Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Soft Machine - wydawnictwa i bootlegi.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 6210
Skąd: Łódź

PostWysłany: 09.01.2022, 18:59    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Grający wówczas w Soft Machine na perkusji John Marshall znany jest z wielu późniejszych kolaboracji, głownie w ramach ECM Records, np. był członkiem grupy Colours Eberharda Webera, z którą nagrał dwa albumy studyjne: Silent Feet i Little Movements, można go też usłyszeć na płycie Arilda Andersena "The Triangle", gdzie grał też grecki pianista Vassilis Tsabropoulos.
_________________
FREE THE JAZZ!!!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2900
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 10.01.2022, 18:20    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Wypowiedzi archiwalne muzyków Soft niejednego wprawiały w zdumienie, konsternację i niekiedy osłupienie - to piekielnie inteligentni, często gruntownie wykształceni ludzie lecz z silnymi inklinacjami do popadania w "przeintelektualizowanie" - trudno im zarzucić fałsz czy hipokryzję ale mnóstwo tam sprzeczności i niekonsekwencji. To zabawne bo Hopperowi stosunkowo szybko przyszło zaakceptować jazz-rock, który go tak uwierał stylistycznie i był sprzeczny z wewnętrznym kompasem artystycznym w Machine - odnalazł w może nie powiem "konwencjonalnym" ale koniec końców znajdującym się nijako w głównym nurcie tej muzyki Isotope na albumie Ilusion u Gary Boyle`a czy potem w Gilgamesh u Gowena - konkretnie chodzi o nagrania Another Fine Tune. Nie wiem czy chodziło o zwykłą sympatię dla konkretnych ludzi - Hugh zgodził się grać bo ich personalnie lubił czy nie było innej drogi by zarobić jakiś grosz a z czegoś trzeba było się utrzymać i płacić czynsz - bo mimo całej mojej sympatii dla Isotope i Gilgamesh - trudno je traktować jak awangardowe czy totalnie bazujące na permanentnym eksperymentowaniu czy podążaniu ścieżką Zappy. Z dystansu może dziwić ogromny krytycyzm ex-członków Soft do własnych poczynań, poczynań kolegów, wzajemne animozje - typowe darcie kotów u typowych Brytyjczyków - wychowanków niekiedy ekskluzywnych uczelni - młody Collins to obserwował i przecierał oczy ze zdumienia gdy dołączył do Genesis - Belew i Levin - jak patrzyli na tarcia na lini Fripp i Bruford lub spory Pythonów. Trudno się oprzeć wrażeniu, że pewna rezerwa i niesmak dla jazz-rocka / fusion był wpisany w kod kulturowy i postawę gentlemana angielskiej klasy średniej - że "grali ale się nie cieszyli" (bo nie wypadało) - wypisz wymaluj nasze "zagłosował ale się nie cieszył". Wink
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4397

PostWysłany: 18.01.2022, 13:55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

SOFT MACHINE – ARCHIWALIA KONCERTOWE (1967-1975)

CZĘŚĆ 14

SWITZERLAND 1974 (lipiec 1974)



Dzisiaj proponuję nieco mniej znany koncert archiwalny wydany przez Cuneiform w 2015 roku.

W 1974 roku zespół prześladował pech. Artyści nigdy nie byli krezusami, na domiar złego w wyniku splotu różnych nieszczęśliwych okoliczności ponosili kolejne dotkliwe straty finansowe. 24 marca zakończyli trasę koncertową po Wschodnim Wybrzeżu i powrócili na kilka tygodni do Anglii. W tym czasie roadie grupy Gerry Stevens i Mike Heanley zajęli się przewiezieniem całego sprzętu na Zachodnie Wybrzeże, gdzie miała się rozpocząć druga część trasy. To właśnie wtedy jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość, że CBS wycofał swoje wsparcie dla zespołu, de facto zostawiając go na lodzie. Ponieważ muzycy mieli zakontraktowaną tylko część występów, nie zdecydowali się na ryzykowny wyjazd. Ostatecznie okazało się, że niepotrzebnie wydali sporo pieniędzy na transport całego sprzętu na drugi koniec Stanów Zjednoczonych. Na domiar złego, wkrótce pojawiły się problemy z amerykańskim urzędem celnym, który zarekwirował ich sprzęt. Ostatecznie amerykańska eskapada zakończyła się katastrofą finansową. 3 czerwca Soft Machine miał zagrać koncert na dużej imprezie muzycznej w Szwajcarii. Był to międzynarodowy festiwal w Bernie, na którym na scenie mieli pojawić się między innymi: Refugee, Tempest, Uriah Heep, Roy Harper, Babe Ruth i Black Oak Arkansas. Muzycy jeszcze 1 czerwca grali koncert w Londynie, dlatego też, aby zdążyć na prestiżową imprezę do Szwajcarii, postanowili wyczarterować mały samolot Piper Aztec. Pech jednak chciał, że samolot miał problemy techniczne z silnikiem i musiał dwukrotnie przymusowo lądować na lotnisku w Lille, co w rezultacie doprowadziło do fiaska całego przedsięwzięcia, przynosząc kolejne straty finansowe. Jako że nieszczęścia chodzą podobno parami już wkrótce muzycy doświadczyli kolejnej nieprzyjemnej przygody. Tym razem w głównej roli wystąpił jeden z pracowników obsługi technicznej. Gerry Stevens, bo to o nim mowa, często w czasie wyjazdów nosił w torbach podręcznych kontrakty na koncerty i pieniądze należące do zespołu. W czasie odprawy celnej na lotnisku w Rzymie okazało się, że Stevens posiadał pieniądze, które wcześniej nie były deklarowane. Było to poważne naruszenie przepisów włoskich, dlatego też został natychmiast aresztowany. Wszystkie pieniądze zostały skonfiskowane. Wprawdzie wyszedł na wolność już następnego dnia, jednak większość pieniędzy została przez władze włoskie skonfiskowana. Stevens tłumaczył się, iż mając przy sobie dwie torby, po prostu jedną upchnął do tej większej, gdyż przepisy nie pozwalały podróżować samolotem z dwoma. Problem w tym, że wcześniej zgłosił do odprawy tylko tą, w której były kontrakty na koncerty. No cóż, biednemu wiatr w oczy...

Przechodząc do szwajcarskiego koncertu, na wstępie znowu wypadałoby wspomnieć o zmianach personalnych. Kwartet przekształca się w kwintet, ponieważ dokooptowano Allana Holdswortha. W czasie sesji nagraniowych do „Seven” (1973) muzycy nie brali jeszcze poważnie pod uwagę zatrudnienia gitarzysty. Październikowe koncerty po Wielkiej Brytanii i Holandii uruchomiły jednak nową dynamikę wydarzeń. Ich pierwsze wrażenia nie były najlepsze. Odczuwali dojmujący brak czynnika, który ożywiłby materiał z najnowszego krążka. Zdaniem większości muzyków niektóre nowe utwory nie prezentowały się szczególnie okazale na żywo. W tej sytuacji zrodziła się koncepcja, której inicjatorem był John Marshall, aby poszerzyć skład zespołu o gitarzystę. Z perspektywy czasu można pokusić się o wskazanie innych przyczyn, które mogły wpłynąć na tak niespodziewaną decyzję. Karl Jenkins w 1973 roku był stopniowo coraz mniej zainteresowany grą na saksofonie i oboju. Chciał skupić się tylko na grze na keyboardach. Co ważniejsze, w tym okresie generalnie zaczął stopniowo tracić zainteresowanie graniem na instrumentach, coraz bardziej pociągał go bowiem sam proces kompozytorski. Słuchając nagrań koncertowych i studyjnych z lat 1973-1977 wyraźnie można wychwycić, jak, krok po kroku, redukuje swoje partie solowe, ograniczając się do akompaniamentu. Mike Ratledge w 1973 roku zaczynał z wolna dystansować się od zespołu. Po odejściu z Soft Machine przyznawał wprost, iż coraz trudniej było mu angażować się w działalność grupy. W tej sytuacji de facto wszystkim odpowiadał układ związany z zatrudnieniem kolejnego instrumentalisty, który wziąłby na siebie ciężar grania większości partii solowych. 4 lipca 1974 roku Soft Machine wystąpił na prestiżowym Festiwalu Jazzowym w Montreux z godzinnym repertuarem. W programie znalazły się następujące kompozycje: „Hazard Profile”, „The Floating World”/„Ealing Comedy”(bass solo)/„Bundles”/„Joint”/ „The Man Who Waved At Trains”/„L.B.O.” (drum solo)/„Riff II”/„Lefty”, „Penny Hitch”. W tym czasie z setlisty niemal zupełnie wypadły już utwory z ,,Six” (pozostały zaledwie dwie krótkie kompozycje) i „Seven” (z tej płyty zagrali tylko „Penny Hitch”). Zdecydowanie dominowały utwory z przygotowywanej do wydania „Bundles” (1975), co jeszcze raz potwierdzało, iż zespół niechętnie spoglądał wstecz, skupiając się głównie na aktualnym repertuarze. Występ potwierdził dużą klasę wykonawczą muzyków. Allan Holdsworth był głównym solistą w czasie występu, jednak sposobność zaprezentowania swoich nieprzeciętnych możliwości mieli wszyscy laureaci ostatniego głosowania tygodnika „Melody Maker”. Mike Ratledge objawił się jako eksperymentator z syntezatorem, poszukujący nowych brzmień na tym instrumencie. Ciekawe eksploracje dźwiękowe przedstawił Roy Babbington, który z dużą inwencją grał na elektrycznej gitarze basowej, korzystając także z fuzz boxu. Jego przesterowane płaszczyzny dźwiękowe miały w dużym stopniu inny charakter niż partie Hoppera. John Marshall jeszcze raz potwierdził, że jest niezwykle dynamicznym i ekspresyjnym drummerem. Jego partie solowe czasami przypominały wręcz popisy perkusistów rockowych. Karl Jenkins zazwyczaj był na drugim planie. Tym samym jeszcze raz potwierdził, że w ówczesnym czasie sztuka kompozytorska była mu znacznie bliższa niż wykonawcza. Mocnym punktem koncertu był opener „Hazard Profile”, w którym Holdsworth jeszcze raz udowodnił, że jest jednym z czołowych gitarzystów jazz-rockowych w Europie.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Adrithgor
kaseta FeCr


Dołączył: 30 Lip 2021
Posty: 207
Skąd: Piwnica Kowalskiego

PostWysłany: 18.01.2022, 15:34    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Basista grupy w tamtym czasie używał bardzo ciekawego sprzętu, czyli Fender VI Bass. Jest to swego rodzaju hybryda między elektrycznym basem, a standardową gitarą elektryczną. Gra oczywiście dwie oktawy niżej, ale ma 6 strun i przypomina gitarę wyglądem, można też na niej grać tak samo jak na gitarze. Ma dość charakterystyczne brzmienie.

_________________
Najgorsi ludzie to tacy, którzy mówią, że słuchają wszystkiego, ale jak puścisz Brötzmanna to narzekają...

https://rateyourmusic.com/~Adrithgor

https://discord.gg/62Hy5mpnPk
Muzyczny serwer Discord, zapraszam!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2900
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 20.01.2022, 08:36    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.youtube.com/watch?v=44xW325H2ac


Song for Bearded Lady - niegdyś Nucleus - potem nieznacznie przerobiony stał "hymnem" czy wyznacznikiem stylu "nowego" Soft Machine - na początku Hazard Profile. Nie będzie przesady gdy wskaże tę kompozycje jako wzorzec europejskiego czy brytyjskiego jazz-rocka / fusion w najczystszej niemalże wzorcowej postaci - gotowej, w której prawie nic nie należy zmieniać ani ulepszać. W książkach, opracowaniach, artykułach często wskazywano na Nucleus z pewną pogardą - że stanowiła "przedszkole" , "przedsionek" czy rezerwuar kadr / muzyków dla Soft Machine. Na Bundless było już 3 , och przepraszam - 4 - Jenkins, Marshall, Babington i Holdsworth - to mówi samo za siebie. Nie tylko muzycy wzmocnili Soft ale wręcz go "uratowali". Zastosuję może i pewien skrót myślowy - ale doszło do przewrotnej , paradoksalnie zabawnej sytuacji - Nucleus - zespół o silnym, wykrystalizowanym obliczu i stylu ( i składzie personalnym ) - o ostrych silnych ramach - z biegiem czasu uległ jakby rozmyciu czy rozwodnieniu - odwrotnie do Softów - którzy wcześniej niekiedy byli zespołem o nieuchwytnym, powiewającym na wietrze, wielokierunkowym, niedookreślonym obliczu - dzięki kroplówce pomysłów i nowemu zaciągu z Nucleusa - nareszcie stali bandem o wyrazistym stylu, ostrych krawędziach, pięknie wykonanych, wzmocnionych ramach stylistycznych, zniknął muzyczny impresjonizm, pierwiastki free czy impresjonizmu, wyszlifowano kanty.


Można długo polemizować jak zareagowała na zmiany "stara gwardia" - jeśli "duszą" i "spiritus movens" Machine - wskazywano niesfornego i nawiedzonego Wyatta to "mózgiem" i "teoretykiem", "muzycznym kontrolerem jakości" wskazywano Ratledge`a - nieco starszy od kolegów - w szkole średniej pełniący rolę opiekuna i prefekta (prawie jak u Harry Pottera ). Każda grupa o silniejszym jazzowym obliczu potrzebowała takiego "stabilizatora" czy "integratora" - u Messengersów jakpierw był Silver, potem Golson, Timmons czy Shorter. U Softów najpierw Ratledge - potem przyszła kolej na klasycznie wykształconego Jenkinsa - już w czasach klasycznego Nucleus tam pełnił rolę "kierownika muzycznego" - bardzo dużo komponował, dbał o rozpisanie aranżacji - wtedy bardziej mu zależało by nacisk położyć na sferę kompozycji - a niżeli zaprezentowanie, wyeksponowanie siebie jako improwizatora czy solisty - jego partie już na Elastic Rock lub Talk Later - były zwarte, konkretne, lapidarne - unikał rozwlekłych wypowiedzi czy wycieczek we free - raczej przeciwieństwo ekspresyjnego Eltona Deana. Tak więc jego zdanie w tej materii było sprecyzowane na długo wcześniej zanim dołączył do Machine. Czy Mike czuł się zepchnięty na margines przez nowy nabytek o silnej osobowości - czy to była naturalna kolej rzeczy, nie postanowił zawalczyć o przywództwo - może "oddał" je z wielką ulga. Czyżby zwyciężyła zamyślona, refleksyjna, nie nastawiona na konfrontację, jakiś konformizm czy oportunizm - ten mechanizm usuwania się w cień z pewnego "wygodnictwa" fajnie w biografii uchwycił Nick Mason - że narastająca dominacja kompozytorska Rogera stawała czymś "oczywistym" - jak wiadomo kompozycje, piosenki czy nowe idee nie rosną na drzewach - niekiedy jeśli dana osoba czegoś nie zrobi - to nikt inny tego nie zrobi - a że metody bywają dyktatorskie i często "po trupach" .... to inna sprawa.


Krytycy i dziennikarze chętnie cytują wypowiedź Mike`a - że to okropne uczucie być jedynym oryginalnym członkiem pierwotnego składu i być otoczony przez nowych ludzi - że nikomu tego nie życzy. Zmieniali się ludzie, zmieniał świat, musiała zmienić i muzyka - nawet instrumentarium - organy stawały pewnym kłopotliwym obciążeniem i "balastem" - ciągnęły muzykę "w dół" - wielu muzyków lubiło mówić, że "organy cofają muzykę o 10/15 czy wręcz o 20 lat". Fusion silnie zdominowały Piana Fendera - przy zastosowaniu odpowiedniej techniki, myślenia kompozytorskiego i efektów (echo, reverb, vibrato, flanger, phaser czy echo taśmowe, pętle, loopy ) - był jak wcześniej gitara - czymś o nieograniczonych możliwościach - a gdy to wszystko się nałożyło na siebie.....


Na Montreux jest do doskonale dostrzegalne i słyszalne - te słynne solówki na organach Lowrey - należą do nielicznych, ale nadal jeszcze obecne - owszem, już nie ta brutalna siła, wiele wycofania i stanowią już tylko echo dawnych czasów - bo idzie lub nastało "nowe". Podobnie jak na razie nieśmiałe próby z syntezatorami - na razie drobną walizeczką w module - jako uatrakcyjnienie warstwy brzmieniowe - na moogi miał przyjść czas ale to już była domena Jenkinsa. Te abstrakcyjne pulsacje, brzmienia rodem z prehistorycznego statku kosmicznego czy laboratorium szalonego naukowca Mike`owi były potrzebne by dodać ilustracyjnego waloru, barw, kolorów czy sekundować i dawać wsparcie do perkusyjnych solówek Marshalla. Ten ostatni niezwykle ciekawym instrumentalistą - klasycznie lub raczej "jazzowo" wykształcony przez m.in samego Philly Joe Jonesa - choć ich współprace John wspomina z mieszanymi uczuciami - niekiedy ze śmiechem, że Jones był zabawnym facetem ale strasznym konserwatystą w kwestii właściwego podejścia do perkusji, sposobu gry, wykorzystania zestawu, wiele razy miał wrzeszczeć na ucznia i krytykować jego nowoczesne eskapady i łamanie konwencji - że "tak się przecież nie gra". Owszem był drummerem o mocniejszym od Wyatta uderzeniu - ale nie zaanektowałbym go do świata rocka co niektórzy sugerują - był kimś o innej technice i sposobie myślenia - ekspresja umiejscowiła go w gronie takich ludzi , którzy zrewolucjonizowali i przeorali świadomość o perkusji, roli perkusisty - te grane w szalonym na złamanie kartu ostinata jak Cobham w Mahavishnu ( to przede wszystkim - wystarczy zwrócić na te "cięte" partie werbla ), Lenny White, Jack DeJohnette i Al Foster ( gęste faktury , trzymanie czadu i wielowarstwowość jakby grało paru facetów na raz ), Alphonse Mouzon - ale i rozmach i te przejścia typowe dla perkusistów big bandowych - Louie Bellson czy przede wszystkim Buddy Rick - że o ekspresyjnym Arcie Blakey nie wspomnę czy grającym ciężko nawet jak na jazz - oszamiającym zawiłością Elvin Jones. Marshall ubierał czy serwował to w nieco "rockowym" sosie czy agresywnym brzmieniu zestawu do muzyki rockowej - ale rockowym sensu stricte bębniarzem nigdy nie był.


Rewelacyjnie grał na basie - z jednej strony mogący się kojarzyć z basistami jazzu - którzy wyemancypowali ten instrument, nie tylko grali harmoniczny fundament ale swoje własne melodie - jak Blanton, LaFarro czy basiści od Coltrane`a - ale też basiści big bandowi - że tylko wspomnę o Max Bennett od Stana Kentona. Był instrumentalistą, którego podziwiali i stawiali za wzór inni muzycy - np wielkie wrażenie zrobił na muzykach Camel gdy grali razem ze Softami - doznali prawie olśnienia i dojrzali do zmiany koncepcji - czego mieli pożałować - ale to inna historia.


Ciekawie ten okres wspomina niezwykle krytyczny - głównie do siebie - Allan Holdsworth - że stanowiło to doskonały lek, "odtrutkę" czy terapię po jego zdaniem zbyt rock`n`rollowym Tempest - gdzie był nacisk i presja by grać bardziej przyjaźniej dla radia a solówki były do siebie podobne na koncertach. Mało kto pamięta, że również terminował w Nucleus - zdobywając wśród muzyków i branży uznanie. Niezwykle cenił wolność jaką cechował ten skład i jaką dawali mu nowi koledzy - wyrażał o panach z Soft w samych superlatywach. Podkreślał doskonałe brzmienie, unikatowe na żywo - ale poddaje pod wątpliwość czy sam był na to gotowy - bo uważał, że grał fatalnie - nie był w stanie posłuchać chociażby wznowionego archiwalnego występu - Floating World live Bremen - rzekomo usłyszał kilka taktów i od razu wyłączył sprzęt Very Happy . To jeden z najlepszych koncertów SM choć już z pewnej "schyłkowej" fazy współpracy fanów - niedługo potem Holdsworth odszedł - miał na swoje miejsce rekomendować Johna Etheridge`a.


Ja od siebie polecił bym bootlegi - całkiem nieźle brzmiące pochodzące z audycji radiowych z Syracuse i Roslyn z połowy marca 1974:


https://www.discogs.com/release/9185615-Soft-Machine-Hazard-Profile-Live-At-Syracuse-University-New-York-1974


https://archive.org/details/SoftMachine1974-03-19MyFathersPlaceRoslynNY_201903


O samym Floating World nie ma sensu wspominać - bo muzyka wprawia w zachwyt i osłupienie na każdym kroku - kto wie czy obok kwintetu z 70 z Dobsonem - to ten skład z Holdsworthem był najlepszy - owszem, to już inny zespół, oparty na innych koncepcjach, ideach - ale znowu nie aż tak oddalony - stare Machine pojawia w tych chwilach wytchnienia - np w trakcie łączników między kompozycjami - w trakcie duetów pianin elektrycznych - panowie Mike i Karl wybornie dialogowali i się uzupełniali - rzecz bez precedensu w historii muzyki - niewiele zespołów zdecydowało na coś podobnego (no, może Miles na sesjach do Brew - ale to tez inna parafia), na każdym kroku jakieś smaczki czy ciekawostki - każdy muzyk ma swoje okienko i okazję do swobodnej wypowiedzi, Allan wbrew obiegowej opinii nie jest jedynym czy absolutnie dominującym solistą , czasem sięga po elektryczne skrzypce - żal, że nie częściej ( impresja w Man Who Wave at Trains ). Mamy mnóstwo energetycznego grania, z pasją, z ogniem, z ciosem - artystyczny szturm ale nie brak momentów eterycznych, jakby zachęcających do "medytacji" czy takiej kontemplacji - prawie "stan skupienia modlitewny". Wink


https://www.youtube.com/watch?v=lMvWyb9DgmY&list=OLAK5uy_mK0t417CvbSQQtwbh9AbubPWwG-0ZkL2g&index=2
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
Strona 11 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group