Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Pat Metheny
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2900
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 10.01.2022, 18:55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Nie trudno zrozumieć skąd pewne "malarskie" skojarzenia wśród publiczności jak przede wszystkim dziennikarzy / krytyków - szczególnie po pierwszych odwiedzinach PMG w 85 - ich pojawienie na naszej szarej scenie jazzowej to było jak otwarcie okna w starej kamienicy i wpuszczenie świeżego wiosenno-letniego powietrza i jak na niektórych okładkach płyt - przez otwarte okno do pomieszczenia wdzierają tęcza, wodospad kwiatów, egzotycznych roślin, owoców i czego tam jeszcze. Byliśmy złaknieni grania na światowym poziomie i niezwykle ciekawi jak prezentują nowi młodzi muzycy wytyczający nowe ścieżki w jazzie, odważnie eksplorujący nowe - wtedy u nas nieosiągalne instrumenty, technologie - u niektórych spowodowało do ukłucie zazdrości i zawiści - wtedy pozowali ma mędrców ze swoim "szkiełkiem i okiem" próbowali brać pod swój konserwatywny mikroskop, do laboratorium, do probówki i zaczynać niby "analizy i rozbieranie na czynniki pierwsze i poszczególne pierwiastki" - nieufni - "czy to aby na pewno jest jazz ?". Guru Hołdys próbował całość wyśmiać - że jego synkowi Tytusowi ówczesny Metheny kojarzył z iluzjonistą Davidem Copperfieldem - to akcentowano - że to wszystko ( czyli oferta PMG) - to pięknie podana iluzja w odpowiedniej oprawie - światła, dekoracje, za piękne by mogło być prawdziwe, że w tej wszechstronności musi być jakiś haczyk czy pułapka - cały stek bzdur - plus podkreślano i odmieniano na wszelkie możliwe przypadki słowa "status niemalże gwiazdy rocka", hollywoodzki przepych, rozmach, a "naiwni i łatwowierni nieusłuchani z "prawdziwym" jazzie ludziska to kupują" - znów jakie to "polskie". Rolling Eyes Nawet Staszek Soyka też coś z wyższością komentował w tym duchu na łamach Jazz Forum. Chyba taki podział i dychotomia / podział ról został do dziś - z jednej strony "wyjący z zachwytu fani" - z drugiej "fachowcy" i krajowi koneserzy, którzy wiedzą swoje i nie dają nabrać na te "cyrkowe chwyty i sztuczki godne prestidigitatora". Przykład pierwszy z brzegu - jak sztucznie i tanio próbowano obśmiać odważny i pionierski i co najważniejsze - skupiający jedna na najważniejszym - na muzyce - projekt Orchestrion.


Wracając do roku 92 - nie wiem do dziś jak Metheny to zrobił - nagrał ambitne i pełne złożonych aranży i ścieżek Secret Story a przy tym mnóstwo koncertował - wystarczy zerknąć na zestawienie - można tylko pokręcić głową w uznaniu - że to niewykonalne.

http://marc.morvan.free.fr/pmdb/chronology/1992.htm


Styczeń - początek roku - koncerty w Japonii w trio z Heynesem i Hollandem, później trwające ok 2 tygodnie mini tournee znów z macierzystym zespołem - przy okazji testowanie nowego / starego składu - z powracającymi multiinstrumentalistami - Ledfordem i Blamiresem:


https://www.guitars101.com/threads/pat-metheny-group-theatre-a-suny-purchase-ny-april-10-1992-sbd.761898/#post-3608085


- którzy mieli odegrać kluczową rolę w powstaniu Secret Story i błyszczeć na trasie promującej, koniec lipca i powrót do Japonii - co ciekawe z Pedro Aznarem - ma to pewien słodko / gorzki posmak bo to były ostatnie występy z tym wybitnym artystą - na szczęście jest fragment pokazujący jak wybornie się prezentowali :


https://www.youtube.com/watch?v=W_IIxN59td8
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2900
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 16.01.2022, 09:32    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/release/9726319-Pat-Metheny-Group-Speaking-Of-Now



W tym roku również mija 20 rocznica ukazania się tego albumu. Tradycyjnie zebrał wszelkie możliwe nagrody w plebiscytach - u nas uzyskał status platynowej płyty - co było nie lada wyczynem zważywszy na ogromny kryzys i zapaść na rynku, drakońskie ceny płyt w tym okresie - sam coś o tym wiem - wtedy skusić na nowy krążek za ok 50/60 zł było heroicznym dokonaniem i wiązało z masą wyrzeczeń. W Stanach dostał Grammy za Best Contemporary Jazz w 2003.

Wtedy wydawał się albumem wręcz "doskonałym i idealnie skrojonym pod gusta fanów formacji" - lecz pewna część początkowo odniosła z ostrożną rezerwą i zadawała pytania - chyba całkiem uzasadnione - czy my przypadkiem już tego wszystkiego gdzieś nie słyszeliśmy ?. Poczucie Deja Vu już od otwierającego całość - będąca wstępem i zaproszeniem w świat "odmłodzonego" PMG i albumu jako takiego - As It Is :


https://www.youtube.com/watch?v=X9F8OFn74zw


Doświadczeni znawcy Metheny`ego oraz dziennikarze, krytycy muzyczni z chociażby Jazz Forum bez pudła wskazywali na ten aspekt "deja-vu". O ile poprzedni Imaginary Day - był chyba najbardziej urozmaiconym, zaskakującym na każdym kroku, gdzie każda kompozycja to był przeskok do innej czaso-przestrzeni i przede wszystkim - klimatów muzycznych - to Speaking of Now wydaje trzymać tylko jednej płaszczyzny czy to jedna konkretna wyspa na archipelagu. Nie wiem czy to był celowy zabieg i czy już wtedy Metheny i Mays myśleli poważnie o skonstruowaniu albumu na zasadzie długiej suity - utworu zajmującego cały krążek z konieczności podzielony na segmenty to miało miejsce na kolejnym The Way Up - dowodem na to może być, że jeden z głównych motywów As It IS pojawia dosłownie zacytowany w pierwszej części czy Opening:

https://www.youtube.com/watch?v=S32-c___vHc


Ponad połowa kompozycji na Speaking jest zbudowana wedle dość zbliżonego scenariusza - mamy niewinnie rozwijające akustyczne intro, by przejść do głównego motywu - gdzie temat jest podjęty przez wokalistów, potem zmiana i przyśpieszenie tempa i metrum - pojawia charakterystyczny pędzący przed siebie be-bopowy rytm czy neo-post-bopowy by dość do kulminacji a potem całość się uspokaja i mamy repryzę głównego tematu z dobitniejszą solówką lidera - taki zabieg i schemat mamy w Proof :


https://www.youtube.com/watch?v=HAl79BhyYHI


Place in the World :


https://www.youtube.com/watch?v=GpjPKvbR8C8

I Gathering Sky:


https://www.youtube.com/watch?v=HKMxpE-kZqg


W wywiadach lider paradoksalnie w niezwykle prostych słowach - starał się wyjaśnić poniekąd "zawiłą" idee powstania i głównego przesłania nowego krążka. Nie tylko chodziło o udokumentowanie czasów w jakich wtedy przyszło im żyć, zatrzymać czas i uwiecznić siebie jako improwizatora, lecz z drugiej strony - umiejscowić to "teraz" gdziekolwiek i otworzyć okno czasu nie tylko w tym umykającym momencie ale by każdy słuchacz i muzyk wykreował swoje "teraz". Po pierwszych przesłuchaniach ostatecznie poddałem magii płyty i dźwięków - chyba fani podzielili się na tych, którzy od razu z marszu zakochali w Speaking bezkrytycznie oraz na tych z początku ostrożnych, pełnych rezerwy - którzy jak ja potrzebowali mnóstwo przesłuchań. Po raz kolejny "przesądził" aspekt ludzki czy moje ówczesne emocje, koktajl wzruszenia, świadomość zbliżającego do końca pewnego wyjątkowego i pięknego okresu w życiu - chodziło o czas matury - koniec szkoły średniej, uczucie że jakiś etap musi zakończyć, mnóstwo ludzi już się więcej nie zobaczy, stąd każda rozmowa, każde spojrzenie, każdy gest, każda rwąca się relacja, wszystko w takim biegu i pośpiechu - to odnalazłem w muzycy - z drugiej konieczność spoglądania w przyszłość, przed siebie, liczne czekające podróże, ogrom spraw do załatwienia z tym związany. Płyta - chociażby sama okłada , jakby kolaż z różnych zdjęć i technik malarskich / graficznych - oddaje złożoność samego życia, relacji ludzkich, przyjaźni, ich zakończenia - by pozwolić innym iść własną drogą i nie odczuwać przesadnego żali z tego powodu bo życie toczy i musi toczyć dalej. Pat chyba trochę jako "efekt uboczny" uzyskał efekt - podsumowania, zamknięcia pewnego rozdziału - chodziło o tym albumu czy podejścia kompozytorskiego - który jw. wskazałem - tych "utworów-piosenek". Miał świadomość, że dalej tym tropem iść się nie da ( trochę to przywrócił w Unity Band - Kin ) i naturalnym krokiem jest porwać na jakąś szaloną wielką formę - efektem był The Way Up.


Na Speaking doszło do wielkiej "rewolucji" personalnej - zmieniło pół składu i doszło aż 3 muzyków z innego pokolenia - jak mawiał Pat - to fani i ludzie, którzy wychowali m.in na PMG i ich marzeniem było w nim zagrać - w przypadku Richarda Bony - zrealizowali je i poszli dalej własną droga. Wskazywano że to był bardziej taki "All Stars Band" niż grupa mająca długa przyszłość przed sobą. Bona i Vu byli po 30 i już niezłą pozycję na rynku, swoje dokonania i wyrobioną imponującą markę. Wcześniej tzw "druga wspomagająca linia" na koncertach - czyli śp. Ledford i Blamires mimo że ogromnie ważni - znali swoje miejsce w szeregu i ich zadaniem było dodawać tych wszystkich ornamentów, smaczków, niuansów - tej "dekoracji na smakowitym ciasteczku" - jak w przypadku zdrowia - gdy się posypie i go zabraknie człowiek dopiero zaczyna dopiero go doceniać - nie inaczej w przypadku tych dwóch panów - ich brak był już "dotkliwy" na trasie Imaginary Day (no, ostało 50% duetu) - teraz mieliśmy nie "wspomagających" ale równorzędnych partnerów dla starej gwardii. Uwidoczniło się w przypadku zmiany newralgicznej linii - perkusji - "Umarł król, niech żyje król" - wypadało rzec - po wiernym 15 lat Wertico pojawił Antonio Sanchez - wtedy dla wielu absolutne objawienie - lider na każdym kroku piał z zachwytu nad nim - że to najlepszy perkusista, nabytek i człowiek umiejący zagrać wszystko, wielokierunkowy i wielozadaniowy ale też mający swój styl. Trudno porównywać obu panów - Paul był bardziej "roztańczony- bujająco - latynoski" - jego rozkołysana i radosna sylwetka była znakiem rozpoznawczym na koncertach - znów odsyłam malkontentów do lektury materiałów video/dvd - to był tym muzyka, który ujawniał jedynie cząstkę swojego talentu a potrafił o wiele więcej - Antonio był silniej nastawiony na jazz - taki post-neo-bop i miał "cięższe uderzenie"- chętniej korzystał z basowego i werbla niż Paul - który upodobał sobie talerze ale nie tylko. Czego mi brakowało to brak na żywo pekusjonisty z prawdziwego zdarzenia - np niedocenianego , obdarzonego słuchem absolutnym wrażliwym, przy tym pełnym męskiego zdecydowania, oszczędny ale zawsze trzymający ten puls - Armando Marcala - na Now w studio podobnie jak na Imaginary pojawił gościnnie słynny Dawid Samuels - ale o graniu koncertów nie było mowy. Nie można niczego zarzucić Bonie - bo w tej roli spełnił się znakomicie - weźmy np piękne intro do On Her Way -


https://www.youtube.com/watch?v=QBYHqzg_iSU


Obok Kalimby - Richard korzystając z elektronicznych pętli, loopów i sekwencerów tworzy świat rodem z małej afrykańskiej wioski, drobnej plemiennej uroczystości czy zaślubin, czy wdzięczności za dobre obfite zbiory lub wysłuchane modły o deszcz - tchnie nieziemskim autentyzmem - sam tworzy sobie chórki. Silnie to się wiąże z credo muzyka - że jazz nie istnieje bez historii, legend, mitów - tak samo jak sama muzyka - musi być w niej prawdziwa opowieść - inaczej nie zainteresuje ludzi czy nie rozpali samych instrumentalistów. Ciekawe bo świat bliższy sferze wpływów i zainteresowań Zawinula i WR - udało wpkomponować w PMG - nie jest tajemnicą, że Pat nie przepadał z Weather Report i elektronicznym patosem lidera - tak samo jak słynie z reagowania gniewem na imitatorów Montgomery`ego oraz przede wszystkim Jaco - czyżby dlatego Bona w 3 przypadkach wziął swój koronny instrument do ręki - był obwoływany nowym Pastoriusem - tu oddał hołd odświeżając ku uciesze fanów stareńki już wtedy Bright Size Life - zagrał wspaniale - uśmiech gitarzysty mówi wszystko:


https://www.youtube.com/watch?v=kFMQSHgI4aA


Zagranym na bis - kultowym Song for Bilbao gdzie gra i śpiewa unisono z basem :


https://www.youtube.com/watch?v=RCPfKzIK6Wo


Oraz zagęszczając kulminacyjną część przerażającego Roots of Coincidence - ciekawy zabieg - zagrany na 2 gitary i 2 basy (czyżby echo Crimson ?);


Zaskoczeniem było zaproszenie muzyka z zupełnie innej bajki - związany i kojarzony silniej z nowojorską sceną undergroudową, awangardową - wtedy bezkompromisowy - wydawać się by mogło, że to będzie chybiony eksperyment ale wyszło wspaniale - chyba natura i aura PMG spowodowała, że podobnie jak Shorter w Messengersach - zawróciło go na bardziej "tradycyjne tory" - pozostał sobą dając popis w Scrap Metal - w sumie to jego indywidualny przegląd możliwości i pasji - lider oddał mu całkowicie pole :


https://www.youtube.com/watch?v=JXZcNqGl-T4


Cuong Vu być może był dowodem na niegasnącą fascynację Metheny`ego sceną free i ukłonem dla ludzi pokroju Ornette Coleman. Vu serwuje niekiedy zupełnie odrealnione frazy, zupełnie nie kojarzy się z frazowaniem Davisa, wzmacnia trąbkę elektroniką i podąża jakby w zaświaty, w świat snu, czasem koszmaru, z mnóstwem przestrzeni, powietrza ale jego wejścia np w Proof dodają wiele czynnika "ludzkiego" kompozycjom.


Chyba po latach najbardziej bronią się ballady z tego krążka - jakby lustrzane odbicia - najpiękniejsze - dedykowane żonie i mającym pojawić synom gitarzysty - z anielskimi wokalizami ( choć nie ma wątpliwości że to Bona jest tym "równiejszym" w duecie ) dwóch partnerów reprezentujących inne wrażliwości, inne kontynenty, inne szkoły ale razem brzmią absolutnie unikatowo - co również podkreślano w recenzjach koncertów - może i na początku trudno było się przyzwyczaić do ich wokaliz, frazowania i etnicznego, ciut jazzowego "quasi-scatu" - lecz You i Another Life do teraz silnie działają na słuchaczy - choć to trudne kompozycje, łatwo było z nich uczynić coś koszmarnego, przesadzić, stracić to podskórne napięcie - gdy melodie delikatnie powoli unoszą do góry - jak te kompozycje narastają - łatwo też było przesłodzić, zrobić coś mazgajowatego. W Another Life trzecim wokalista jak Antonio - 3 różne kontynenty - Afryka, Azja, Ameryka Południowa - nie wiem jak się to Patowi udało. Mnie te 2 ballady to punkt kulminacyjny krążka i zawsze będzie się kojarzyć z pojawianiem najpierw na chrzcinach potem na I Komunii mojej Chrześnicy - gdy ich słucham myślę o niej - wcielenie "nowego życia", niewinności, tego ciekawego świata spojrzenia i rozpierająca duma jak ona rośnie i wydaje jedyną wartością, którą należy chronić za wszelką cenę - tak jak te dźwięki:


https://www.youtube.com/watch?v=LcHIvCTyeWo


https://www.youtube.com/watch?v=YBESiMl45Eg


W Another Life jest coś z "religijnego nabożnego uniesienia", jakiegoś misterium i aury świętości.


Pewną "ulgę" i jakby ukłon w stronę dawniejszego wcielenia mamy na znów jakby bliźniaczo podobnych i lustrzanych odbić - w On Her Way i Whenever You Go. Czasem myślę że nie przypadkiem umieszczone pod koniec - miłe, sympatyczne granie ale jakby już mniej ciekawe i nie poszerzające kanonu zespołu o nowe wartości czy barwy. Pewną ciekawostką był Afternoon - na żywo niekiedy wykonywany niekiedy nie - by dać wytchnienie i opadnięcie adrenaliny po mrocznym Roots - u nas jak i w wielu krajach był to nawet "przebój" - owszem, przyjemny drobiazg lecz mnie za mocno kojarzy z taką "klubowo-barową-knajpiarną" stylistyką - czy niebezpieczne balansowanie na granicy by mieć przebój za wszelką cenę czy "na siłę". Brakuje mocy, kręgosłupa pozostałych utworów na płycie - jest jakby anemiczny i snuje zamiast mieć ten bijący puls.


Niezwykle ciekawa była długa trasa - np w trakcie pierwszych koncertów był wykonywany stareńki i odświeżony Tell It All ale szybko go zarzucono - może za mocno kojarzył z erą dominacji panów Ledford / Blamires i w środku zawsze był pierwiastek "zagonienia". Sporadycznie lider sięgał po The Bat ( grany np w Polsce ), Road to You czy Travels. Koncerty były tradycyjnie długie - nawet jak na standardy grupy - bywało po 160, 170 czy 180 minut. Brakowało jakiś wielkich niespodzianek - serca fanów uradował przywrócony do łask niegdyś opener koncertów - Phase Dance. Całość otwierał lider na swoim wtedy nowym nabytku gitarze barytonowej grając akustyczną prawie nie do poznania wersję Last Train Home - eksponując jej głębokie brzmienie:

https://www.youtube.com/watch?v=apf2JKmBR_k


By potem zaprezentować nowego perkusistę w zagranym na złamanie kartu Go Get It - dostał nawet Grammy za solo w tym utworze - mowa o Pacie:


https://www.youtube.com/watch?v=4ZTrbK_Ze5s


Banał ale materiał ze Speaking znacznie lepiej się prezentował i czarował w trakcie koncertów. PMG wykonywali go prawie w całości. Polecam nieliczne ( co jest ewenementem - mało ich krąży po necie a jeśli już to materiałem wyjściowym i bazą były materiały video dla telewizji )_ np w Milanu:


https://www.guitars101.com/threads/pat-metheny-group-2002-06-12-milan-it-aud-flac.158467/#post-1078187


Album, którego raczej nie jestem w stanie wysłuchać w całości - lepiej wycinać poszczególne kompozycje i zestawiać w rozmaity sposób. Na pewno idealna muzyka na długą podróż pociągiem czy autokarem.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12
Strona 12 z 12

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group