Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Cannonball Adderley

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2885
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 06.01.2022, 09:29    Temat postu: Cannonball Adderley Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/sell/item/1695305500


Dziwne, że ten wielki (dosłownie) muzyk i cudowny człowiek nie doczekał swojego wątku - choć niewątpliwie przewijał w innych i to regularnie... ale w dawniejszych czasach. Kilka dni temu poszczęściło mi się - wręcz owo szczęście nie ma granic gdyż upolowałem powyższe wydawnictwo - nie będę kłamał , że kopię ale i tak jest co świętować. Co prawda zestaw pojawiał niekiedy na allegro ale za iście drakońskie sumy - więc rozsądek musiał wtedy zwyciężyć. Teraz na dobrą sprawę nie słucham niczego innego. Cannonball od lat jest na czołowym miejscu moich jazzmanów. Dawniej i co mi zostało do dziś - miałem "fioła i obsesję" na temat "autentycznego i najprawdziwszego" jazzu - tej esencji, wyciągu i zawzięcie szukałem. Owszem - można dużo czytać, kopać w stertach książek, czasopism, obecnie Internet daje takie możliwości .... że idzie się w tym tym bardziej kompletnie pogubić. Można na półkach mieć wszystkie roczniki Jazz Forum - ale czytać i mieć świadomość istnienia pewnych artystów i albumów - lecz potem być osłuchanym to zupełnie inna sprawa - nie wszystko do nas trafia jak w trakcie lektury mogło się zdawać - że to "pewnik". Julian obok spełniania w/w kryteriów - że to jazz na najwyższym poziomie, autentyczny, zakorzeniony w bogatej tradycji, gospel, bluesa, soulu, bopie, work songów - wydał mnie osobiście niezwykle bliski. Tak alcista działał na ludzi. Pamiętam gdy w średniej za uciułane pieniądze szarpnąłem się i kupiłem w digipaku wówczas wznowiony koncert z Japonii Nippon Soul - od razu wiedziałem, że to jest "TO" - o co mi podświadomie chodziło i czego szukałem - co było właściwie od zawsze "MOJE". Nie jestem odosobniony w tym subiektywnym odczuciu. Inna świetna koleżanka "specjalizująca" w muzyce filmowej - poprosiła mnie też o coś cholernie dobrego i esencjonalnego w jazzie. Jak mawiał pewien znany intelektualista (nazwisko mi obecnie umknęło) - że szkoda mu życia i czasu na marne / przeciętne książki czy muzykę - tylko samych najlepszych i najwybitniejszych a nie mierne podróbki. Gdy pożyczyłem Nippon Soul i się spotkaliśmy by skonfrontować wrażenia - tylko jak dawni kucharze złączyła kciuk i wskazujący i cmoknęła - że cudo, coś pysznego i właśnie o "TO" jej chodziło - nic dodać, nic ująć. Very Happy


Jestem nie do końca precyzyjny - bo zaczęło od powtórki na niemieckiej stacji z satelity - programu gdzie puszczono fragment występu Sextetu i był tam obok innej perły Jive Samba - ten evergreen - Brother John :


https://www.youtube.com/watch?v=Y1m4idcMHFQ


Z miejsca oszalałem i zakochałem w tych facetach i utworze - dla mnie to jak najwięcej "jazzu w jazzie" - wspaniała w sumie prosta melodia, motyw od którego nie sposób się uwolnić, wciągający pulsujący rytm i solówki , przepraszam - improwizacje każdego - Brother John to jak So What Davisa, Take Five Brubecka, Desadinado Getza, Moanin, Blues March i Ugetsu Blakeya - jedne z jazzowych "przebojów" wszechczasów i koronnych przykładów o co w tym całym jazzie chodzi a przy tym jest to niezwykle przystepne, melodyjne i przynosi mnóstwo szczęścia.


Czym Julian zaskarbił sobie miłość fanów m.in Jaco ( pochodzili mniej więcej z tych samych stron - Florydy ) - bywało obiektem ataków ignorantów krytyków - m.in Joachima - że w latach 60 - Adderley serwował oparta na powtórzeniach ciągle i w kółko tych samym soulowych, funkowych patentów albumy, nic nowego nie wnoszące - nudne i będące chyba tylko "tłem" dźwiękowym dla bywalców knajp z soulowym żarciem (nie wszyscy wiedzą, że był całkiem niezłym kucharzem - a nawet więcej niż niezłym). Wielki jowialny gość jakim był alcista grał dla ludzi - bo kochał występować, kochał kontakt z publicznością a oni kochali jego - bo inaczej się nie dało. Już jego ciepły swingujący głos gdy na początku koncertów zapowiadał pierwszy utwór - już był doskonałym wprowadzeniem w klimat całości - w paru lapidarnych ale trafiających w punkt słowach już tworzył stosowną atmosferę, by się dobrze bawić, rozluźnić, zrelaksować, przemycał jakiś żarcik, aluzję z tym kultowym zapytaniem "... you know what i mean ?...". I już miał po swojej stronie każdego. Stąd spora część by nie rzec lwia część dorobku to albumy koncertowe i to się sprawdziło - bo jazz , ten najlepszy rodzi na żywo w trakcie kontaktu z publicznością. A grupa Cannonballa niekiedy koncertowała aż 47 tygodni w roku - w sumie żal, że mogło zostać zarejestrowane i wydane o wiele więcej muzyki. Nie chcę silić na pretensjonalne tezy ale dziś Julian wydaje ciut zapomniany - rzadko ukazują jakieś fajne niepublikowane rzeczy. Każdy kto z nim się zetknął (nawet surowy Miles - który tylko u niego jako sideman zagrał na studyjnym Something Else - cenił jego wielkoduszną, radosną, pozytywną naturę i łeb do interesów - choć mimo oporów ostatniego - powierzał mu funkcję managera trasy - dbanie o wypłacanie tygodniówek dla pozostałych, bilety, rezerwacje, opłaty itd. ) - był pod nieodpartym wpływem uroku - cechy, które nawet nasz Pan Kleks cenił najwyżej - "szczerość, uczynność i spontaniczność" - takie też były jego kaskadowe improwizacje - choć z czasem ton stał jeszcze cieplejszy, "zaokrąglony", ciemny - zniknęły wcześniejsze wpływy Parkera - to w nim pierwotnie upatrywano nowego Birda - on sam mówił, że bliżej mu do Benny Cartera. Ceniono niesamowitą bystrość umysłu - wszystko chłonął jak gąbka co przejawiało również talentem pedagogicznym - mało kto jak on potrafił wyłożyć zawiłe kwestie.



A wracając do koncertu zbierający nagrania , które pojawiły wcześniej na również "kultowym" Nippon Soul (nie wyobrażam sobie jazzowej płytoteki bez tego) - mamy dwie wersję hitu Jive Samba, różniące się w środkowych partiach w improwizacjach Work Song ( nawet nasi Skaldowie wzięli to na warsztat - z rozbrajającym tekstem - polecam poszukać i sobie przypomnieć), inny standard Anges Eyes - z wciągającą hipnotyczną w sumie solowym popisem Lateefa - prawdziwa chwila wytchnienia i dowód jakim wszechstronnym muzykiem był Yusef (nie brak opinii że ten Sextet był jednym z jazzowym bandów wszechczasów - Zawinul, Lateef, bracia Adderley, grająca z oddechem, z gracją i pulsem sekcja - Jones/Haynes - można chyba tylko porównać z grupą Davisa z Coltrane`em, późniejszy Shorterowski, Roacha z Brownem i Messengersów z Fullerem, Waltonem, Shorterem i Hubbardem ), jest inna wizytówka zespołu pochodząca z wcześniejszego wcielania - autorstwa Bobby Timmonsa - This Here, zagrany z wielkim wyczuciem i nostalgią Autumn Leaves (nie tak zagoniony na śmierć jak ówczesne wykonania Davisa), przepełniony niepokojącą aurą rodem z kryminału Noir - niekiedy silnie orientalizujący (znów obój Lateefa) i przemykający mrocznym zakamarkami i który słucha z niesłabnącym napięciem Primitivo, klasyczne kompozycje stanowiące trzon repertuaru koncertów sextetu - Jessica`s Birthday, Easy to Love, Bohemia After Dark, Dizzys Business. Świetny zestaw i mnóstwo grania - dziś poza zasięgiem.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group