż troszkę szkoda, że Corea gra tylko na fenderze. Gra znakomicie i lubię brzmienie tego instrumentu, ale jednak przydałby się akustyk - np. w finale Spain.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2771
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 22.02.2021, 18:54    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/Chick-Corea-Elektric-Band-II-Paint-The-World/release/1255035


Zespół i skład nieco pechowy. Lata tamu sam podchodziłem do niego ze sporą rezerwą , dystansem i nieufnością. Corea wiedział co robi - na wzór swojego dawnego mentora - Milesa - potrafił zestawić nieszablonowo muzyków - na zasadzie ( pozornie ) silnych kontrastów - a efekt jest zaskakujący. Davis po swoim wielkim powrocie miał nietypową sekcję - gdzie dawny wierny druh ciążący do straight ahead jazzu grał z silnie funkowym i elektrycznym Marcusem Millerem. W wywiadach czasem naciskany przez dziennikarzy Chick lekko znudzony wskazywał oprócz składu - jedną zasadniczą zmianę między II a I edycją - że teraz chciał położyć mniejszy nacisk na dopracowywanie szczegółów kompozycji, aranżacji - pisać bardziej "otwarty" i pełny oddechu , przestrzeni materiał - by dać okazję na improwizację zespołową i solistyczną poszczególnych muzyków. W recenzjach podkreślano o wiele mocniejszą jazzową orientację "dwójki" - pisano nawet o "elektrycznym neo bebopie". Jedni fani kręcili nosem - uważając , że dokonania jedynki były nie do przebicia. Corea znów inspirując dokonaniami i filozofią Davisa - odrzucił prawie cały dotychczasowy materiał, dorobek koncentrując wyłącznie na nowym materiale. Konstelacja podobnie jak wiele innych w przeszłości potrzebowała czasu by zyskać należne uznanie, prestiż, szacunek fanów - a repertuar nabrał po latach blasku i patyny. Dziś nie brak opinii, że to "jeden z najlepszych grup Corei". Dla posiłkujących się jedynie albumami studyjnymi to była spora różnica - dla mnie nie ma tu zaskakującej wolty stylistycznej czy dramatycznej odmiany - ja widzę naturalną i realizowaną z żelazną konsekwencją ewolucję stylu - a jej sygnały i postępujący zapowiedzi pojawiały o wiele wiele wcześniej. Np już Eye of the Boholder był bardziej "akustyczny", na żywo panowie grali znacznie swobodniej np koncertowa wersja Beholdera rozciągana do prawie 20 minut, Inside Out - był chyba najbardziej trudnym i "zakręconym" albumem EB - karkołomne aranże, przejścia, partie unisono instrumentów wskazywały na jazz big bandowy a niekiedy na kaskaderskie duety Charlie Parkera i Dizziego. Uczestnicy koncertów i zbieracze bootlegów doskonale byli na bieżąco. Podobnie jak przed skrystalizowaniem się "jedynki" Corea od lat słuchał, testował, ogrywał różnych muzyków szukając optymalnego składu - ludzi którzy zrozumieją dokąd zdąża, potrafiący za nim swobodnie nadążyć i dodać mnóstwo od siebie. Szukając materiałów nie natrafiłem na jakiekolwiek wzmianki o "różnicach muzycznych" czy personalnych. Doszło naturalnie do pewnego zmęczenia materiału, chęci wyzwolenia spod kurateli "muzycznego ojca" i podążania własną drogą - sygnały musiały docierać do lidera znacznie wcześniej. Frank jeszcze w trakcie terminowania rozpoczął własną karierę solową i nagrywał bardzo ciekawe albumy z urozmaiconym materiałem - wrócił i z to z powodzeniem do śpiewania. John zawsze cieszył ogromnym wzięciem jako sideman, doskonały parter rozmaitych projektów - np z Davidem Benoit ( śliczny You Must Believe in Spring ) , podobnie jak Weckl - ten ponadto prowadził warsztaty dla młodych perkusistów. Pierwszy "wykruszył" się John - na statek EB zameldował Jimmy Earl - wyśmienity muzyk, mimo że nie ustępował poprzednikowi techniką- był muzykiem o innym stylu i w nim był mistrzem - nikt tak nie tworzył groovów i nie bujał w kompozycjach dając solidny fundament dla zespołu, grał "niżej", mocniej, nie był "ponad beatem" i preferował dolne rejestry. Jego grę można podziwiać w trakcie trasy 1992 - jest wyborny bootleg z Japonii gdzie był wyraźny zwiastun stopniowych zmian i nowe kompozycje np silnie kojarząca z okresem We Want Miles - Ished ( wspólne Jimmiego i Corei ) - gdzie na tle pozornie prostych riffów i figur basowych soliści wygrywali swoje dzikie pasaże :


https://www.giginjapan.com/scan121/chick-corea-tokyoflav.htm

Innym łącznikiem był nieco bluesowy Blue Miles - grał to z powodzeniem ostatni skład "starego" EB - ale stopniowo przepoczwarzający się w "nowy". Tu ciekawy bootleg do posłuchania:


https://www.guitars101.com/threads/chick-corea-elektric-band-1992-03-23-london-uk-fm-flac.198463/#post-1231187

Kluczowym nabytkiem był perkusista Gary Novak - wówczas ok 24 letni , o ile dobrze pamiętam rocznik 1969 - czyli z zupełnie innego pokolenia - gdy się urodził Corea już grał z Davisem i odnosił coraz większe sukcesy. Wtedy Gary był obwołany wielką nadzieją i objawieniem jazzowej perkusji - wychwalano jego pełne wrażliwości i wysmakowania podejście - wcześniej np grał z Lee Ritenourem gdy ten po latach latin jazzu sam kierował w stronę tradycji i akustycznego grania chociażby na Stolen Moments. Wymowne, że w późniejszych latach - nienarzekający na brak ofert ( np jego wyrafinowane trio z Holdsworthem ) - troszkę jakby usunął w cień - nie zabiegał o popularność, sławę, splendor, poklask - prowadził warsztaty dla młodszych i nie krył swojej dezaprobaty wobec ich roszczeniowej postawy - uczulał, że technika to jeszcze nie wszystko - a wielu z tych młodych gniewnych wymiataczy ledwo przekroczyło 20tkę a już chcieli mieć lukratywne kontrakty reklamowe, być na okładkach branżowych magazynów i dostawać za friko masę klasowego sprzętu. Novak był skromny a jego gra robi oszałamiające wrażenie - bardzo akustyczny ale mistrzowsko stopniujący i operujący dynamiką, barwami, przestrzenią. Trzecim był Mike Miller - chyba najmniej "znany" w tym towarzystwie - dziś prawie zapomniany - wcześniej grał z Gini Vannelim czy na krótko zastępstwo w Brand X na trasie w 1978 ( gdzie panowie niesamowicie odjeżdżali - wręcz ocierając jak na nich o "free" - muzyka była rozszalała - ani wcześniej ani później już nie zapędzali się na takie terytorium - znów polecam bootlegi np z Rainbow Theater ). Mike był bardziej rockowy, bluesujący czy soulowy od poprzednika - wyróżniał jego talent do budowania melodyjnych i zapadających w pamięć solówek np w The Space - każdą frazę można śmiało zaśpiewać. Podsumowując - lepiej posłuchać - nie tylko samego studyjnego ale i licznych koncertów - panowie zawitali do Polski dając wyborny koncert - znów wprawiając nie tylko publiczność w zachwyt swoją maestrią, pokomplikowanymi aranżacjami ale zawstydzając np krajowych muzyków - pokazując jak grają najlepsi i jak się gra na świecie ( a nie milionowy raz katując np Take a Train czy Body and Soul ).


https://www.guitars101.com/threads/chick-corea-1994-04-08-warsaw-poland-sbd-flac.164621/

Repertuar był niekiedy silnie "transowy" i mniej przyjazny niż z poprzedniego składu. Obok cudnej urody Space - próżno było szukać ładnych melodii czy momentów ukojenia - nawet dla wielu jazzfanów "ulukrowany" i przesłodziny ton Erica Marienthala - tu wyłącznie na sopranie zyskał ostrej, przenikliwej barwy a pomysły niekiedy zaczerpnięte od Erica Dolphy. Całość silnie swingowała i mieliśmy jak już nadmieniłem do czynienia z muzyką , którą można szukając neologizmów ale dawnych punktów stycznych określić jako "electric-neo-bebop" czy "zelektryfikowany big band". Panowie z sekcji - Novak / Earl spotykali gdzieś po środku - niewchodzący sobie w drogę - zawiłe basowe groovy Jimmiego to mistrzostwo świata, partie Gary`ego rozsadzają kompozycje - Miller udowodnił, że lata grania "pościelówek" u Gino ( noc samotna bez ciebie, łóżko puste, ruszam w noc by cię odnaleźć i by znów łóżko nie było puste Very Happy ) nie stępiły jego jazzowego zacięcia - nie ustępuje partnerom w tych zawiłych partiach. Corea też usunął w cień syntezatory ( zostawił tylko Yamahę 99 do zdobników i subtelnego tła i introdukcji ) i skupił wyłącznie na Fenderze - chyba MK. V - który miał być ukochanym instrumentem ( nawet chyba wsamplował go w nowszy model Motifa ). Znów przykład jak jazz elektryczny był w wydaniu najlepszych daleki od sztampy, "ślepych uliczek" - przekraczał nowe bariery i wytyczał standardy - nadal silnie osadzony w tradycji i nie odżegnując od niej. Wcześniej materiał był ogrywany na trasie pod koniec roku 93 - warto posłuchać jak kształtowały się pomysły.


https://www.guitars101.com/threads/chick-corea-elektric-band-ii-1993-11-12-ames-iowa-aud-flac.271970/#post-1536458
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2771
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 22.02.2021, 19:50    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Okładka silnie nawiązuje do poprzedniczki - Inside Out - mnie od samego początku podobał się tył okładki :

http://images.45worlds.com/f/cd/chick-corea-elektric-band-ii-paint-the-world-6-cd.jpg

Muzycy w wybornych nastrojach - dookoła cudowny artystyczny nieład, bałagan i mnóstwo abstrakcyjnych i z pozoru dziecięcych muśnięć pędzlem, karnawał kolorów - panowie jako "muzyczni malarze" i taka jest pod wieloma aspektami ta płyta - czasem abstrakcyjna, czasem impresyjna ale koniec końców zwarta.

Wielką radością są zachowane materiały wideo z transmisji telewizyjnych - z Sali Kongresowej ( to nasza tiwi puszczała takie rzeczy ?, dobre stare dzieje )

https://www.youtube.com/watch?v=Frw757gEZCE

Z Santiago z Chile ( jazzmani byli tam traktowani jak bogowie - np Pat )

https://www.youtube.com/watch?v=ZqtU2tq47FA

A nawet ze Stambułu ( nosiło panów po świecie - ale miło, że nie koncentrowali się wyłącznie w znanych i oklepanych zakątkach - ile można też grać w Japonii ? ) Wink


https://www.youtube.com/watch?v=XStYFNx2eN0
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4345
Skąd: Opole

PostWysłany: 22.02.2021, 21:44    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

CZĘŚĆ 7 – KOLEJNY PRZEŁOM – W STRONĘ JAZZ-ROCKA (1973)

Gary Burton/Chick Corea – Crystal Silence (1973)


Miesiąc po sesjach „Light As A Feather” Corea wchodzi w kolaborację z wybitnym jazzowym wibrafonistą Garym Burtonem i nagrywa z nim w duecie album „Crystal Silence”. Jest on kolejnym świadectwem odejścia od radykalnych eksperymentów. Tym razem na polu jazzu akustycznego tworzy muzykę, która świetnie wpisuje się w ECM-owską estetykę. Nie uświadczymy tu free jazzowych zawirowań i wypadów w stronę „poważnej” awangardy. „Crystal Silence” mieści się w szerokiej konwencji głównonurtowego jazzu. Corea szuka zatem tak ważnej dla niego „komunikatywności” także w obrębie jazzu akustycznego. Muzyka jest zazwyczaj delikatna, dużą rolę odgrywa w niej subtelna gra barw wibrafonu i fortepianu. Jazzowa kameralistyka to jeden z istotnych wyróżników wytwórni Manfreda Eichera. Płyty nagrywane w duecie nie były w tym czasie jeszcze czymś powszechnym w ojczyźnie jazzu. Monachijski label nie bał się tego typu przedsięwzięć, o czym świadczą inne płyty nagrane w podobnej konwencji (Ralph Towner i John Abercrombie - „Sargasso Sea”, Keith Jarrett i Jack DeJohnette - „Ruta And Daitya”). Z dziewięciu kompozycji w zestawie aż cztery pochodzą z repertuaru Return To Forever („Children's Song”, „Crystal Silence”, „What Game Shall We Play Today” i „Señor Mouse”, który pod nieco innym tytułem trafi wkrótce na „Hymn Of The Seventh Galaxy”). Wszystkie zdecydowanie wyróżniają się na tym wydawnictwie, choć żaden z nich nie jest lepszy od wersji Return To Forever (może tylko „What Game Shall We Play Today” mógłby stanąć w szranki z oryginałem).


Return To Forever Featuring Chick Corea – Hymn Of The Seventh Galaxy (1973)

Pierwsza połowa 1973 roku przyniosła kolejne zmiany. Gdy z zespołu odeszli Flora Purim i Airto Moreira, Corea postanowił jeszcze bardziej uwspółcześnić brzmienie i otworzyć się na świat muzyki rockowej. Rezygnuje z zatrudnienia wokalistki, decydując się na instrumentalną formułę grania. Istotnym przełomem okazało się dołączenie do grupy gitarzysty. Dlaczego Chick Corea zdecydował się na ten instrument? Zaintrygował mnie nowoczesny sposób gry na gitarze elektrycznej, jej brzmienie. Uważam, że gitara jest obecnie instrumentem najbardziej komunikatywnym. W tym rozumieniu fortepian Steinwaya jest mniej przydatny we współczesnej muzyce. Znacznie lepiej brzmi tu fortepian elektryczny czy też syntezator. Postanowiłem więc, że moja nowa muzyka będzie oparta na bardzo znanej formie, że wezmę elektryczną gitarę basową, perkusję, fortepian elektryczny i gitarę i że będziemy grać muzykę, która zniesie bariery między nami a publicznością, wywołując natychmiastowe reakcje. Z oryginalnego składu, nie licząc lidera, pozostał tylko Stanley Clarke. Początkowo za perkusją zasiadł Steve Gadd. Był to jednak typowy muzyk sesyjny, praca w zespole nie była jego żywiołem. W tej sytuacji wybór padł na Lenny'ego White'a, który, mimo młodego wieku, miał ciekawe CV. Jako niepełna dwudziestolatek brał udział w sesjach do „Bitches Brew”, poza tym zaliczył bardzo udane występy na płytach Gato Barbierego, Joe Hendersona i Woody'ego Shawa. Gitarzystą został mało wówczas znany wielki fan Corei, Bill Connors. W sierpniu 1973 roku w nowojorskim Record Plant kwartet zarejestrował „Hymn Of The Seventh Galaxy”. Już otwierająca album kompozycja tytułowa nie pozostawiała żadnych wątpliwości. Czekają nas duże zmiany. Muzyka jest niezwykle dynamiczna, wręcz agresywna, aby przydać jej aury kojarzącej się z tytułem, dodano kosmiczne efekty. Brzmienie jest zdecydowanie bardziej zelektryfikowane. Corea poszerza swoje klawiszowe instrumentarium - obok elektrycznego fortepianu wykorzystuje również organy. Pojawia się także fortepian akustyczny i klawesyn, choć ich rola jest marginalna. Stanley Clarke odkłada kontrabas i na tym albumie gra tylko na gitarze basowej. Bill Connors czasami sięga po gitarę akustyczną, jednak jego wiodącym instrumentem jest gitara elektryczna. Wszystko to sprawia, że „Hymn Of The Seventh Galaxy” zbliża się mocno do jazz-rocka. Pod względem formalnym utwory nie odbiegają bardzo od „Light As A Feather”. Po ekspozycji głównego tematu artyści raczą nas wirtuozerskimi solówkami – prym wiodą w nich elektryczny fortepian i gitara. Tak jest choćby w „After The Cosmic Rain” i „Captain Señor Mouse”. Ten drugi w znacznie większym stopniu może kojarzyć się z pierwszym etapem działalności zespołu. Głównie za sprawą silnego kolorytu hiszpańsko-latynoskiego. Connors, nie po raz pierwszy i ostatni, niebezpiecznie zbliża się do Johna McLaughlina. Duch Mahavishnu Orchestra unosi się zresztą mocno nad całym albumem. W czasie gdy powstawał „Hymn Of The Seventh Galaxy” orkiestra brytyjskiego gitarzysty święciła tryumfy artystyczne i komercyjne. W 1973 roku „Birds Of Fire” dotarł do 15. miejsca na liście „Billboardu”, co było rewelacyjnym rezultatem, zważywszy, że konkurowali na niej z gwiazdami popu i rocka. Składający się z dwóch części „Space Circus” i „The Game Maker” mają podobną budowę. Delikatny, oniryczny wstęp na elektrycznym fortepianie przechodzi stopniowo w ekspresyjne solówki Corei i Connorsa. Bardziej dynamiczne fragmenty w „Space Circus” nie są niestety najwyższych lotów, ot, dość sztampowy funkujący jazz-rock. Znacznie lepiej jest w przypadku tego drugiego. Ogniste partie solowe mogą się naprawdę podobać, jednak i tu jest łyżka dziegciu. Układ partii solowych (charakterystyczne „pojedynki”, dialogi) ewidentnie zostały powielone z patentów wypracowanych przez Mahavishnu Orchestra. Jeśli jesteśmy już przy mankamentach – utwory są trochę zbyt podobne do siebie, wkrada się do nich pewien schematyzm, brakuje także subtelności, eteryczności i oddechu emanującego z „Return To Forever” i „Light As A Feather”. Z pewnością jest to mniej oryginalna odmiana fusion niż wcześniejsze wydawnictwa. Z drugiej strony, niewątpliwie ten materiał zdecydowanie bardziej przemawiał do ludzi słuchających rocka, przede wszystkim do miłośników rocka progresywnego. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Album sprzedawał się znacznie lepiej niż wcześniejsze. Nie był to wprawdzie sukces na miarę „Birds Of Fire”, jednak 124. miejsce na liście „Billboardu” dla płyty nagranej przez jazzmanów to wynik co najmniej zadowalający. Coraz częściej zaczęły pojawiać się zarzuty o komercjalizm. Corea odpowiadał: Nie chcę stać się ezoteryczny, elitarny, nie chcę się odseparować. Poza tym muzyka elektroniczna, którą gramy, przemawia do mnie. Znajduję w niej ucieczkę. Odseparować postanowił się natomiast Bill Connors. Granie jazz-rocka, czy też szerzej fusion, sprawiało mu coraz mniej satysfakcji, tym bardziej, że, jego zdaniem, zespół dryfował w stronę coraz bardziej konwencjonalnej odmiany tego gatunku. Nie chciał być drugim Johnem McLaughlinem. Nie podobało mu się także coraz bardziej autorytarne prowadzenie zespołu przez Chicka Coreę. Niektóre aspekty owego autorytaryzmu wiązał z propagandą scjentologiczną, którą Corea ponoć ustawicznie uskuteczniał. Coś musi być w tym na rzeczy, bowiem Flora Purim, Airto Moreira i Al Di Meola również w podobnym duchu uskarżali się na praktyki Corei.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Białystok
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 03 Sty 2013
Posty: 6489
Skąd: Białystok

PostWysłany: 22.02.2021, 22:12    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

mahavishnuu napisał:


Return To Forever Featuring Chick Corea – Hymn Of The Seventh Galaxy (1973)

Z drugiej strony, niewątpliwie ten materiał zdecydowanie bardziej przemawiał do ludzi słuchających rocka, przede wszystkim do miłośników rocka progresywnego.


Tak jest Exclamation Nie jakieś tam lekkie jak piórko kolibra Light As A Feather. Razz
_________________
https://rateyourmusic.com/~Blodwynpig1971
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2771
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 23.02.2021, 07:24    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dziwią mnie cierpkie i gorzkie oceny odnośnie Space Circus - kawał świetnego i wciągającego grania - a jaka baza wypadowa do zespołowego grania i indywidualnych popisów - polecam wszystkim bootleg z Gothenburgu 1975 - jak tam kompozycja na przestrzeni 17 min się rozwija:

http://tela.sugarmegs.org/_asxtela/asxcards/ReturnToForever1975-01-22GothenburgSweden.html

Swego czasu wielkie było moje zdziwienie, że fragment wziął na warsztat Elektric Band :

https://www.youtube.com/watch?v=XtWisZL-pQo
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 4174

PostWysłany: 23.02.2021, 13:33    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Lubię "Hymn" natomiast z uwagi na to, o czym pisze Mahavishnuu (kopiowanie patentów grupy McLaughlina, dość monochromatyczne, agresywne gitarowo/klawiszowe brzmienie) wyżej oceniam "Where Have I Know" i "Warriora". Ciekawe co tez Mahavishnuu napisze o "Rycerzu" ... Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Białystok
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 03 Sty 2013
Posty: 6489
Skąd: Białystok

PostWysłany: 23.02.2021, 14:42    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Że plastik. Wink
_________________
https://rateyourmusic.com/~Blodwynpig1971
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 4174

PostWysłany: 23.02.2021, 14:53    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Też mam takie przeczucie Smile Poza tym wolę Meolę niż Connorsa...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4345
Skąd: Opole

PostWysłany: 23.02.2021, 15:34    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

"Hymn Of The Seventh Galaxy" ma swoje wady i zalety. Jak zawsze w takim przypadku, wiele zależy od indywidualnych preferencji. "Space Circus" w wersji na żywo to insza inszość. Słyszałem rozbudowane wersje tej kompozycji z kilku bootlegów i faktycznie słucha się tego przyjemnie. Swoją drogą, bootlegi Return To Forever z lat 1972-1976 to ciekawy temat do eksploracji. Słyszałem kilkanaście i przynajmniej kilka z pewnością bardzo bym polecił. Inkwizytor na pewno zagłębił się w ten temat i również mógłby polecić jakieś perełki. Brzmienie "Romantic Warrior" nigdy nie kojarzyło mi się z plastikiem.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Białystok
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 03 Sty 2013
Posty: 6489
Skąd: Białystok

PostWysłany: 23.02.2021, 18:02    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

A ja każdemu artyście/zespołowi życzę mieć w dorobku chociaż jeden album na poziomie Romantic Warrior.
_________________
https://rateyourmusic.com/~Blodwynpig1971
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2771
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 23.02.2021, 18:35    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Z trasy Romantycznego - chyba poleciłbym "najbardziej oklepany" z Oslo 14 marca 76 - Cheteau Neuf - kilkanaście lat temu bootlegowany i wrzucany na serwery, blogi - dosłownie wszędzie - dziś go wcięło - ale koncert znakomity, prawie cały Wojownik na żywo i całkiem fajna jakość dźwięku:

https://rateyourmusic.com/release/unauth/return-to-forever/chateau-neuf-oslo_norway-1976/

Dziwne, bo nie ma aż tak w czym wybierać - są co prawda nagrania z Iowa, Paryża i Kansas City - muzycznie kapitalne ale z dźwiękiem różnie bywa - paradoksalnie o wiele więcej jest z tras 74 / 75. Ja bym wskazał zapoznać z bootlegami z trasy Reunion 83 - tam Wojownik był rozbudowany do ponad 20 minut , Duel też słuchało się z zapartym tchem. Najlepiej brzmi ten z festiwalu Boston Jazz Globe 27 marca 83 -

http://tela.sugarmegs.org/_asxtela/asxcards/ReturnToForever1983-03-27LateTheOperaHouseBostonMA.html

Warto zapoznać się i oddać lekturze z Tokyo :

https://www.guitars101.com/threads/return-to-forever-1983-04-17-tokyo-jp-fm-flac.129280/#post-966142

i Palladium z NYC:

https://www.guitars101.com/threads/return-to-forever-new-york-city-04-01-83-flac.122216/#post-942281



Duel i Warrior nabrały dojrzałości, dostojeństwa, wyrafinowania - zniknęła taka nieco "narwana" otoczka z trasy z 76. Na dodatek okrasą tego mini tournee były 3 nowe kompozycje Chicka - rozimprowizowane - szczególnie Overture i Phantom ( w tym każdy z panów topi swój instrument pod palcami a inwencja zdaje nie mieć żadnych granic ) - tu zaznaczam, że mimo wielkiej estymy jaką darzę te 2 kawałki - to dopiero w późniejszych latach i w innym wykonaniu zyskały ostateczny i definitywnie przekonujący kształt - Phantom z wykopem i namiętną pasją i żarem zagrał Meola na trasie Kiss My Axe ( z Rachel Z, Tony Sheerem, Barry Milesem, Gumbi Ortizem i zabijaką Richie Moralesem ) a Overture - dopracował i z metalową furią zagrał Elektric Band na trasie np po Japonii 87.


A skoro mowa o ciekawostkach i rarytasach - od kilkunastu lat mam jeden bootleg - opisany jako Return to Forever live 1976 - dźwięk jakby z transmisji radiowej ale dziwny zestaw utworów - obok Vulcan Worlds, Duel czy Shadow of Lo - jest Land of the Midnigh Sun ( z debiutu Ala ) i zagrany jakby zbliżała się apokalipsa - Mating Drive ( z Venusian Summer - Lenny White`a ) - w drugiej części tak szatańsko nakręcony i rozimprowizowany że zawsze szczęka mi opada ( jest rzucony komentarz jednego z muzyków w stronę publiczności "... to było niezłe nieprawdaż ?....) . Szukałem informacji w necie od lat ..... i nic..... bardzo dziwna i tajemnicza sprawa.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2771
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 23.02.2021, 20:55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Nie lubię powtarzania w kółko tych samych faktów , frazesów i tez - Warrior jest dla mnie ważnym albumem - doprawdy trudno napisać coś nowego czy frapującego w tym temacie - a artykułów czy wcześniejszych recenzji z netu też nie mam zamiaru przepisywać - czysty absurd - chyba album najlepiej podsumowuje anegdota o 11 dniach z ust samego Lenny`ego Very Happy (ok.2:19 min) - znam ją od lat ale niezmiennie mnie bawi - stanowi dowód jaka przepaść dzieliła jazzmanów ( świeżych i spontanicznych) od nadętych , pretensjonalnych i przeintelektualizowanych pro-rockmanów ( gdzie wypracowywanie koncepcji trwało lata świetlne a efekty i tak rzadko bywały zadowalające ).


https://www.youtube.com/watch?v=X3cWaRzQbpk


Tytułowy wskazuje w jakim kierunku podąży Corea na dalszych solowych albumach. Niestety są 2 kompozycje odstające od pozostałych - Majestic Dance i Magician - słuchanie ich nie jest może jakąś wielką torturą czy poświęceniem ale generalnie je pomijam - być może one powodują, iż Wojownik jest nierównym krążkiem i różnie odbierany. W wywiadach Al podkreślał o ile różnice "światopoglądowe" i "religijne" z akcentami scjentologicznymi nie były może wielką kością niezgody czy zarzewiem konfliktów - bardziej sugerował względy muzyczne, bardzo cenił i lubił grać kompozycje Chicka ale propozycje Stanleya mniej mu leżały i one ciążyły zanadto w stronę "czarnego" funkowego grania.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2771
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 25.02.2021, 12:44    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/Chick-Corea-Three-Quartets/release/2824839

Na przekór opiniom purystów , zajadłym przeciwnikom jazzu-elektrycznego i apostołom zwiastującym nadchodzącą nową epokę neo-bopu czy ne-bebopu - w postaci "mesjaszy" z Jazz Messengers - braci Marsalisów i Terence`a Blancharda - że po latach " błędów, wypaczeń, tyrani mody pod publiczkę jazzrocka czy fusion" - nastąpił "przechył jazzowego wahadła w drugą stronę - szeroko pojętej tradycji" - na polskiej scenie i wśród dziennikarzy Jazz Forum nie brakowało opinii sekundujących w/w wynurzeniom - prawdziwi jazzmani pokornie zawrócili na szczerą ścieżkę autentycznej muzyki i przesłania. Tak mogli wąsko postrzegać nowe albumy marudy i oportuniści pokroju Stanleya Croucha czy naszego Ptaszyna ( biblijni synowie marnotrawni powrócili ukorzeni swymi niecnymi występkami ). Ja znów w przypadku Corei dostrzegam złożoność zjawisk i wszechstronność zainteresowań, nie trzymanie ani schematów ani sztywnych kolein - które wyżłobili dawni mistrzowie ). Album Three Quartets - był z jednej strony powiewem jazzowego straight ahead grania - z innej - naturalną wypadkową wcześniejszych fascynacji, nagrań i dokonań. Sam skład wiele wyjaśnia i stanowi najlepszą rekomendację - obok sekcji - Gadd / Gomez i Corea ( jak wiele z siebie dali panowie już wcześniej - Leprechaun, Mad Hatter i przepyszny Friends - tu warto odnotować - że duch "przyjaźni" całkiem nie zanikł - w środkowych sekcjach poszczególnych kompozycji czuć ten szwung, groove, pasję, cios, motorykę i duchową więź grania zaistniałego na Friends - przykład pierwszy z brzegu ). Recenzenci wskazywali na inny aspekt - a może odwrócić sytuację i postawić tezę - " to może Corea został zaproszony do ówczesnego 3/4 a może 3/5 doskonale rozwijającego się i funkcjonującego Steps Ahead ?". Muzyka nawet mniej więcej zbliżona - absolutnie nie "fusion" ( Steps zaczęło go grać dopiero od krążka Magnetic -z zelektryfikowaną sekcją rytmiczną - Darryl Jones / Victor Bailey i Steve Smith ). Mamy do czynienia z doskonałym i jakże świeżym jazzem akustycznym - ale wcale nie w kategoriach " trudnego" , free czy trzecionurtowego. Najmłodszy w składzie Brecker - gra z wielką pasją - sięgając z wyczuciem po frazy Coltrane`a - komu m.in jest Quartets obok Ellingtona dedykowany. W bonusowych kompozycjach m.in Confirmation Charlie Parkera - gra tak jakby od tego miało zależeć jego życie z Coreą na perkusji - rzadka szansa by podziwiać go w tej roli - w wiadomo, ze w latach młodzieńczych pilnie obok fortepianu studiował grę na perkusji. Te 4 kompozycje dodane do zremasterowanej wersji CD - wynikły z chęci wykorzystania czasu studyjnego, by pograć dla przyjemności. Lider nie uwzględnił ich pierwotni tłumacząc zgoła innym klimatem, nastrojem, lękiem by nie zburzyć misternej aury oryginału - a słucha się ich z nie mniejszą przyjemnością. Miłośnic tej płyty wskazywali - na wręcz telepatyczną i duchową więź muzyków - radość grania i nie powtarzanie ogranych komunałów i frazesów. Warto podkreślić - fenomenalną jakość dźwięku, soczystość i klarowność, eksplozje dynamiki i ton każdego instrumentu. Tytułowe Quartets - to coś jakby suity - z poszczególnymi odcinkami - w otwierającym po ostrej partii saksofonu - mamy jakby na zasadzie kontrastu i chęci jazzowej mediacji - elegijną i puszystą partię fortepianu - by przykryć pierwsze ostre wrażenie. Ważnym uzupełnieniem studyjnego jest m.in bootleg z Japnii z Tokyo w ramach "Live Under the Sky" - o doskonałej jakości dźwięku. W późniejszych latach - panowie wrócili do koncepcji kwartetu np w 2005 - Rendezvous in New York. A tu bootleg z Japonii do posłuchania :


https://www.sendspace.com/file/4y9gnm


ps. warto się uważniej wsłuchać w granie kwartetu w relacje i interakcje między muzykami - jest silnie wyczuwalny duch, sens i przekaz klasycznego kwartetu Coltrane`a - Corea nie unika blokowych akordów typowych dla Tynera, Gadd`a partie cechuje zawiłość Elvina a Brecker w swojej śmiałości i ekspresyjności w wysokich rejestrach składa hołd mistrzowi. Polecam wszystkim - doskonała płyta i materiał do wielokrotnego przesłuchiwania, przemyśleń, refleksji i zachwytów.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 3 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group