Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

String Connection

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2897
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 12.11.2021, 10:24    Temat postu: String Connection Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Postanowiłem skoro ostatnio pojawił temat projektów czy zespołów w których udzielał Krzysiek - założyć wątek o tym rewelacyjnym zespole. Moje ścieżki poznania Stringów Wink były niezwykle zakręcone i nieoczywiste - za co jestem w sumie wdzięczny bo pozwoliły na obiektywizm i niebanalne spojrzenie. To również dla mnie szalenie ważna ekipa - niektórzy bliscy uważają, że prawie stosunek "bałwochwalczy" czy fanatyczny. Tym bardziej mnie boli, iż dziś wydaje ekipą trochę zapomnianą i pomijaną w rankingach a w latach 80 mieli status niemalże gwiazd rocka czy popu - ich koncerty robiły furorę i młodzi walili drzwiami i oknami - a muzycy wspinali na wyżyny wirtuozerii, rozgrzewali widownię do białości, dając znakomity szoł, zdobyli uznanie na zachodnich festiwalach - nawet tacy "etatowi maruderzy" jak Joachim Ernst Berendt rozpływał w zachwytach - że to co robili to coś wielkiego, nowego w jazzie a o Krzesimirze jako skrzypku nie miał słów - a wiadomo jaki miał Joachim stosunek do fusion czy pop-jazzu.

Ja po raz pierwszy ich usłyszałem dzięki zbiegowi okoliczności - przekopywałem dział audio-video w swojej miejskiej bibliotece i natrafiłem na winyl w znakomitym stanie - Live in Warsaw - który na marginesie się znakomicie nagrany - zważywszy na datę 86 - nie wiem czy w kręgu krajowego jazzu czy muzyki popularnej znajdzie równie świetnie brzmiący winyl - dynamika, wykop i czystość poszczególnych tonów, instrumentów, wysokie tony, a jaki bas.....



https://www.discogs.com/release/2627964-String-Connection-Live-In-Warsaw


Nazwę znałem tylko "z nazwy" i reputacji muzyków - ale już otwierający Surim powalił mnie na łopatki i z marszu stał evergreenem na prywatnej liście takich "przebojów" - to niemalże esencja stylu i wykładnia tego zespołu - lider miał zawsze wyborną i lekką ( inni z kabaretu że "małpią" - znikał na parę minut i już miał coś napisane i to dobrego ) rękę do wpadających w ucho tematów - jest w tej kompozycji coś takiego, że od razu porywa, trudno usiedzieć w miejscu i poprawia nastrój , trudno nie uśmiechnąć - jest i "swojskie" ale pachnie najlepszymi amerykańskimi wzorcami , bez popadania w naśladownictwo.


https://www.youtube.com/watch?v=kueF6qs_7fc


Bogu dzięki album choć w efemerycznym i schyłkowym składzie - ale same asy - lider, Wrombel na basie ( który był na samym początku w embrionalnym składzie) , Przybyłowicz i Jagodziński - jest dostępny na CD - ukazał dzięki firmie Anex - szkoda, że udało im się jeszcze wznowić na CD genialny debiut Workoholic i New Romantic - na więcej zabrakło czasu, funduszy i szczęścia - kiedyś nawet rozmawiałem z szefem, który zarzekał że wydadzą resztę, mieli piękne plany ale nic z tego nie wyszło. Gorąco liczyłem na nieco kontrowersyjne i dziwnie brzmiące Trio i mój fusion ołtarz - kasetę In Concert z 83.


Sam skrzypek nieco dystansuje od tego składu - że działał krótko i generalnie nie ma o czym mówić - ale koncert wyborny - jest miejsce na cudowną o pięknej melodyce i silnie jesiennym nastroju - szlachetnej urody i smaczku - Red Autumn Trees w jakiś sposób nawiązujący do najsłynniejszej Cantabile in H-moll i typowe dla zespołu żarty muzyczne ale pełne wybornego grania niemalże na granicy wytrzymałości - Chciałbym się czegoś napić ( gdzie dochodzi do ciekawych dialogów i wspólnych partii skrzypiec i rogu Jagodzińskiego ) i zaczynająca jak pijacka piosenka Shadows of Your Smile - lub raczej parafraza na jej temat - kolejny przykład na niezrównane poczucie humoru i dystans Krzesimira.



W kwestii dyskografii Stringów panuje okropny chaos - jak już wspomniałem Anex nie wydał całego katalogu - inna sprawa czy miał do niej prawa i co z oryginalnymi taśmami matkami - np z Trio czy w/w kasetą chyba są jakieś problemy. Sama szata graficzna Warsaw, Workoholic czy New Romantic jest skromniutka do przesady - ale digipaki wydane w miarę solidnie.


Kolejna była znów szczęśliwym trafem w tym samym dziale odnaleziona kaseta - niekiedy wręcz pomijana w oficjalnej dyskografii czy serwisach muzycznych - ale to nieporozumienie bo to Connection w szczytowym okresie i w szczytowej formie - szkoda, że ten magiczny kwintet niedługo potem się rozleciał - Olejniczak wyjechał do Hiszpanii a Skowron zajął swoimi projektami. Do dziś jak największy skarb mam kopie tej kasety na CDR i za każdym razem jak słucham mam ciary i kręcę z niedowierzaniem głową - jak oni wymiatają - wtedy coś pokręciłem i zacząłem od strony B - czyli obłędnego kolejnego po Surim koncertowym asie i killerze - Andy Correspondante -


https://www.discogs.com/release/5668526-String-Connection-In-Concert


https://www.discogs.com/master/865369-String-Connection-In-Concert


Muzycy grają w ekstazie - a zgranie , wzajemna komunikacja - aż przerażają. Mimo, że debiut Workoholic - uznawany jest za najlepszy i słusznie - album tej formacji - to mnie zawsze doprowadza do szewskiej pasji - prawie mam na tym punkcie - nie przeczę - obsesję od lat - że koncert z kasety z Teatru Stu - najlepsza muzyka - najbardziej reprezentatywna - jak wypadali i grali na żywo - bo nie jest tajemnicą, sami muzycy to przyznawali - że koncerty były ich żywiołem i życiodajnym sokiem - jak dla składu Crimson 73/74. A wtedy dali ich podobno kilka / kilkanaście tysięcy. Jeśli chodzi o polski jazz - lat 80 czy traktowany całościowo - nie wiem czy ktoś wspiął na takie szczyty - a sola Krzesimira, Olejniczaka, Krzyśka, śp. Skowrona na Fender Rhodes i ta atomowa niemalże jak u Omara Hakima perkusja Przybyłowicza. To była chyba jedna z nielicznych super grup w kraju i nie ma w tym przesady. Jest pełna wieczornej melancholii ballada Janusza - Cicho Sza, dynamiczniej, szybciej zagrany i pełny improwizacji Workoholic i Zabić Kruka. Nie mogło zabraknąć przykładów scenicznej błazenady i wygłupów muzycznych - jest jakby kpina z free funk harmolodic i czego tam jeszcze w Drunk Funk Punk czy Billy Bongo / Do Widzenia - panowie znów raczą nas lekko "pijackimi" przyśpiewkami - dałbym majątek by to obejrzeć na żywo - cofnąć w czasie i przeżyć coś takiego. Zazdroszczę tym, którzy widzieli ich wtedy na koncercie. Chętnie poczytałbym jakieś relacje.




A wracając do tematu wydawniczego - lata temu w 2006 ukazał ten box - który najpierw miałem dzięki uprzejmości wielkiej osobowości i osobistości muzycznej Wireq`owi - potem upolowałem oryginał. Panuje powszechna opinia, że zaprzepaszczono wielką szansę by wydać wszystko - podobnie jak np boxie Laborki - plus bonusy, koncerty, nagrania radiowe. Po latach wielu nie owija w bawełnę - że został po mistrzowsku spartolony i to zalatuje sabotażem czy dywersją.




https://www.discogs.com/release/8751530-D%C4%99bskis-String-Connection-D%C4%99bskis-String-Connection


Jest tylko 3 CD - w całości zmieścił debiut i koncert Live in Buffo - dobre i to, ale mocno obcięte Romantic, połowa Trio z Bizzaramente chyba też coś ucięto. Koszmar. Bogu dzięki potem wszedł do akcji Anex i wydał normalnie New Romantic Expectation - bo to choć już "trudniejszy" w odbiorze - mniej pogodny ale nadal świetny album formacji gdy była u szczytu.


https://www.youtube.com/watch?v=02pgEY65pMs


Mamy niepokojący i jakby z koszmaru utwór tytułowy - który też na lata stał koncertową wizytówką - ba, grany nawet dziś gdy panowie na moment się zejdą. Jest rytmiczny, żwawy również "przebój" - czyli Berolina Foxtrot - tu w środkowej części panowie się nieziemsko rozpędzają. Moim osobistym i wśród fanów faworytem był i będzie zawsze uroczy i pełny pozytywnej aury z genialnym jakby "refrenem" - Piosenka o WFG - pamiętam po latach moje zdziwienie gdy fragmencik był wykorzystany chyba w scenie w lobby hotelu w Kingsajzie Very Happy . Jak nadmieniłem - to ciut mniej przyswajalny album - zyskuje po kilku przesłuchaniach - słychać, że panowie się rozwijają i pokazują rozmaite oblicza. Znalazło się miejsce na krótką impresję - zwiastun i przegląd możliwości Yamahy DX7 - Moment Na Sopran I Syntezatory, sprawiający wrażenie szkicu i chyba nie w pełni dokończony Progresje Jesieni ( rytm i klimat całości mogą kojarzyć z tym co np w 83 na koncertach czy Procession serwowali Weather Report czy Miles na We Want). Nie mogło zabraknąć tradycyjnego "pijackiego" żartu zaśpiewanego wspólnie - zabawnego ale i wciągającego - Singoholic. Na koniec jest chyba pierwszy wielki "hit / przebój" - Ścierańskiego - Niezdara - utwór o melodyce tak zaraźliwej, że w istocie - człowiek łapie się wielokrotnie na jego nuceniu - nie można go wyrzucić z głowy. Pięknie brzmią wspólnie Olejniczak i Krzesimir. Potem basista sięgał po ten utwór wielokrotnie - np solowym Bass Line. Niestety koszmarek z idiotycznym tekstem o po-po-po-Pomidorach zrobiła z tego Ewa Bem - tu znów wysoce subiektywna ocena - wiem, że jest przez wielu ceniona - ja jej praktycznie od zawsze szczerze nie nawidzę i gdy przypadkiem słyszę - to jak John Cleese na temat komunistów zaciskam pięść i złorzeczę Very Happy




https://www.youtube.com/watch?v=PuZ24VBrbO4
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2897
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 12.11.2021, 11:01    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.youtube.com/watch?v=V9n1u5ukVlU


Debiut poznałem dość późno - właśnie dzięki najpierw użyczonej kopii boxu od niezastąpionego Wireq`a. Nie można pisać kilku słów o niej nie unikając banałów i frazesów - ale dla naszej krajowej sceny - to dzieło o tym znaczeniu i randze co Heavy Weather WR, Headhunters Hancocka czy Romantic Warrior Corei - to ten sam poziom i murowany kandydat do kanonu. Już pierwsze dźwięki otwierającej Bokry - zapowiadają, że "oj będzie się działo". Gdyby tworzyć taki ranking, listę czy album the best of - Bokra musiała by to otwierać. To znów esencja stylu Stringów - w paru minutach zawarte to co najlepsze i co ważne - kapitalne solówki Olejniczka, Skowrona a sam lider - zademonstrował wreszcie na co go naprawdę stać, że ma w pełni ukształtowaną, dojrzałość osobowość muzyczną i specjalnie przy szacunku dla innych, dla tradycji - wypracował własny styl gry na skrzypcach i nie kopiuje nikogo - a już w tamtych czasach konkurencja była ostra a hierarchia ustalona. A tu w trudnych czasach pojawili panowie z Connection i wywrócili wszystko do góry nogami - nie ma przesady, że zrobili muzycznie wcale nie mają rewolucję i niektórym szczęki poopadały - co dekadę wcześniej zrobili np pierwsi Mahavishnu. Płyta niezwykle pogodna, radosna, dynamika, człowiek ma ochotę jej słuchać na okrągło. Super zgranie choć wedle słów Dębskiego - uznany drummer Lewandowski grał z nimi krótko - ok 3/4 miesięcy - ale na debiucie - chyba najważniejszym w historii zagrał. W recenzjach - nawet w komentarzu do płyty pojawia zachwyt i zdumienie - jak można było w smutnych czasach nagle się "obudzić" i wyskoczyć z tak pozytywną, świeżą, zaraźliwie optymistyczną muzyką - to jak otwarcie okna i wpuszczenie wiosennego orzeźwiającego powietrza po latach duchoty. Stingi za przeproszeniem "rozpieprzyli wszystko" - choć tworzyli muzycy jeszcze stosunkowo młodzi i prawie wszyscy z tego samego rocznika - 54 (prawie) - to już mający spore ogranie i doświadczenie na scenie. Dla Ścierańskiego była to już 3 istotna i wpływowa grupa - po Laboratorium i Air Condition.


Na Workaholic znalazła chyba najpiękniejsza ballada wszech czasów nie tylko w dorobku Krzesimira ale i całego polskiego jazzu ( pewnie zaraz ktoś wyskoczy z Kołysanką Komedy ) - kolejny utwór wizytówka - prześliczne o melodii której nie można zapomnieć i którą pewnie niejeden by sobie życzył na pogrzebie - Cantabile in H-moll. Dla miłośników bandu to chyba absolutny nr.1. Utwór w którym liczy się klimat, solówki choć również wirtuozerskie - nie psują go - tylko jeszcze bardziej budują, jak "śpiewają" skrzypce lidera, sax Olejniczaka - tak grają tylko muzycy najwyższej próby. Z tym utworem też wiąże osobista przygoda - znałem to już ale na jakiś czas kompozycja mi wypadła z głowy - akurat w jednym hotelowym lobby dobijałem jakiś biznes a na górze odbywała aukcja charytatywna obrazów z Oliwierem Janiakiem jako prowadzącym i było elegancko - szampan, fraki, suknie, diamenty, kawior - te klimaty , cud że mnie wpuścili Wink , a nagle kameralny kwartet smyczkowy zaczął to grać - a ja oniemiałem - od razu tam pobiegłem rzucając wszystko -mamrotałem że " nie wierzę, string connection i cantabile" - a bliscy - że niby co ?, jakie cantabile ?, jaki string ? Very Happy . Szkoda, że później chyba wziął to na warsztat Mietek Szcześniak i dodał jakiś smętny tekst - nie wyszło może tak nikczemnie jak Bem z Pomidorami ale jakoś straciła swój czar i zaczęła tonąć w estradowym banale.


Jest Kill the Raven - studyjna wersja nieco krótka - zwiastująca jakim potworem stanie na żywo dzięki szalonej pogoni Ścierańskiego po strunach i serwowanie zabójczego funku. Tytułowy ze znakomitymi unisonami skrzypiec i saxu - to również kolejny przebój - świetna melodia, w studio panowie nieco się "czają" - dają więcej funkowego luzu i przestrzeni - niekiedy jakby nie byli pewni czy to ballada czy coś mocniejszego - na kasecie In Concert kawałek brzmi dosadniej i lepiej. W autorskim Seekuh Krzysiek czaruje nas urokliwą melodią i mistrzowskim opanowaniem flażoletów niekiedy trudnych pozycjach. Kawałek idealny na popołudniowy czy wieczorny po ciężkim dniu do domu. Niezwykły nastrój, wciągający klimat i solo Olejniczaka na sopranie. Seekuh zwiastuje w jakim kierunku podąży solo Ścierański - jaką muzykę będzie serwował na swoich solo recitalach i albumach - jest w tym jeszcze pewna surowość ale pozostałe elementy już jakby na swoim miejscu - ze szczególnym naciskiem na układanie ciekawych i godnych zapamiętania melodii w solówkach. Drugą przejmującą balladą - są też mocniejsze zespołowe momenty - i utworem od którego trudno oderwać i zapomnieć jest kompozycja Skowrona - Primary - piękna partia elektrycznego fortepianu - początek ze smyczkami Dębskiego - może kojarzyć z muzyką poważną lub kameralną - potem wszystko się rozjaśnia niczym letni poranek i wyruszamy w podróż - melodie grane unisono przez skrzypce i piano - zapierają dech w piersi - jakby dialog dwojga kochanków - coś przepięknego - ale jest pewien smuteczek w tej kompozycji, jakiś żal za czymś utraconym czy pogodzenie z przemijaniem. Zawsze mnie zastanawiały powody odejścia Skowrona ze String - z tego co mi wiadomo atmosfera w bandzie była świetna - panowie się wybornie bawili i szanowali - przewijające w tytułach aluzje do picia - dają do myślenia - że panowie za kołnierz nie wylewali - ale zawsze dla dobrego humoru w imię dobrej zabawy. Potwierdzają to wspomnienia Urbaniaka ze współpracy z Januszem - obok piania z zachwytu nad umiejętnościami - potwierdzał, że pianista miał do siebie dystans, cięty język i dowcip, lubił się napić - ale w odróżnieniu do śp. Mietka Kosza - nigdy na "smutno", zawsze ze smakiem, apetytem - np jak siedzieli przy stoliku, przy kielichu jak ktoś zapytał - kto źle zaparkował auto ? - że trzeba przeparkować - Skowron wstawał i się zgłaszał - że to on i już leci Very Happy . Ciut mroczniejszy - jakby zwiastun kolejnego - jest Gutan Dance - na żywo zyskiwał jeszcze bardziej dzięki jakby wspólnym "wyścigom" i idealnie rozmieszczonym pauzom - zagrany na złamanie karu partiom sekcji, basu czy solistów. Tu jakby zapowiedź tego co panowie z tym kawałkiem zrobią na koncertach.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2897
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 12.11.2021, 11:58    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jako ciekawostkę można podać, że w opisie płyty wśród instrumentarium widnieje Polymoog - podejrzewam, iż instrument był raczej grzecznościowo użyczony przez innych zaprzyjaźnionych muzyków. Na scenie go nie używali. Najwięcej plam z Polymooga słychać głównie w Primary Skowrona w środkowej części. U nas w tamtych czasach mało kto posiadał ten instrument - mało kogo było na to stać - Skrzek był chyba jednym z pierwszych, potem wśród nielicznych szczęśliwców Stróżniak. Ciekawy i "kultowy" instrument - niestety często zawodny i wielu uznanych muzyków dość szybko się go pozbyło lub nie miało przekonania - np Tony Banks tylko na trasie And then There Were. Cena też była wyśrubowana - potem gdy pojawił np Prophet 5, Oberheimy i wszystkie Jupitery, Juno, Polixy - o nim szybko zapomniano. Znam jednego posiadacza - kupił go parę lat temu na aukcji z ebaya czy allegro - uszkodzony, zabulił mnóstwo za sam klawisz, za naprawdę chyba jeszcze więcej ( ile go kosztowało zachodu by znaleźć fachowca i części) - ale takie miał marzenie - że mebel na honorowym miejscu - Polymoog Very Happy , jeszcze inny ma Moog Voyagera - też sam żartuje - "piękny mebel na honorowym miejscu" - czasem i pogra kilka dźwięków a generalnie podziwia - nawet żonie przy ścieraniu kurzy nie pozwala go dotknąć mokra szmatką Rolling Eyes
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2897
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 12.11.2021, 13:03    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.youtube.com/watch?v=HWn2JC7z1KE


Ten koncert miał więcej szczęścia - zyskał "uznanie", nie ma w sumie problemów by dostać tę muzykę - kopii po necie krąży mnóstwo - a jak na ironię jako osobne CD nie doczekał reedycji - ot kolejny nonsens i jak los przewrotnie obchodzi się z dorobkiem SC. Nagrany nadal w "złotym kwintecie" - tyle że.... właśnie. Mam z tym krążkiem pewien problem. Gdy lata temu skusiłem się w winylowym antykwariacie oczekiwałem WIELKIEJ I porażającej muzyki i..... pierwsze przesłuchanie i jakby lekkie rozczarowanie. Na pewno jak Romantic zyskuje po wielokrotnych przesłuchaniach - ale brakuje tego dzikiego szaleństwa i magii , która aż wylewa z każdej sekundy In Concert Teatr Stu - niby rok je dzieli - niby ci sami muzycy ale mimo niejednokrotnie wybornego grania - czegoś brakuje. Album ma swoich gorących zwolenników - ale dla mnie niekiedy muzyka odzwierciedla okładkę i obwolutę - jest jakby przyciemniona, szara, brak tego blasku i radości. Panowie bardziej rozwinęli muzyczne pomysły i kontynuują mniej przebojowy i melodyjny kierunek - np Romantic Expectation jest jeszcze mroczniejszy, ciężki, partie i sola instrumentów tak swobodne, że ocierające o free czy harmolodic. Mroczne chmury są też wyczuwalne w Para Martha - snująca mrocznymi zaułkami kompozycja - sporo w tym impresjonizmu i przyznam - mistrzowskim operowaniem nastrojem - pasowałby idealnie jako tło do klaustrofobicznego filmu psychologicznego czy kryminału noir. Może moja ocena wydawać niesprawiedliwa - bo gdyby uprzeć - to połowa albumu to nadal radosne, pogodne String , które tak nas urzekło na debiucie. Jest typowa skoczna melodyjka otwierająca całość - Relaxing At Schwartbuck, w środku silnie funkowo z klangiem ma okazję pograć sobie Ścierański a nawet Przybyłowicz ma krótkie solo. W Gutan Dance sekcja wyczynia istne cuda - bo utwór zagrany w kaskaderskim tempie, unisona w tym morderczym tempie skrzypiec i saxu sprawiają wrażenie wyścigu - kto się pierwszy wysypie. Przybyłowicz miesza rytmy z dziecinną łatwością. Jakby przeciwwagą mroczniejszych kompozycji jest Piosenka o WFG jakby panowie chcieli nam zrekompensować skupienie w trudniejszych i swobodnych solistycznie momentach. Nie mogło zabraknąć innego koncertowego "hitu" - czyli Cantabile - czyli znów jakby ukłon dla publiczności lubiących to co dobrze znają. Momentami dziwny album - o zmiennych obliczach. By nie popłynąć w spekulacjach i nadinterpretacjach - czyżby ukazujący pewne "zmęczenie" dotychczasową formułą ?, zespół jako dotychczasowy monolit - ale maluteńkie ryski czy pęknięcia daje niekiedy przez mgnienie wyłapać. Czy sami panowie to czuli ? - że jakiś etap dobiega końca ?, że trzeba coś zmienić ?, styl ?, skład ?, nowe pomysły czy nowy kierunek ?. Stringi jak Genesis - wkrótce stali "... and then there were three....". Odeszli Olejniczak i Skowron. Na koncertach Dębski sam grał na klawiszach np na będącej nowością Yamaha DX7. We wspominkach podkreślali - że decyzje kolegów były dla nich szokiem i napawały smutkiem, trochę frustracją.


Powstał zaskakujący album Trio - dziś niemalże kompletnie zapomniany a bywa, że zręcznie i celowo pomijany. W jednym antykwariacie koleś sprzedawca - świetnie się orientujący w dyskografiach - nie krył zdumienia - że coś takiego w ogóle istnieje i było wydane. Powstał album - trochę ciekawostka, trochę klasyczny "przejściowy" - panowie szukali nowej formuły - jak wykorzystać więcej miejsca, które dawniej zapełniało prawie aż 5 solistów. Krzesimir próbował łączyć niezwykle niekiedy sprzeczne muzyczne bieguny i stylistyki - free lub precyzyjniej - swobodniejsze muzykowanie, muzyczny pastisz, żart, kpinę, fusion, trochę jakby neo-bebop np. w otwierającym całość silnie pachnący końcówką Weather Report czy koncertowym z 80 - zawinulowskimi fascynacjami syntezatorami i vocoderem - Body Animation. To silnie klawiszowa / syntezatorowa płyta - odbywa się to niestety kosztem naturalnych brzmień skrzypiec. Ja lubię elektronikę - ale niekiedy pewne brzmienia na Trio zestarzały się niemiłosiernie i trącą naiwną ówczesną wiarą w potęgę nowych technologii i nieograniczonych możliwości. Pomijam fakt, że Trio ma słabsze brzmienie, nie wiem czy wina studia, czy braku czasu. Odnosi się niekiedy wrażenie, że to bardziej solowa płyta lidera - na Yamahę Dx7 i czasem włączającą się sekcje. Jest silnie filmowa impresja - Peysage Balthus. Ścierański też nie oparł się pokusie i jego bas też odkrywając nowe efekty brzmi swobodniej - by podać przykład Kilometers. Na koncertach wielokrotnie zapowiadając kompozycje - Country Funk - lider jako genezę wskazywał - decyzję dwóch członków o odejściu - a przygnębieni partnerzy postanowili przelać na instrumenty ówczesne nastroje - utwór znów nawiązujący do z jednej strony silnie koncertowo funku Davisa - z drugiej kłania się nawiązanie do harmolodic czy w ogóle grup grających bardziej swobodny i dziki funk. Furii szczególnie w maniakalnej partii skrzypiec jest mnóstwo - Dębski dał czadu jak nigdy wcześniej - inna sprawa czy dla niektórych dawnych miłośników bandu tej atonalności i wściekłości nie jest za wiele. Basista też grając kciukiem udowadnia, że mógł stanąć w zawody nawet z Stanleyem Clarkiem czy Marcusem Millerem. Najbardziej udanym, godnym zapamiętania i zapadającym w pamięć numerem jest nastrojowy, niezwykle smutny Engine - z motywami i barwami DX mogącym kojarzyć z serialami np Tulipan - pasowałby wręcz idealnie. Lamentują zgodnie - bas, syntezator unisono ze skrzypcami, nawet perkusja ma ten żałobny ton. Album, który warto poznać - ale niezwykle nierówny. Muzycy czasem jakby lizali rany po personalnych przetasowaniach. Ciekawe , że postanowili grać dalej w trio - nie szukali zastępców a kilku kandydatów by się znalazło - np Miśkiewicz, Muniak, Perliński, Stefankiewicz, Szukalski, Jaremko, Juliusz Mazur czy Władysław Kwaśnicki. Album stanowiący udrękę czy rozterki dalszych poszukiwań - warto to docenić, że dla muzyków stało się jasne - że nie mogą już tkwić w poprzedniej stylistyce, nowa dopiero rodziła i nikt nie wiedział jakie będą efekty. Ścierański chyba też powoli myślał o życiu po String Connection i poważnie o karierze solowej. Lider pisał coraz więcej muzyki do filmów. O ile dobrze pamiętam opis - muzyka pochodzi z dwóch lub więcej sesji które dzieliło kilka miesięcy - stąd pewna różnica między kompozycjami. Szczęśliwie udało się zażegnać kryzys i powstał znacznie lepszy muzycznie i lepiej brzmiący też nagrany w trio - String Connection z boskim Back In Nang na czele - też koncertowy as - grany do dziś - z jakby big bandowymi aranżacjami syntezatorów - nie mogło zabraknąć kapitalnego głównego motywu.



https://www.youtube.com/watch?v=muN4zlm8_YA



https://www.youtube.com/watch?v=7_s-3wg-x24
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2897
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 15.11.2021, 09:32    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.sendspace.com/file/2bipma


Jeśli ktoś do tej pory nie miał okazji się zapoznać z koncertowym obliczem Connection - i to z najlepszego, najbardziej twórczego i pełnego szaleństw scenicznych okresu - to niech posłucha koniecznie. Może ktoś się wreszcie zlituje i wyda to solidnie na CD a gdyby jeszcze odnalazły taśmy z pełnym zapisem tego show - to byłaby nie lada sensacja i gratka. Podobnie jak swego czasu Krzak "namieszał" reedycją Blues Live - bo doszło sporo dotąd nieznanej muzyki i same wykonania klasyków znacząco się różniły od pierwowzorów. Dziwi mnie, że sam lider nie specjalnie dba o dawny jazzowy dorobek - przy różnych okazjach wspomina tamten czas jako coś wyjątkowego - jak byli niezwykle przyjmowani na koncertach - prawie jak gwiazdy rocka.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2897
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 15.11.2021, 10:45    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/release/1514942-String-Connection-String-Connection


https://www.youtube.com/watch?v=hXnfGvkqIW0


Po nieco jakby niedopracowanym, stanowiącym chaotyczny zbiór czasem przypadkowych kompozycji TRIO - powstał w tym samym składzie znacznie ciekawszy - zwany po prostu String Connetion. Nagrany we wrześniu i październiku w 85 brzmi o wiele lepiej. Brzmienie stało ostrzejsze, nowocześniejsze, nabrało soczystości. Dotyczy to m.in partii syntezatorów - słychać, że panowie - bo wedle opisów na klawiszach też grał Przybyłowicz opanowali ten "niewdzięczny" instrument, nabrali biegłości w programowaniu ciekawych, przekonujących barw. Plamy, tło, smyki czy inne big bandowe pady - już nie drażnią, stanowią ważny element w aranżacjach lecz nie dominują nad brzmieniem. Najlepszym dowodem jest dynamiczna - silnie kojarząca z ówczesną fusion czołówką ze Stanów - Pulsatilla Alpina. Każdy z muzyków na tle pędzącej funkującej sekcji - ma chwilę by zademonstrować swoje umiejętności. O kolejnym "przeboju" String - już pisałem - po impresyjnym wstępie - pojawia charakterystyczny rytm i melodyjka - od której wprost nie można się uwolnić i fanfarowy podniosły "refren" - utwór po raz kolejny zdradza ogromne poczucie humoru skrzypka - bo jest w nim coś zaczepnego, zawadiackiego - lider nawet w środku czaruje nas ciekawą partią fortepianu mogącą nasuwać skojarzenia z estetyką PMG z śp. Lyle Maysem na czele. Utwór zawsze rozgrzewał publiczność i grany jest do dziś - jak mawia Krzesimir to jeden z tych utworów "które zawsze jakoś tak sam im się grał" Very Happy . Sama okładka lub przynajmniej jej jedna wersja z 87 też zdradza zacięcie do monty pythonowego humoru - z odjechanymi animacjami Terry Gilliama na czele. Ukłonem i hołdem dla Zgibniewa Seiferta jest kompozycja - We Miss You - zespół gra swobodniej, silnie w akustycznej stylistyce momentami ze skrzypcami momentami opuszczającymi wytyczone harmonicznie obszary. Fascynujące choć trudniejsze granie. Pojawia w innej aranżacji - jeszcze bardziej eksplorujące możliwości i barwy syntezatorów - znany z Trio - Body Animation - zachowując dawny charakter żartu muzycznego. Zapowiedzią ścieżki jaką konsekwentnie będzie już podążał soli Krzesimir jest Giam-Giam - jakby wyjęty z któregoś z filmu - przyjemna, nastrojowa, listopadowa impresja - choć głowy nie dam czy przypadkiem w jakimś filmie ten motyw się nie pojawił lub wariacja na jego temat. Partia fortepianu znów przywołuje stylistykę lirycznych ballad PMG a Dębski okazuje równie utalentowanym pianistą co skrzypkiem. Pięknie rozwija Pasacaglia For Aniel - obok Back in Nang - najlepsza i najbardziej zapadająca w pamięć kompozycja. Podobnie zachwyca bogactwo aranżacyjne i mnogość pomysłów - ba... pojawiają nawet chórki. Główny motyw mógł śmiało stanowić motyw przewodni po jednym z filmów moralnego niepokoju - a kompozycja cudownie narasta. Pięknym zamknięciem tego wyjątkowego albumu jest "hit" Ścierańskiego - Conno. Kompozycja najpiękniejszą formę i oblicze zyskała na Far From Home - i anielskiej wokalizie Marka Bałaty. Tu mamy tęskną partię Dębskiego a pod koniec repryzę i wspólnie zagraną unisono z basem. Płyta to jakby ukryte "pożegnanie" zespołu - na pewno z niepowtarzalnym wkładem kompozytorskim i basem Ścierańskiego. Zespół przestał formalnie istnieć - powstała jeszcze płyta Bizzaramente - bardziej jako solowe przedsięwzięcie lidera - już nazwa nie pozostaje złudzeń - Dębski`s String Connection - przy małej pomocy Przybyłowicza, ciekawostką jest gość na instrumentach perkusyjnych - nie byle kto lecz sam legendarny Dom Um Romao. Muzyka choć wartościowa podążyła jeszcze bardziej w mocno "filmowym" kierunku. Był jeszcze krótko istniejący skład w 86 który nagrał kapitalną Live in Warsaw - ale okazał mocno "efemeryczny" czy jak sam skrzypek nie pozostawia złudzeń - epizodyczny - wymowne, że nagrania nie trafiły do przekrojowego boxu - a w komentarzu do niego też między wierszami jest czytelna aluzja - że "w sumie nie było o czym mówić" - tym dziwniejsze bo muzyka wyśmienita , nazwiska wielkie - zespół jakby zatoczył koło bo wrócił basista - nie ustępujący w niczym Ścierańskiemu - Zbigniew Wrombel - z którym String zaczynali. Jagodziński wpasował w stylistykę idealnie - mocno odciążył lidera, który od poprzednich kilku lat musiał na żywo grać na obu instrumentach. Choć dawny sentyment został bo nawet do dziś ma na scenie mały syntezator i od czas do czasu dokłada kilka akordów czy pasaży. Po śmierci Janusza Skowrona gdy SC się zejdą na kilka występów czy festiwal - jak dawniej zasiada do fortepianu.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group