Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Chris Squire
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Adrithgor
kaseta "żelazówka"


Dołączył: 30 Lip 2021
Posty: 119
Skąd: Wygwizdowo

PostWysłany: 16.08.2021, 11:06    Temat postu: Chris Squire Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Fish Out of Water - Recenzja

Grupa Yes wydała album Relayer w 1974 jako siódmy album grupy. Zespół wydawał przynajmniej jeden album rocznie od 1969, więc pewne zmęczenie i potrzeba przerwy była rzeczą oczywistą, co doprowadziło do tego, że zespół postanowił zrobić sobie przerwę, co oczywiście nie znaczyło, że poszczególni członkowie zespołu nie będą robić nic. Steve Howe na przykład udowodnił, że niezależnie od bycia świetnym gitarzystą, śpiewa fatalnie i próby zdystansowania się od macierzystej formacji wychodziły mizernie. Jon Anderson udowodnił, że nieważne co gra, zawsze lśni jako wokalista.
A Chris Squire udowodnił, że nawet bez zespołu radzi sobie doskonale i jest wokalistą naprawdę wartym uwagi, pozostając przy tym genialnym i oryginalnym basistą, co było wiadome już od dawna.

Dzieło basisty nasuwa mocne skojarzenia z Yes, lecz bynajmniej nie ma tu żadnego małpowania. Lider jest nie jedyną postacią, która w przeszłości miała związek z tym zespołem, więc pewne skojarzenia są rzeczą oczywistą. Grał też tu Patrick Moraz, grający na płycie Relayer oraz Bill Bruford, będący przywiązany do grupy od jej początków, odszedł on jednak po wydaniu Close To The Edge, ponieważ był przekonany, że w tamtym momencie zespół osiągnął swoje artystyczne apogeum (jak pokazał czas, w tym aspekcie się nie mylił) i każde kolejne nagranie będzie próbą imitacji piątego dzieła grupy. Tutaj się kończą powiązania z Yes, lecz na pewno nie z ogólną sceną progresywną, ponieważ można tu usłyszeć związanego z King Crimson Mela Collinsa na saksofonie, albo flecistę Jimmiego Hastingsa, który współpracował z gigantami Canterbury jak Soft Machine, Caravan czy Hatfield & The North.

Lider zapewne miał na celu odsunięcie się od bombastyczności, która charakteryzowała Yes od czasów Close To The Edge, więc nie unika on tu chwytliwych piosenek czy motywów, ale też nie narzuca sobie ograniczeń w kwestii długości utworów, więc taki Silently Falling ma prawie dwanaście minut, a Safe (Canon Song) trochę ponad czternaście. Mimo długości, kawałki te są raczej przystępne i nie należą do ogromnych wyzwań dla słuchacza, można powiedzieć, że są ambitne, ale także w najzwyczajniejszy sposób przyjemne, nie ma tu żadnych atonalnych ekscesów, awangardowych improwizacji, ale z pewnością nie brakuje tu pomysłów i nie ma mowy o graniu muzyki z czysto komercyjnych pobudek. Warto zwrócić uwagę na stricte melodyczną rolę gitary basowej o w pewien sposób słodkim ale i mocnym brzmieniu charakterystycznym dla Chrisa Squire’a. Oczywiście nie jest to jedyna rzecz warta odnotowania, gdyż niepretensjonalnie i nienachalnie wpleciona orkiestracja jest niestety czymś raczej rzadkim, lecz obecnym na tej płycie.
Bardzo dobrze operowane są tu momenty bardziej spokojne i te bardziej podniosłe, nie ma momentów gdy balladowa smętowatość lub komicznie przesadzony patos doskwiera słuchaczowi, na pewno nie brakuje potrzebnej muzyce rockowej energii i pewnej mocy, ale na szczęście muzycy zdają sobie sprawę że samą energią nie nadrobią wszystkiego.

Pierwsza (i ostatnia warta uwagi) płyta solowa basisty grupy Yes jest zdecydowaną czołówką solowych dokonań ludzi należących do tego bandu. Czy jest to arcydzieło na poziomie Close To The Edge, Octopus, czy Pawn Hearts? Nie, choć mimo tego Rybie z Wody z pewnością bliżej do wymienionych wyżej płyt niż szmir pokroju Misplaced Childhood czy Roll The Bones, album jest też dużo lepszy od średniaków jakimi były płyty solowe kolegów z zespołu.
Fish Out of Water pozostaje dziełem wartym uwagi, nie ustępującym lepszym płytom Yes jak Fragile czy Going For The One.
_________________
Najgorsi ludzie to tacy, którzy mówią, że słuchają wszystkiego, ale jak puścisz Brötzmanna to narzekają...

https://rateyourmusic.com/~Adrithgor
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Leptir
box


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 8165

PostWysłany: 16.08.2021, 11:45    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Wszystko ok tylko mogłeś sobie darować określanie "Misplaced Childhood" i "Roll The Bones" szmirami. Nic to do tekstu nie wnosi, a takie epitety nie poparte żadnymi wyjaśnieniami więcej mówią o Tobie niż o tych płytach.
_________________
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Adrithgor
kaseta "żelazówka"


Dołączył: 30 Lip 2021
Posty: 119
Skąd: Wygwizdowo

PostWysłany: 16.08.2021, 13:39    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No cóż, taka jest moja opinia na temat tych płyt.
Jeśli chcesz wyjaśnień, to mogę powiedzieć, że płyta Marillionu to tanie popłuczyny po rocku progresywnym. A takie "Kayleigh" to już po prostu bezpardonowy pop z lat 80. Roll the bones to po prostu zbiór niezmiernie mętnych piosenek o wypolerowanym, takim jakby "ugrzecznionym" brzmieniu. Niektóre fragmenty są lepsze, jak np. Where's My Thing, ale w obliczu słabej płyty nie zmienia to wiele. Nie słuchałem nic innego od Marillionu, a Rush potrafiło robić rzeczy po stokroć lepsze niż RTB.
_________________
Najgorsi ludzie to tacy, którzy mówią, że słuchają wszystkiego, ale jak puścisz Brötzmanna to narzekają...

https://rateyourmusic.com/~Adrithgor
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Oleeks
kaseta "metalówka"


Dołączył: 05 Kwi 2015
Posty: 266
Skąd: Szczecin

PostWysłany: 16.08.2021, 13:52    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No ale w sumie co złego jest w tym, że Kayleigh jest bezpardonowym popem z lat 80? Polecam nieco mniej radykalizmu w opiniach, a więcej słuchania samej muzyki. Ja sam przechodziłem różne perturbacje z Marillion - od niemalże uwielbienia po szczerą niechęć. Natomiast jeśli podejść do sprawy z chłodną głową, to naprawdę można ich posłuchać.

Wracając jednak do Chrisa Squire'a, to zawsze był jednym z moich ulubionych basistów, dzięki niemu brzmienie Yes stawało się bardzo charakterystyczne. Opisany przez Ciebie album solowy również znam i z tego co pamiętam, to bardzo mi się podobał. Dzięki za przypomnienie o nim, bo muszę sobie go odświeżyć!
_________________
Last.fm | RYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Adi
epka kompaktowa


Dołączył: 07 Wrz 2017
Posty: 1016
Skąd: Nowe Miasto nad Wartą

PostWysłany: 16.08.2021, 13:55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Coś czuję, że gorąco, a może nawet i pieprznie się zrobi w tym wątku, i dobrze Wink
Z tym neo-progresem, to możliwe, że sporo osób dało się nabrać, jakoby Ci twórcy - odtwórcy byli następcami, albo bardziej kontynuatorami pionierów prog-rocka. Ja absolutnie nie mam problemu z tym, że komuś podoba się neo-progres, ale jeśli ktoś pisze, że Marillion z Fishem to jego zdaniem mistrzostwo rocka progresywnego, no to sorry Winnetou, ale w takim przypadku mogę - nie muszę, ale mogę - wyprowadzić taką osobę z błędu Laughing
_________________
"Nie jesteśmy wrogami lecz przyjaciółmi. Wrogami być nam nie wolno. Choć targają nami namiętności nie mogą zerwać więzów serdecznych. Tajemny akord pamięci zagra trącony ponownie przez anielskie struny naszej natury" - Martin Luther King
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Leptir
box


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 8165

PostWysłany: 16.08.2021, 14:28    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Adrithgor napisał:
No cóż, taka jest moja opinia na temat tych płyt.


Napisanie o czymś "szmira" nie jest wyrażeniem opinii, tylko zwykłym, dość obraźliwym, epitetem. Nie mam nic przeciwko Twojej, nawet tak bardzo negatywnej, opinii o muzyce Marillion i Rush na wymienionych przez Ciebie płytach. Masz oczywiście do niej prawo, ale używając tak obraźliwego epitetu wypadałoby go uzasadnić. Najlepiej zresztą nie charakteryzować płyty w odniesieniu do płyt, które subiektywnie cenisz, i którymi subiektywnie pogardzasz - bo inni czytelnicy mogą mieć zupełnie inne zdanie. Dlatego pisanie - "płyta jest średnia bo gorsza od albumów A, B, C, ale lepsza od szmir D, E" - jest prawdziwe tylko dla Ciebie i dla ewentualnych innych w pełni podzielających Twoje zdanie czytelników. A że 100-procentowa zgodność gustów jest rzadkością - to takie charakteryzowanie nie ma wielkiej wartości.
_________________
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Paweł
epka kompaktowa


Dołączył: 02 Wrz 2019
Posty: 1156

PostWysłany: 16.08.2021, 14:33    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

To ja trochę ostudzę. A może i nie. Wink

Adrithgor ma pełne prawo do negatywnej oceny obu tych albumów (choć sposób formułowania opinii i ich uzasadniania, o czym wyżej pisze Leptir, jest istotny), ale moim zdaniem ich przywoływanie w tej recenzji nie jest do końca uzasadnione (celowa/przypadkowa próba wywołania kontrowersji – jak widać skuteczna) i kompletnie niepotrzebnie odwraca uwagę od płyty Chrisa Squire'a, a skupia ją na autorze tekstu. Roll the Bones to niezbyt istotne wydawnictwo zespołu, który nagrał wiele zdecydowanie lepszych płyt. Równie dobrze można by tu wymienić jakieś mniej udane tytuły Jethro Tull, Pink Floyd czy VdGG. Tylko po co? Jeśli już, to najbardziej na miejscu byłyby jakieś słabsze albumy Yes – takie porównanie byłoby zasadne. Nie widzę też większego sensu w zestawianiu Misplaced Childhood z klasycznym progiem z lat 70. (wiele innych płyt tej grupy bardziej by pasowało) – wspólne mianowniki oczywiście istnieję (szczególnie w kontekście konstrukcji całości), ale akurat to wydawnictwo Marillion już prędzej zestawiałbym z jakimś ejtisowym art popem. Łatwo bowiem powiedzieć, że ten krążek jest gorszy od np. Close to the Edge – bo syntezatory, bo popowe melodie – tylko jaki ma to sens?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Adi
epka kompaktowa


Dołączył: 07 Wrz 2017
Posty: 1016
Skąd: Nowe Miasto nad Wartą

PostWysłany: 16.08.2021, 15:11    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Leptir napisał:
. Najlepiej zresztą nie charakteryzować płyty w odniesieniu do płyt, które subiektywnie cenisz, i którymi subiektywnie pogardzasz - bo inni czytelnicy mogą mieć zupełnie inne zdanie.

I tymże czytelnikom zrobi się przykro, tudzież poczują się urażeni, gdyż w obecnym świecie wszechobecnej nadwrażliwości krytyka jest niewskazana. Amen. Rolling Eyes
_________________
"Nie jesteśmy wrogami lecz przyjaciółmi. Wrogami być nam nie wolno. Choć targają nami namiętności nie mogą zerwać więzów serdecznych. Tajemny akord pamięci zagra trącony ponownie przez anielskie struny naszej natury" - Martin Luther King
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Paweł
epka kompaktowa


Dołączył: 02 Wrz 2019
Posty: 1156

PostWysłany: 16.08.2021, 15:41    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ależ kompletnie nie o to chodzi. Adrithgor ma pewne predyspozycje do pisania recenzji, a Leptir udzielił Mu moim zdaniem sensownej wskazówki. Suche stwierdzenie, że płyta A jest słabsza od B, ale lepsza od C, kompletnie nic do tekstu nie wnosi (tym bardziej, gdy związek pomiędzy tymi krążkami jest baaardzo luźny). Można to napisać np. w ten sposób (abstrahując od tego, czy się z tym zgadzam):

"Fish Out of Water" nie jest wprawdzie arcydziełem na miarę "Close to the Edge" czy "Fragile", płyt uznawanych za wybitnych przedstawicieli symfonicznego proga, ale zdecydowanie przebija późniejsze albumy Yes, na których zespół nie stronił od poprockowych brzmień, czy też w niezbyt przekonujący sposób nawiązywał do swojej twórczości z lat 70.

W tym zdaniu pojawia się krótka charakterystyka muzyki, a przywołane płyty nie są jedynie subiektywnym wyborem autora, lecz mają obiektywny związek z recenzowanym tytułem (najbardziej oczywisty z możliwych, ale tym lepiej).
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Leptir
box


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 8165

PostWysłany: 16.08.2021, 15:47    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Edit
_________________
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)


Ostatnio zmieniony przez Leptir dnia 16.08.2021, 15:57, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Leptir
box


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 8165

PostWysłany: 16.08.2021, 15:54    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Mi jest przykro Adi, że albo próbujesz nieudolnie prowokować, albo co gorsza nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Krytyka jest bardzo potrzebna - ale merytoryczna. Jeśli napisze np. "płyta Jana Kowalskiego jest średnia bo "Dark Side of The Moon" jest lepsze, ale za to kilka płyt ABBY jest gorszych" - to jaka jest wartość takiego stwierdzenia? Gdyby kolega wykazał, że np. utwory na płycie Squire'a są dużo bardziej wyrafinowane formalnie, muzycy lepiej, ciekawiej grają, a teksty są lepsze niż na wymienionych płytach Marillion czy Rush, a z kolei Yes na swoich najlepszych albumach był w tym czy innym lepszy - to miałoby sens. A tak to jest tylko stwierdzenie, że jedne płyty koledze się podobają bardziej niż inne. Samo w sobie niezbyt odkrywcze.
_________________
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)


Ostatnio zmieniony przez Leptir dnia 16.08.2021, 16:02, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Adi
epka kompaktowa


Dołączył: 07 Wrz 2017
Posty: 1016
Skąd: Nowe Miasto nad Wartą

PostWysłany: 16.08.2021, 15:54    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Leptir napisał:
Mi jest przykro Adi, że albo próbujesz nieudolnie prowokować, albo co gorsza nie umiesz czytać ze zrozumieniem.

Nie, ani to ani to Wink Po prostu wkurza mnie to, co napisałem powyżej, o nadwrażliwości. Już od dawno obserwuję to chore zjawisko, a Ty oczywiście masz rację, krytyka musi być merytoryczna. Dałem się ponieść emocjom Embarassed
_________________
"Nie jesteśmy wrogami lecz przyjaciółmi. Wrogami być nam nie wolno. Choć targają nami namiętności nie mogą zerwać więzów serdecznych. Tajemny akord pamięci zagra trącony ponownie przez anielskie struny naszej natury" - Martin Luther King
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Adrithgor
kaseta "żelazówka"


Dołączył: 30 Lip 2021
Posty: 119
Skąd: Wygwizdowo

PostWysłany: 16.08.2021, 15:59    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Wkradło się trochę kontrowersji, co nie ukrywam - lubię Wink

Ale przede wszystkim dzięki za rady dotyczące pisania recenzji i tekstów, bo dopiero zaczynam z pisaniem Smile
_________________
Najgorsi ludzie to tacy, którzy mówią, że słuchają wszystkiego, ale jak puścisz Brötzmanna to narzekają...

https://rateyourmusic.com/~Adrithgor
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Leptir
box


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 8165

PostWysłany: 16.08.2021, 16:00    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Nie ma problemu Adi, być może obaj nie do końca się zrozumieliśmy. Cieszę się, że myślimy podobnie.
_________________
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2774
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 16.08.2021, 16:27    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Mnie też bawią takie porównania - a myślałem, że to ja od dawna mam "zasłużoną " opinie na forum - że "wszystko kojarzy mi się ze wszystkim" i tworzę - a nie pisze - "strumienie świadomości a la Ulysses Joyce`a" Very Happy


Co innego gdy piszę się z przymrużeniem oka, puszcza się oczko czy robi kpiny w żywe oczy - a la Python. Gorzej gdy ktoś na serio - np gdybym zaserwował taki tekst - panowie Hackett i Banks nagrywając odpowiednio Spectral Mornings i Curious Feeling - mieli rozterki czy powstaną arcydzieła na miarę Seventh Soujurn Moodies, Tab in the Ocean Nektar i Szeherezadę Renaissance czy "koszmarki cukierkowej komercji" jak Rio Duran Duran, 90125 Yes i Welcome to the Pleasuredome Frankie Wink .



A wracając do głównego bohateria postu - nie ukrywam, że Chrisa też zawsze uważałem za swojego muzycznego idola. Gdy wieki temu oglądałem ze starego VHS`-iaka kopię Yessongs - od razu zwróciłem uwagę na basistę - nie było wątpliwości , że to muzyk WAŻNY - nie zostaje i nie ma zamiaru stać w cieniu ( wzorem innych basistów w renomowanych bandach ) - ba.... można go śmiało uznać za drugiego frontmana. Zaintrygował mnie fragment materiału promocyjnego - który był wyeksponowany na przekrojowym Yessyears - Chris zabójczo przystojny, w stylowym kimono wykonuje Hold Out Your Hand:



https://www.youtube.com/watch?v=wyG08QMKt8o


Obok typowych rytmicznych łamańców są niezwykle zmyślne figury basu - które można traktować jako wyrafinowany akompaniament, kontrapunkt jak również wręcz gitarę solową. Krążą opinię, że na Hold - muzyk najbardziej zbliżył się stylistycznie do macierzystej formacji i chwilami brzmi jak "Jon Anderson" ?..... Rolling Eyes - czytałem mnóstwo takich komentarzy. Niekiedy jak mnie naszło to próbowałem powtórzyć tę wcale nie łatwą partię wokalną - Squire udowadnia - że nie miał trudności" w poruszaniu wysokich rejestrach. Tu pojawia pewien hmmm..... - "problem" tego krążka - ostra maniera wokalna lidera chwilami powoduje szybko postępujący przesyt - stąd wskazane jest stosowne "dawkowanie" tej płyty. Nie wiem czy to jest krążek którego słucha się jednym tchem. Gości mamy wybornych - jest jeszcze ówczesny klawiszowiec Moraz, Bruford na bębnach - co zadaje kłam rzekomej złej relacji między dwoma panami - które miały wręcz charakter bójki na pięści. Bruford miał dość niekończących się prób - celował w bardziej intuicyjne, rozimprowizowane granie - a nie cyzelowanie w nieskończoność każdej partii perfekcjonisty Chrisa - o ironio - dalsze lata szybko zweryfikowały - że zamienił jednego perfekcjonistę na jeszcze większego. Miłym akcentem jest zaproszenie dawnego dyrygenta chóru - Barry Rose - u którego Chris jako młodziak zdobywał doświadczenie i uczył się śpiewu. Panuje zgoda - że to najlepsza solowa płyta jakiegokolwiek ex-muzyka Yes. Przynajmniej wśród tych pierwszych.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group