Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Jimmy Smith - 8th Wonder of the World

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2771
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 03.10.2021, 12:18    Temat postu: Jimmy Smith - 8th Wonder of the World Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.youtube.com/watch?v=F-YeCziaGYM


Parę dni temu sprawiłem sobie zremasterowaną z bonusami reedycję tej kultowej i jakże ważne dla jazzu ( nie tylko organowego ) płyty. Wcześniej w wersji winylowej w dwóch częściach. W ogóle na tym forum mało poświęciło się temu wyjątkowemu artyście miejsca. Niektórzy znajomi, bliscy sercu , których smak i gust niezwykle cenię - nie raz pukali w czoło - po co sobie zaprzątam głowę i zbieram wydając pieniądze i poświęcając miejsca na półkach temu facetowi - owszem - dyskografia iście imponująca - chyba nie istnieje człowiek na planecie, który by miał wszystkie jego nagrania - ale wedle niektórych i zgodnie z obiegową opinią - Jimmy w kółko grał to samo. Chyba Joachim Ernst Berendt zawyrokował - że w późniejszych latach do samego końca stał "Ryczącym Frankensteinem z Hammondowego Zamczyska" - czy jakoś tak. Sam wielki Miles - mawiał o nim, że "... This Cat is the 8th Wonder of the World...". Podobnie jak Charlie Christian gitarę - tak samo Smith - "wyemancypował" organy hammondy w jazzie ale i w muzyce popularnej w ogóle. Ilu wychował fanów, zakochanych w tym soundzie, muzyków, naśladowców - np. to dzięki m.in jemu w organach i jazzie zakochała Barbara Dennerlein czy Joey DeFrancesco. Przykładów można mnożyć bez liku - np we wczesnym okresie czy sprzed zespołu Santana - wielkim miłośnikiem jego podejścia był młodziutki Gregg Rolie - w jego zagrywkach na debiucie czy koncertów z Filmore słychać niekiedy pewne zagrywki czy takie "mięcho" lub "cooking" a la Smith. Miało to również swoje ciemne strony - tak jak Jaco swoim rewolucyjnym podejściem i brzmieniem basu - "wyprodukował" rzeszę imitatorów ( nie celowo ) - u Jimmiego było podobnie - niektórzy potrafili się "zbuntować" i próbować swojego stylu i podejścia do organów - wspominał o tym np Krzysztof Henryk Juszkiewicz ze Skin Alley - że gdzie się nie ruszył wszędzie słyszał kopistów - dostawał od tego szału. Tu należy jednak oddać sprawiedliwość - podobnie jak w trąbce - trudno zagrać czy wymyślić coś co nie pochodzi od Armstronga czy Davisa - z Hammondem tak samo = instrument tak wiele mu zawdzięcza.


Groovin ma opinię jednego z lepszych w całej dyskografii artysty. Na pewno z wczesnego okresu. Mamy wspaniale zaserwowane - niekiedy mocno rozciągnięte w czasie i skrzące od pomysłowych improwizacji standardy - np rozmarzone i zmysłowe idealne na tą porę roku My Funny Valentine - trudno się wprost oderwać. To co wyczynia na organach mistrz przechodzi ludzkie pojęcie - o Larrym Youngu mawiano, że jego Hammond był jak płótno na którym muzyk tworzył pejzaże godne samego Coltrane`a - ale Smith czynił to wcale nie gorzej - a może lepiej - jaka bogata paleta rozwiązań muzycznych, technik, brzmień, kolorów - niekiedy "grzeje" lub leje żarem - czasem delikatnie cieniuje i tworzy cudowne tło, lider w szybszych tempach również zachwyca i udowadnia że i szybkie bebopowe partie nie są mu obce.


Krytycy jazzowi nie szczędzili słów uznania gitarzyście - Eddie McFaddenowi - który zgodnie z ich spostrzeżeniami - wyprzedzał pomysły, muzykę - które ok dekady / dwóch później stały się znakiem rozpoznawczym George`a Bensona. Szkoda, że Eddie nigdy nie zyskał większego uznania - na które zasługiwał. W szybszych tempach - mam na myśli cały 2 CD album - błyszczy niezwykle sprawny, wrażliwy i pomysłowy wówczas zaledwie dwudziestoparoletni Donald Bailey - miał się stać długoletnim partnerem organisty.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Paweł
epka kompaktowa


Dołączył: 02 Wrz 2019
Posty: 1140

PostWysłany: 03.10.2021, 19:50    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Groovin' at Smalls' Paradise, Volume 1 – stylowy i zagrany z klasą soul jazz. Choć rozumiem, że nie każdemu będzie odpowiadać ta dystyngowana staroświeckość. Nie jest to także moja codzienność, ale relaksuje mnie ta muzyka!
U Smitha gitarzyści robią robotę. Gra Eddie'ego McFaddena faktycznie może się kojarzyć z George'em Bensonem – czy raczej na odwrót. Wink

Świetnie, że Jimmy Smith doczekał się swojego tematu na FD! Smile
_________________
Planuję przesłuchać wszystkie płyty, jakie kiedykolwiek nagrano. Niemożliwe? Cóż, przynajmniej będę próbował.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2771
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 04.10.2021, 10:29    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.youtube.com/watch?v=Lb0Krs8fQ1o

Tu nieco pełniejsza wersja dla opornych. Może to i z pewnością zabrzmi nieco kiczowato - lecz w obecnej porze roku - jakże predystynowanej i wprost bajecznie wyśnionej dla odbioru muzyki Smitha - silnie w głowie miałem od zawsze ten obrazek - człowiek po całym dniu ciężkiej pracy - nieważne czy w biurze u jakiegoś dorobkiewicza, czy fizycznej - ma niezłego zajoba i zwyczajnie wszystkiego dość - w domu nie czeka nic ponad gderliwą żoną i wredne bachory - gdzie może znaleźć ukojenie i zrozumienie ? - kieruje swe zmęczone obolałe nogi do klubu w rodzaju Smalls Paradise , zasiada za stolikiem a kto mu przygrywa i kogo chłonie i słucha zamawiając kolejne śmiesznie tanie drinki - jeden, dwa, dziesięć ? - Jimmy Smith - nie wiem czy ktoś mógłby doświadczyć większego szczęścia i bardziej cichej przystani męskich lęków i cichej desperacji gdy w pewnym punkcie przestaje być taka "cicha". Literat i krytyk Leonard Feather - w komentarzu do płyty dzielił swoim doświadczeniem. W czasach prosperity Smalls - każdy mógł wejść - kolor skóry nie miał doprawdy żadnego znaczenia - jeśli zachowywałeś się przyzwoicie i z luzem - płaciłeś i przyszedłeś posłuchać muzyki - nie miało znaczenia kim jesteś i jaki masz kolor skóry - jeśli nie byłeś sierotą po splugawionej fladze konfederatów - potrafiłeś zachować z szacunkiem - kolor skóry i pochodzenie zanikało. Byłeś mile witany - i za dosłownie śmiesznie pieniądze mogłeś np łyknąć whisky za 50 centów, koktajl za 60, wszamać stek odpowiednio przyprawiony za dol. 1,50.


Przekraczając klub - od razu odurzała cię zgoła inna atmosfera - wówczas ludzie byli inaczej osłuchani. Znali standardy ale potrafili czujnie słuchać. W tym tkwi m.in tajemnica sukcesu twórczości Smitha - jedni zarzucali, że jego płynący i lekkie skwierczący hammond - to idealna tzw. "dinner music" - którą parodiowano z serialowych produkcyjniaków z lat 50 - jako mdłe tło płynące z radia z tiwi - gdzie cukierkowa pani domu - rodem z Żony ze Stepford - pichci obiadek, śniadanko, deser, wykorzystując nowe przepisy, indyczek w piekarniku, chwaląc wykrochmalonemu mężusiowi - co dziś kupiła i jaki przepis wykorzysta - bachory grzeczne i nie sprawiające kłopotów - racuszki, naleśniczki - wszystko absolutnie bez wysiłku. Nic bardziej mylnego - w twórczości organisty - no właśnie ..... soul jazz - by nie bawić w łapanie za słówka rodem z gangów z piaskownicy - może nie jest do końca fortunne - nie odsłania w pełni fenomenu lidera. W ostateczności nie jest takie chybione. Tu jest o wiele wiele wiele więcej - szeroka tradycja pieśni robotniczych, work songs, gospel - przeróżnych kościołów, odłamów - tradycji religijnych - wspólnot - proszę wyłapać momenty jakby płynące z organów - nabożnego skupienia i zawieszenie - u Jimmiego jest tego mnóstwo - tylko trzeba to wyłapać. Jest soul, mnóstwo bluesa ale nie tylko takiego etnicznego, surowego, proletariackiego - jest tez w ujęciu europejskiej romantycznej, średniowiecznej liturgicznej tradycji - znów teren badań dla wytrwałych szperaczy.

W komentarzu do płyty pojawiają słowa - że to nie cały materiał zarejestrowany i zagrany tego magicznego wieczoru. Gdyby ktoś chciał mieć jedną jedyną płytę Smitha i się nią upajać - chyba nie ma lepszego wyboru niż Groovin. Wielu wskazuje - że dopiero od św. Trójcy - czyli Home Cooking, Midnight Special czy kultowej Chicken Shack - dzięki m.in udziału - innego głosu solowego - saksofonisty Staneleya - organista osiągnął szczyt możliwości i wykrystalizowanie stylu.... owszem - są przepyszne - ale tam już styl stał się zbyt - ugłaskany, oczywisty i pozbawiony tego klubowego brudnku, dymu z papierosów, aromatu wszelkich trunków wyskokowych i aury - alternatywnych pochodnych form miłości.


Smith miał tę aurę - chyba wyprzedzając Coreę o 2 dekady -że afirmował swoją muzyką radość życia, procesu tworzenia - to ma być przyjemność, potrafił to brać i dawać - entuzjazm, świeżośc, zapał - żadnego nabzdyczenia i manifestacji politycznych - życie już wówczas było wystarczająco ciężkie. Nie było potrzeby by z estrady instrumentalista "odszczekiwał się prześladowcom z pańskiego dworu". Wink . Jego muzykę można postrzegać i traktować - jak tło do zajęć codziennych i domowych - ale i by wniknąć w skupieniu autentycznie głęboko. Wystarczy jak potraktował utwory w rodzaju Laura i Body and Soul. Hammond niezwykle ożywa - raz zdaje być całym big bandem, kiedy indziej kościelnym tłem, raz instrumentem dętym - gdy dźwięk jest tak niezwykle kształtowany - że czuje się ten oddech i zadęcie. Czytałem, że przydała mu się wcześniejsza kariera step dancera - dlatego z taką swobodą traktował pedały nożne - mniej jako czysty bas - ale potrzeba dobrej aparatury i sprzętu by śledzić ich partie - bardziej to przypomina tubę czy puzon w sekcji.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2771
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 16.10.2021, 10:02    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/release/1693239-Jimmy-Smith-Cool-Blues


Muzycy zadowoleni z klimatu i aury sali - wrócili do Small`s Paradise po kilku miesiącach po zarejestrowaniu w/w Groovin` - zaprezentowali nowy program w dużej mierze składający ze standardów - który również został nagrany lecz wydany znacznie później. Do podstawowego tria dołączyło dwóch znakomitych gości - Lou Donaldson na alcie i nieco mniej znany Tina Brooks na tenorze. Okazało się to być dobrym posunięciem, gdyż pojawiły dwa kolejne solistyczne głosy - popisy obu dęciaków zajmują sporo miejsca na i tak rozbudowanych kompozycjach - by wziąć pierwsze z brzegu - nasze "Oczi Cziorne" Very Happy

https://www.youtube.com/watch?v=-uNPFkkoM6A&list=PLEyxWPyoryRJeEfEtiAxbdK-9BRowCFCZ


Czy najdłuższy gdzie zagrywkami a la Art Blekey - niezwykłą żywiołowością popisuje się Donald Bailey - nie wiem czy to jest celowy zabieg - warto może wspomnieć, że zgodnie z opisem płyty na pierwszych trzech gra właśnie gościnnie Art - czyżby błąd ?.

Chwile wytchnienia i luzu dają nam dwie ballady - zagrane z wielkim wyczuciem i feelingiem - What`s New :


https://www.youtube.com/watch?v=2GxG2_aw6Ik&list=PLEyxWPyoryRJeEfEtiAxbdK-9BRowCFCZ&index=5


I Once in a while:

https://www.youtube.com/watch?v=EC3wp7uUlK0&list=PLEyxWPyoryRJeEfEtiAxbdK-9BRowCFCZ&index=7


Materiał jest wysoko oceniany - muzykalność, nieskazitelne pomysły, może płyta nie mieści się w kategorii "trudnego / awangardowego" jazzu ale poszczególni instrumentaliści nie pozostawiają złudzeń, że jazzową sztukę, bepop / hardbop opanowali do perfekcji. Ciekawostką jest , że lider nieco usunął się w cień - gra oszczędniej niż w trio gdzie był dosłownie wszechobecny i niekiedy może przytłaczał partnerów. Tu jest pełnym wyczucia akompaniatorem, tworzący ogniste tło a kiedy indziej ledwie słyszalne. Bardziej "akustycznym" tonem gra Eddie - jeszcze bardziej czysto i krystalicznie niż na Groovin. W kolejnych latach obecność saksofonisty u Smitha stanie regułą - choćby współpraca z Turrentine`m na niezwykle popularnych Chicken Shack czy Midnight Special. Tu muzyka jeszcze jest mniej "soulowa" - choć słychać zbliżające i narastające wpływy - bardziej swobodna i osadzona we wcześniejszej epoce - słychać echa Messengersów i Silvera. Cool Blues to również murowana pozycja na półkę - gdyby ktoś chciał mieć 1/2/3 krążki organisty. Dobry stary jazz - dokładnie to co napisał Paweł - pełna relaksacja ale i obcowanie ze sztuką przez duże "S" i autentycznym jeszcze nie zepsutym polityką, ruchami free, czy przesadnym filozoficznym zacięciem - może niektórym się wyda to "zbyt eleganckie" czy właśnie - nazbyt dystyngowana staroświeckość - ale pewien pierwiastek takiego szorstkiego, klubowego brudku również jest obecny.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group