Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Soft Machine - wydawnictwa i bootlegi.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Backside
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Gru 2007
Posty: 4199
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 05.10.2011, 17:28    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Pozostaje jeszcze pytanie o sensowność kwalifikacji Smile. Albo "znaczenie znaczenia"

Używamy słowa "progresywny" nie jako nobilitacji czy wykazania nowoczesności, ale jako pojemnego worka do określania pewnego gatunku muzyki, obojętnie czy fajnej czy nudnej i wtórnej. Nie wiem czy jest sens rozciągać zawartość worek w dół, bo to utrudnia (czego ten wątek dobrym przykładem Wink) jakąś podstawową komunikację.
A przecież do tego służą szufladki, w zamierzeniu mają ułatwiać poruszanie się po świecie muzyki - dlatego jak ktoś lubi debiut Crimsonów albo "Echoes" Floydów, to odesłanie go do płyty zaczynającej się od "Days go by, I watch the sky" będzie lekkim nieporozumieniem.

Uważam, że w przypadku pionierów lepiej nie używać twardych określeń typu "kawał świetnego, wczesnego rocka progresywnego" czy "progrock ma wyraźny początek właśnie tu", bo mówimy o muzyce-lawie, która co miesiąc się zmienia i nie wiadomo kiedy się skrystalizuje. Sądzę, że niezadowoleni byliby sami muzycy, którzy uważali, że tworzą awangardową scenę psychodeliczną, a nie "przymierzali się położenia kamienia węgielnego pod gatunek rocka progresywnego".


Tak samo jest przecież z jazzrockiem. Mówi się o "Bitches Brew", "Emergency", "Elastic Rocku" - ale przecież już w magicznym 67 roku pojawiały się bardzo nowatorskie koncepcje i styl grania, z którego wyrośnie potem jazzrock. Tylko ponownie nazywanie ówczesnej awangardy "jazzrockiem" to mieszanie, które niespecjalnie coś ułatwia, a mam wrażenie, że głównie służy historykom do wykazania się Smile.


Zresztą specjalne traktowanie pewnych albumów - to jest właśnie nobilitacja, i ogromna wartość edukacyjna zarazem. "Posłuchaj płyty X, bo to moment, kiedy bardzo wyraźnie ściera się to, to i to."
Słowem - nie wrzucajmy twardych ram tam, gdzie nie są one potrzebne...



... ale osobiście, chociaż mam znacznie mniejsze pojęcie o latach '60 od Was, uważam, że jeśli ktoś nie słyszy zalążków progresji na Volume 1 i 2, to albo ma kiepski humor albo coś ze słuchem Very Happy Wink.
_________________
https://www.facebook.com/theseventiesjazz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
MirekK
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 02 Mar 2008
Posty: 5961
Skąd: Nowy Jork

PostWysłany: 05.10.2011, 18:53    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Backside napisał:
... ale osobiście, chociaż mam znacznie mniejsze pojęcie o latach '60 od Was, uważam, że jeśli ktoś nie słyszy zalążków progresji na Volume 1 i 2, to albo ma kiepski humor albo coś ze słuchem

Problem jest bardziej zlozony. Nikt tutaj nie zaprzecza, ze Vol 1. i Vol.2 zawieraja zalążki progresji. Pytanie jest czy jest tej progresji na tyle dużo aby uwazac Vol. 1 za album progresywny, a raczej psychodeliczny z elementami prog-rocka.
Niestety nie rozstrzygniemy tego, albowiem nikt nie wymyslil jeszcze "progomierza". Smile Wink
Kazdy z nas odbiera muzyke w inny sposob. Mamy rożną wrazliwość i... pogląd na to, co jest a co nie jest progresją.
_________________
"Życie bez muzyki jest błędem." - F. Nietzsche
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4351
Skąd: Opole

PostWysłany: 07.10.2011, 22:37    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

SOFT MACHINE - ,,SIX'' - 1973

Zespół po odejściu Roberta Wyatta (1971) w dużym stopniu utracił związki z muzyka rockową. Świadczył o tym dowodnie album ,,Fifth'' z 1972 roku. Muzycy kontynuowali tu eksperymenty z jazzem nowoczesnym, sporo w ich muzyce było wówczas elementów free-jazzu. Dziwić to specjalnie nie musi, gdyż muzycy Soft Machine podkreślali, że muzyka rockowa nie jest w żadnym stopniu źródłem ich inspiracji (Mike Ratledge w wywiadach mówił, że rocka nie słuchał wcale, ważna była dla niego muzyka klasyczna i jazz). Albumy po odejściu Wyatta były całkowicie instrumentalne (,,Fourth'' z 1971, ostatni album nagrany z Robertem, to pierwszy "instrumental" w dorobku grupy). Wszystkie te powyższe czynniki sprawiły, że zespół utracił wielu fanów, zrażonych stricte jazzowym obliczem grupy.

Soft Machine cechował się zawsze tym, że niemal permanentnie dochodziło w nim do roszad personalnych. Nie inaczej było przy okazji nagrania kolejnego albumu. Po raz pierwszy na całej płycie można było usłyszeć nowego drummera, którym został John Marshall ex członek Nucleus i grupy Jacka Bruce'a. Marshall po raz pierwszy pojawił się już na albumie Fifth, gdzie zagrał wyłącznie na stronie B longplaya, zastępując usuniętego Howarda. O wiele ważniejsza okazała się jednak kolejna zmiana personalna. Po dwóch latach współpracy z grupą odchodzi saksofonista altowy Elton Dean, który postanawia skupić się zupełnie na karierze solowej. Zastępuje go multiinstrumentalista Karl Jenkins, który grać będzie na oboju, saksofonach i keyboardach (kolejny były członek zespołu Nucleus Iana Carra). Jego dojście do grupy nie tylko wpłynie na fakturę brzmienia, ale także na oblicze stylistyczne. O ile bowiem Dean miał w tym okresie wyraźne predylekcje do free-jazzu to Jenkins grawitował w kierunku jazz-rocka.

Album ,,Six'' to wydawnictwo dość specyficzne. Pierwszy analogowy krążek zawierał nagrania koncertowe z Brighton oraz Guilford (październik-listopad 1972), natomiast drugi to utwory zarejestrowane w londyńskim studiu w listopadzie i grudniu 1972 roku. Płyta wyszła ostatecznie w lutym 1973 roku. Zespól przedstawił na tym albumie swoje nieco inne oblicze. Zauważalne jest odejście od estetyki free-jazzowej i ortodoksyjnego jazzu, wprawdzie momentami słychać jeszcze echa fascynacji jazzową awangardą (Lefty) jednak są one już w zaniku. Słychać także, że zespół dobrze odczytywał ducha czasu, a wówczas aż nadto dobrze zauważalne było odejście od eksperymentów na rzecz bardziej tradycyjnego grania. Nurt fusion także stopniowo stawał się coraz bardziej konwencjonalny i komercyjny. Soft Machine był zawsze grupą niezwykle ambitną i bezkompromisową jednak i ona ulegała ewolucji stylistycznej dość typowej dla ówczesnych czasów. Na ,,Six'' dominują zatem kompozycje utrzymane w klimacie ambitnego jazz-rocka, nowi członkowie zespołu zaszczepili grupie pewne elementy stylu grupy Nucleus, co świetnie egzemplifikuje choćby Gesolreut - specyficzne dla zespołu Carra struktury rytmiczne i harmoniczne oraz układ części improwizowanych.

Album koncertowy jest bardziej ekspresyjny i dynamiczny, mnóstwo tu soczystych solówek granych na oboju, saksofonie, elektrycznym fortepianie i organach. Ciekawym novum są dialogi keyboardów Ratledge'a i Jenkinsa, co sprawia, że struktura kompozycji jest bardziej gęsta i barwna, wykorzystywanie echoplexu przez Ratledge'a sprawia także, że muzyka ma nieco "kosmiczny" charakter. Marshall okazuje się perkusistą o znakomitym wyczuciu estetyki jazzrockowej, jego gra sprawia, że muzyka Soft Machine jest bardziej energetyczna i zwarta.

Album studyjny jest z kolei bardziej subtelny i wyciszony. Słychać na nim ponownie, że Ratledge zafascynowany jest minimalizmem spod znaku Riley'a - charakterystyczne struktury repetytywne, organowe modulacje, sonorystyczny klimat całości (rozbudowane intro do The soft weed factor oraz Chloe and the pirates). Album kończy kompozycja Hugh Hoppera 1983 przesycona niezwykłym klimatem, doskonale pasowałaby do filmu grozy, ze swoimi dysonansowymi harmoniami, prawdziwy muzyczny mrok. Tuż po ukazaniu się tego albumu Hopper odchodzi z zespołu, aby kontynuować karierę jako solista. Nie odpowiadał mu bardziej mainstreamowy kierunek jazzrockowy, w jakim podążał wówczas zespół , przekonuje o tym jego pierwszy solowy album 1984 z 1973 roku, bardziej eksperymentalny i awangardowy niż ówczesne oblicze Soft Machine. Hopper w wywiadzie tak skomentował swoje odejście : ,,Tak naprawdę nie interesowała mnie muzyka, którą lubili Jenkins, Ratledge i Marshall. Nie byli też moimi szczególnymi przyjaciółmi. Zatem dwa powody pozostania w zespole znikły. Myślę, że można grać wielką muzykę z ludźmi i nie być ich przyjacielem, wręcz nie lubić kogoś. I odwrotnie. Jeśli jesteś wielkim przyjacielem kogoś, możecie grać w zupełnie inny sposób. W moim przypadku zaszły dwa powody. Nie byłem zainteresowany tymi ludźmi i ich muzyką''.


,,Six'' to, moim zdaniem, najbardziej udana propozycja zespołu z okresu jazzrockowego (1973-1978). Późniejsze płyty: Bundles (1975) i Softs (1976) będą jeszcze udane, jednak zespół wyraźnie zatracać będzie swoje unikalne brzmienie, zbliżając się coraz bardziej do typowego mainstreamu fusion z połowy lat 70. Fatalne w skutkach okaże się odejście Ratledge'a, ostatniego oryginalnego członka grupy i jej intelektualnego i muzycznego lidera na początku 1976 roku. Gdy zabraknie lidera zespół niechybnie zmierzać będzie ku kresowi swojej kariery. Okres wydania ,,Six'' stanowił apogeum popularności grupy, która zdobyła wtedy wielu nowych fanów (ta popularność na podobnym poziomie była może tylko w okresie ,,Third''). ,,Six'' na łamach Melody Maker uznane zostało za najlepszy jazzowy album 1973 roku w Anglii, muzycy grupy brylowali w rankingach na najlepszych instrumentalistów. Faktycznie ten longplay można dzisiaj, z perspektywy czasu, uznać za klasyczne dzieło europejskiego jazz-rocka, pozycję dla koneserów tego nurtu, którzy nie przepadają za amerykańskim fusion z elementami funky (vide elektryczne płyty Hancocka z lat 1974-1979, Weather Report od 1977 roku, Ramsey Lewis, Włodzimierz Gulgowski, Tom Scott i inni). Soft Machine w tym okresie bliższy był znacznie tej ambitnej odmianie fusion z Europy, którą wówczas reprezentowali tacy artyści jak: Pork Pie, Association P.C., Joachim Kuhn czy też wczesne płyty Passport (1970-1974).
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Backside
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Gru 2007
Posty: 4199
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 09.10.2011, 20:37    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Fantastyczne opis fantastycznej płyty! Kiedyś nie lubiłem Szóstki, bo nie przypominała tego co uwielbiałem z okresu Third-Fifth. Zabrakło tu tego free-jazzowego pazura i lekko pokomplikowanych kompozycji (czyli ducha Wyatta, o czym wówczas nie wiedziałem).

Dałem jednak Szóstce szansę... a raczej dałem ją sobie, żeby ją polubić, bo widziałem, że sieć wysoko ten krążek ocenia. Udało się. Mało tego, uważam, że ta płyta ma bardzo, bardzo wyraźne, charakterystyczne dla grupy brzmienie. Części live mogę słuchać niemal w kółko, bo niemal wszystkie kompozycje operują fantastycznym głębokim i bardzo softmaszynowym, dosyć transowym pochodem basowym. I oczywiście bogatą grą perkusji i Fendera. Głębokie "All White", bajeczne przejście "Between", wyluzowany Riff, napięte 37 1/2 i ponowne rozładowanie atmosfery przez Geselreut.


Z jednym się tylko nie zgodzę.
Cytat:
mnóstwo tu soczystych solówek granych na oboju

Wydaje mi się, że rozumiem artystyczny zamysł użycia wysoko brzmiącego dęciaka, ale dosłownie nie znoszę gry Jenkinsa na "All White". Jego solówka jest tam tak amatorska, szkolna i irytująca, że nie wiem Very Happy. Potrafił grać inaczej, ale chyba tak po prostu lubił - na późniejszych płytach też ma takie dziadowskie wstawki.


Przy okazji - polecam Ci nabycie wydawnictwa NDR Jazz Workshop 1973, o którym pisałem w tym wątku (zapraszam na mojego bloga po muzykę). Bardzo, bardzo fajne granie i drugi set z Artem Themanem i Garym Boylem - bajka!
_________________
https://www.facebook.com/theseventiesjazz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4351
Skąd: Opole

PostWysłany: 09.10.2011, 23:05    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Backside napisał:
Przy okazji - polecam Ci nabycie wydawnictwa NDR Jazz Workshop 1973, o którym pisałem w tym wątku (zapraszam na mojego bloga po muzykę). Bardzo, bardzo fajne granie i drugi set z Artem Themanem i Garym Boylem - bajka!


,,NDR Jazz Workshop'' już mam. Dla każdego fana Soft Machine to jazda obowiązkowa - świetne uzupełnienie ,,Six''. Mniej więcej z tego okresu pochodzi także koncert z Paryza ,,Live in France'' - nagrany dosłownie kilka miesiecy wcześniej niż koncertowy ,,Six'. Znakomity materiał , w sumie ostatni z Eltonem Deanem , wielka szkoda , że ten zapis jest w mono , ale trzeba się cieszyć tym co jest , generalnie jakość jest dobra , tylko kwestia tego monofonicznego zapisu. Na blog oczywiście zaglądnę , dzięki.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Tarkus
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 11427
Skąd: Wa-wa

PostWysłany: 13.12.2011, 10:51    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Gdyby ktoś chciał "Bundles" na winylu: http://www.lasercd.com/Products/Soft-Machine---Bundles-(Vinyl)__CRP107.aspx
_________________
If you don’t love RoboCop, then you are a Nazi and support terrorism.
Na Discogsach
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4351
Skąd: Opole

PostWysłany: 23.08.2012, 13:21    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

SOFT MACHINE - VOLUME ONE (1968)





1. Hope For Happiness (4:22)
2. Joy Of A Toy (2:26)
3. Hope For Happiness (Reprise) (1:31)
4. Why Am I So Short? (2:33)
5. So Boot If At All (2:33)
6. A Certain Kind (4:06)
7. Save Yourself (2:26)
8. Priscilla (1:05)
9. Lullabye Letter (4:26)
10. We Did It Again (3:40)
11. Plus Belle Qu'une Poubelle (1:05)
12. Why Are We Sleeping? (5:26)
13. Box 25/4 Lid (0:4Cool

SOFT MACHINE:

Kevin Ayers - bass, vocals
Mike Ratledge - piano, organ
Robert Wyatt - drums, vocals

Ponadto udział wzięli:

Hugh Hopper - bass
Brian Hopper - saxophone
Tom Wilson - percussion





Album ujrzał światło dzienne 1 grudnia 1968 roku, początkowo wyszedł tylko w USA. Kariery na listach przebojów oczywiście nie zrobił, aczkolwiek 38 lokata na liście Billboardu to wynik jak najbardziej satysfakcjonujący, zważywszy na jego muzyczną zawartość. Co istotne, album został oceniony bardzo pozytywnie przez krytyków muzycznych, którzy przyznali, iż ten debiutancki krążek potwierdza ogromny potencjał zespołu. Ugruntował on niewątpliwie ich pozycje jako jednego z koryfeuszy estetycznych przemian rocka, który stawał się wówczas muzyką coraz bardziej dojrzałą.

Już notatka na okładce płyty świadczyła o tym, iż mamy do czynienia z propozycją niepokorną, będącą w opozycji wobec głównego nurtu rocka:

,,Muzyka The Soft Machine zawiera szokujące wartości nieustrukturalizowanej kompozycji, chociaż większość z ich utworów to zwykłe piosenki. Elektroniczne urządzenia dodają siły oddziaływania na zmysły. Ale te efekty byłyby niczym, gdyby nie były używane z wrażliwością i logiką. Zespół posiada specyficzny dar. Faceci potrzebują maszyn, ale maszyny potrzebują facetów oraz idei do tworzenia znaczących doświadczeń. Grupa tworzy muzykę ze smakiem, po mistrzowsku i, co najważniejsze, o dużym stopniu złożoności''.

Album jest słusznie uważany przez krytyków muzycznych za jeden z najważniejszych i najbardziej oryginalnych w dziejach rocka, jeżeli chodzi o debiut płytowy. Soft Machine nigdy nie był formacją, za którą podążały tabuny następców, ich muzyka była zbyt radykalna i wyrafinowana, aby mogła stać się drogowskazem estetycznym dla głównego nurtu rocka. Wpływ zespołu na najambitniejsze odmiany jazz-rocka i rocka progresywnego był jednak bezsporny.


Ostatnio zmieniony przez mahavishnuu dnia 13.08.2016, 18:53, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Backside
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Gru 2007
Posty: 4199
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 26.08.2014, 09:38    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Puściłem sobie właśnie "Tout De Suite" z "Filles De Kilimanjaro" Milesa Davisa i tak się zastanawiam czy stąd Sofci nie zaczerpnęli przypadkiem inspiracji do początkowego tematu "Slightly All The Time" Smile.
_________________
https://www.facebook.com/theseventiesjazz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Tarkus
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 11427
Skąd: Wa-wa

PostWysłany: 08.10.2015, 10:13    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Sympatyczna ciekawostka: Karl Jenkins został uhonorowany tytułem szlacheckim.

http://prog.teamrock.com/news/2015-10-08/soft-machine-man-karl-jenkins-knighted
_________________
If you don’t love RoboCop, then you are a Nazi and support terrorism.
Na Discogsach
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
gharvelt
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 14 Kwi 2014
Posty: 5063
Skąd: Kraków

PostWysłany: 04.08.2021, 15:56    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Przeklejam treści postów z drugiego wątku o Soft Machine. Na przyszłość: bardzo proszę nie dublować tematów Exclamation

Adrithgor napisał:
https://youtu.be/XGFahJNjRcU
Kawałek z albumu Faces And Places vol. 7 Soft Machine, który świetnie dokumentował psychodeliczny okres grupy.
W zalinkowanym utworze słychać zalążki kompozycji "Moon In June".


Bednaar napisał:
Witaj, Adrithgor - nowa twarz na Forum.

Dla mnie to bardzo ważny zespół, ale akurat nie ze względu na okres psychodeliczny, dwie pierwsze płyty to nie moje klimaty. Natomiast dzięki "Third" na poważnie zacząłem interesować się jazzem - jedna z płyt (obok albumów Gong, Zappy, Mahavishnu Orchestra, Return To Forever czy Weather Report) idealnie łączących muzyczny świat jazzu i rocka.


Adrithgor napisał:
Wielkim fanem psychodelii nie jestem, chyba, że to ta w wykonaniu Softów.
A Third to ich zdecydowane opus magnum, największe osiągnięcie zarówno psychodelicznego okresu, najbardziej prominentnego na "Moon In June" jednak nadal trochę obecnego w pozostałych utworach, jak i okresu jazzowego, który całkowicie zdominował płyty późniejsze.
Choć patrząc na koncertówki, bootlegi czy losowe filmy na YouTube najbardziej lubię okres między dwójką a trójką, jeszcze bez dęciaków ale za to z częstszymi partiami wokalnymi, które były czasem zastępowane przez sax Deana (vide Esther's Nosejob, https://www.youtube.com/watch?v=kt5ghedxkhc - tutaj z wokalami, które bywały zastąpione przez saksofon w okresie późniejszym). Ratledge często grał wtedy dość długie solówki na organach Lowreya, których brzmienie (przynajmniej na ich płytach) jest niezwykle oryginalne i po prostu wspaniałe.


akond napisał:
Ciekawe, jak znajdujecie mały "skok w bok", czyli amorficzne, okolicznościowe Spaced. Ja przepadam!


Adrithgor napisał:
Przesłuchałem kilka kawałków z tego, i dziwaczne, bardzo eksperymentalne, choć szczerze mówiąc nie tak dobre jak inne albumy.


mahavishnuu napisał:
akond napisał:
Ciekawe, jak znajdujecie mały "skok w bok", czyli amorficzne, okolicznościowe Spaced. Ja przepadam!
.

Muszę przyznać, że do „Spaced” wracam bardzo rzadko, zazwyczaj są to wybrane fragmenty. Tak czy inaczej, z pewnością jest to interesująca pozycja, którą warto poznać. Artyści pokazali swoje drugie, nieznane dotąd oblicze, przedstawiając muzykę minimalistyczną, opartą na zupełnie innej narracji. „Spaced” może zainteresować zwolenników wczesnych eksperymentów z elektroniką, minimalizmem spod znaku Terry'ego Rileya i generalnie wszystkich tych, którzy cenią sobie bardziej radykalne doznania muzyczne. Porównując ten materiał z ich studyjnymi dokonaniami z tamtych czasów trudno znaleźć punkty styczne, aczkolwiek są i takie. Dobrym przykładem niech będzie choćby czteroczęściowy „Virtually” z „Fourth”. Dokładnie chodzi o ostatnie dwa segmenty, gdzie także silnie ujawniają się abstrakcyjne i amelodyczne płaszczyzny dźwiękowe, bardzo bliskie eksperymentom sonorystycznym, w których wykonawcy skupiają się przede wszystkim na wykreowaniu niekonwencjonalnej tkanki brzmieniowej.



Adrithgor napisał:

Choć patrząc na koncertówki, bootlegi czy losowe filmy na YouTube najbardziej lubię okres między dwójką a trójką, jeszcze bez dęciaków ale za to z częstszymi partiami wokalnymi, które były czasem zastępowane przez sax Deana (vide Esther's Nosejob

Jeśli lubisz płyty z lat 1969-1970 („Volume Two”, Third”), warto mocno zagłębić się w okres przejściowy. Ukonstytuowały się wtedy różne inkarnacje zespołu. Partii dęciaków bynajmniej nie brakowało! Podam tylko dwa przykłady udokumentowane wydawnictwami kompaktowymi: „Backwards” i „Noisette”.

BACKWARDS

„Backwards” zawiera nagrania koncertowe z dwóch okresów: listopada 1969 roku, a więc w czasie, gdy ukonstytuował się już septet oraz z maja 1970 roku, w momencie gdy grali jako kwartet. Płytę dopełnia znakomita, ponad dwudziestominutowa wersja ,,Moon in June'', zrealizowana w dwóch etapach. Najpierw powstała pierwsza część zarejestrowana w listopadzie 1968 roku w nowojorskim „Record Plant”, nagrana tylko i wyłącznie przez samego Wyatta, natomiast część druga, już z pomocą kolegów z zespołu, powstała mniej więcej w połowie 1969 roku w Anglii (brak dokładnych danych). Jakość zapisu jest różnorodna: od znakomitego stereofonicznego dźwięku w „Moon in June”, poprzez bardzo dobre mono z koncertu londyńskiego z 1970 roku do co najwyżej akceptowalnego zapisu monofonicznego z występów septetu z listopada 1969 roku. „Backwards” jest bardzo cennym wydawnictwem przynajmniej z dwóch względów. Mamy tu bowiem pierwotną wersję „Moon in June”, nagraną przez Roberta Wyatta, ponadto znalazły się na nim dwie kompozycje („Facelift”, „Hibou, Anemone and Bear”) nagrane przez zespół w momencie, gdy występował jako septet. Dołączenie czterech muzyków grających na instrumentach dętych wniosło sporo zmian w samej muzyce, skierowując ją mocno w stronę jazzu nowoczesnego. Słychać nawiązania zarówno do post-bopu, jak i free jazzu. Szkoda, że zachowały się tylko dwa nagrania z tego koncertu, gdyż okres septetu (październik-grudzień 1969) jest bardzo słabo udokumentowany w sensie fonograficznym. Pojedyńcze utwory z tego okresu można znaleźć na „Peel sessions” („Mousetrap” /„Noisette”/ „Backwards”/„Mousetrap reprise”/„Esther's nose job” i „BBC Radio 1967-1971” („Mousetrap”/ „Noisette”/„Backwards” /„Mousetrap reprise”/„Esther's nose job” – to identyczne nagrania jak na „Peel sessions”, tyle że posiadające lepszą jakość dźwięku, ponadto pojawia się jeszcze „Instant pussy”). Na pewno bardzo przydałoby się jakieś wydawnictwo koncertowe z okresu działalności tej inkarnacji Soft Machine. W obecnym stanie rzeczy jest to dość słabo znany okres działalności zespołu. Trzeba pamiętać o tym, że w tym czasie muzyka grupy szybko ewoluowała, zmieniając swoje oblicze niemal z miesiąca na miesiąc. Albumy studyjne ukazywały się tymczasem w cyklu rocznym, nie mogąc siłą rzeczy ukazać w pełni bogactwa i subtelności tych licznych transformacji. Muzyka septetu mogła w pełni rozwinąć koncepcje, które zaczęły świtać muzykom już w czasie rejestracji „Volume two”, kiedy to nie mogli jeszcze wykorzystać partii instrumentów dętych w takim zakresie, w jakim sobie zamierzyli z powodu ograniczeń finansowych. Rozszerzony skład personalny stwarzał świetne pole do eksperymentów, szczególnie dla Ratledge'a , który w tym okresie wykazywał predylekcje do komponowania utworów o bogatych teksturach, co poszerzony aparat wykonawczy mógł znakomicie wyzyskać.

NOISETTE

Na początku 1970 roku występy na żywo służyły przede wszystkim ogrywaniu nowego materiału, który miał trafić na płytę. Już pierwszy koncert w nowym roku w Croydon w „Fairfield Hall” był zarejestrowany na potrzeby nowej płyty, podobnie było w wypadku spektaklu w Mother's w Birmingham. Frapującym dokumentem tych czasów jest wydany w 2000 roku album „Noisette”, będący zapisem wspomnianego koncertu z 4 stycznia 1970 roku z „Fairfield Hall” w Londynie. Ponieważ nie wszystkie utwory z tego koncertu zachowały się w całości, dograno na nim także fragmenty występu z 10 stycznia 1970 roku z University College w Londynie. Wedle mojego przekonania to jeden z najciekawszych albumów koncertowych grupy, wydanych po latach przez wytwórnię Cuneiform. Jest bowiem fascynującym zapisem transformacji zespołu, który szybko zaczął grawitować w nowej konfiguracji personalnej w kierunku modern jazzu. Znajdziemy na nim kompozycje znane z „Volume two”, poddane sporym zmianom aranżacyjnym, częstokroć znacznie rozbudowane, dzięki długim improwizacjom zespołowym. Znamiennym rysem tych przeobrażeń stylistycznych jest systematyczne rugowanie partii wokalnych Wyatta. Na „Noisette” w utworach pochodzących z „Volume two” niejednokrotnie wokal zastępowały partie solowe instrumentów dętych lub po prostu przearanżowana kompozycja grana była w wersji instrumentalnej. Nie dotyczy to jeszcze wszystkich utworów. Wyatta można usłyszeć choćby w „Hibou, Anemone and Bear”. „Noisette” pochodzi z okresu, gdy Soft Machine występował jako kwintet razem z Lynem Dobsonem, który świetnie uzupełniał się z Eltonem Deanem. W tej konfiguracji personalnej partie instrumentów dętych były bogatsze, bardziej urozmaicone, stwarzało to sposobność do tworzenia jeszcze bardziej złożonych tekstur, w czym specjalizował się szczególnie Mike Ratledge, który miał skłonności do złożonych kompozycji w warstwie rytmiczno-harmonicznej. Na oficjalnych płytach w latach 70-tych jedynym śladem tego kwintetu była koncertowa wersja „Facelift” z „Third”. ,,Noisette'' można uznać za znakomite uzupełnienie „Third”, który powstawał mniej więcej w tym samym czasie (styczeń-maj 1970). Artyści byli wtedy u szczytu swoich możliwości twórczych, ich dokonania tchnęły świeżością, ukazując jednocześnie nowe perspektywy rozwoju w obrębie różnych gatunków muzycznych. Mamy na nim do czynienia z twórczością par excellence progresywną, w pewnych swoich aspektach wręcz prekursorską, co doskonale ukaże „Third”. Jako że grupa w tym czasie bazowała w dużym stopniu na improwizacji otrzymaliśmy w rezultacie sporo nowej muzyki, słychać to szczególnie na przykładzie poszczególnych partii solowych. Egzemplifikacją tego trendu niech będzie choćby temat „Backwards”, na „Third”, będący częścią „Slightly all the time”. Na ich słynnym trzecim albumie główny temat był grany przez Deana na saxello, podczas gdy na „Noisette” jest wykonywany przez Dobsona na flecie, ponadto pojawiają się również jego krótkie wokalizy, co sprawia, iż ten temat nabiera zgoła odmiennego charakteru. Warto wsłuchać się w wersję: „Esther's nose job”, niezwykle dynamiczną i ekspresyjną, jeszcze lepiej zagraną niż na płycie studyjnej, ponadto znacznie bardziej ujazzowioną niż jej oryginał. Partie wokalne są w niej już tylko śladowe, zostały zastąpione przez instrumenty dęte. W wyniku tych zmian aranżacyjnych mocno przybliżyła się stylistycznie do innych utworów z okresu „Third”. Bardziej rozbudowaną formę przybiera także „Hibou, Anemone and Bear” okraszony wybornymi improwizacjami Dobsona, Deana i Ratledge'a. „Moon in June” jest w znacznie skróconej wersji, całkowicie instrumentalnej. Warto wspomnieć o nowych kompozycjach, których nie uświadczymy na „Volume two” i „Third”. Pierwsza z nich to „Eamonn Andrews”, autorstwa Mike'a Ratledge'a. Moim zdaniem, to najsłabszy fragment tego wydawnictwa. Brakuje mu ciekawego tematu, improwizowane partie nie są szczególnie wciągające, ponadto jest zbyt długi. W gruncie rzeczy nie dziwi fakt, iż zabrakło go na ówczesnych oficjalnych płytach studyjnych. Jest to zresztą jedyny słabszy punkt tego koncertu, później jest już tylko bardzo dobrze lub wręcz rewelacyjnie! Kolejnym nieznanym utworem jest „12/8” Hugh Hoppera, dobrze wpisujący się w ówczesną stylistykę grupy, z wyraźną przewagą ingrediencji o jazzowym charakterze. Jedynym utworem z okresu Kevina Ayersa jest zamykający eponimiczny „The Soft Machine”, „We did it again”. Tylko on może jeszcze jednoznacznie kojarzyć się z psychodeliczną stylistyką lat 60-tych. Obok „Esther's nose job” to jedyny fragment koncertu, kiedy mamy sposobność wysłuchać partii wokalnych Roberta Wyatta. Słuchanie „Noisette” sprawia dużą satysfakcję, tym bardziej, że możemy rozkoszować się dobrą jakością dźwięku, aczkolwiek tylko monofoniczną, co jest pewnym uchybieniem. Jest ona jednak na tyle dobra, że pozwala skupić się na przeróżnych niuansach. Ten występ to zapis pewnego artystycznego zjawiska, którego pełnym ucieleśnieniem stał się już wkrótce „Third”. Soft Machine wypracował indywidualny wariant syntezy pierwiastków rockowych i jazzowych. Była to ciekawa alternatywa dla modelu amerykańskiego, personifikowanego przez takich artystów jak: Miles Davis, Joe Zawinul, Larry Coryell czy też Tony Williams, nie wspominając o formacjach ze świata rocka pokroju Blood, Sweat and Tears i Chicago.

W 2004 roku wytwórnia Voiceprint wydała jeszcze jeden koncert, będący zapisem poczynań grupy z Lynem Dobsonem. Chodzi dokładnie o dwupłytowy album „Breda reactor”, zarejestrowany 31 stycznia 1970 roku w Bredzie w Holandii. Jego wartość znacznie obniża jednak bootlegowa jakość dźwięku.


Adrithgor napisał:
Doceniam wyczerpujący wpis!
I dziękuję za polecenie płytek, ostatnio zabieram się za archiwa Machine Molle, i dopiero naprawdę odkrywam jak genialny był ten zespół. Co prawda, myślałem tak już jak przesłuchałem Third po raz pierwszy, ale im więcej odkrywam tym więcej band ten w moich oczach zyskuje.
Trochę już tych koncertów znam, i podtrzymuje opinie, że Soft Machine to jeden z zespołów, w przypadku których muzyka rockowa sięgnęła artystycznego apogeum, obok nich to mógłbym chyba tylko wymienić Magmę i King Crimson, i może jeszcze Beefhearta. Choć King Crimson tylko w czasie koncertów tak odważnie odchodziło od rocka.


Inkwizytor napisał:
http://www.progarchives.com/artist.asp?id=633

Niezapomniane dla mnie czasy gdy na przełomie lat 90 i 2000 był istny wysyp archiwaliów koncertowych Softów - a każdy jeszcze bardziej ekscytujący od poprzednika - np sesja Peel, sesje dla BBC. Dziś większość prawie nie do dostania - no chyba, że jakiś znudzony życiem , znudzony wszystkim stary kolekcjoner wyprzedaje kolekcję ( lub rodzinka po jego śmierci ) - mnie udało się tak upolować m.in właśnie genialny Noisette, Backwards, Virtually, Live in France, niezrównany Breda Reactor, Paradiso 69. Potem to się nagle urwało - nie wiem czy coraz mniejsze zainteresowanie tym gatunkiem i stylistyką, jakiś w ogóle kryzys płyty CD na świecie. Nawet jeśli coś się ukazało - np w stylistyce mahavishnu - z wykopem wykonane British Tour 75, Jazz Workshop 73 czy Switzerland 74 ( z Holdsworthem ) - to nieprzyzwoicie drogie, podobnie jak wcześniej wydawane przez małe wytwórnie lub ciężko dostępne i należało nieźle nakombinować by sprawić sobie takie cudo. Może archiwa zespołu w istocie wyczyszczono. Już wcześniej np France 72 - wskazywał na pewne dobijanie do ściany i zapowiedź wyczerpywania formuły grania - nie można było bez powtarzania się grać dalej tego samego. Stąd - jak dla mnie super wolta i zatrudnienie gitarzystów - zwrócenie w stronę ostrzejszego, znów "urockowionego" fusion ale w wydaniu bliżej USA - najpierw z Holdsworthem, potem niedocenianym Etheridgem. To był już inny Soft - nadal świetny - ale dawni fani preferowali ten z początku 70 - ja sam uwielbiam wydanie z kwintetu z Lyn Dobsonem - choć zgodnie ze wspomnieniami jego "sceniczne wygłupy i popisy głosem" wywoływały krzywą minę kolegów. Noisette i Breda to absolutny mus - dowód, że Machine był wybitnie koncertowym bandem. Zespół rozsadzały stylistyczne konflikty członków - jedni chcieli iść w stronę Zappy, inni grać jeszcze bardziej free, inni mieli dość ogrywania w kółko riffów - plus osobiste animozje - między frakcjami poważnych "intelektualistów" a postrzelonymi oryginałami.


Inkwizytor napisał:
https://rockserwis.pl/products/128297

Jedynka Matching warto mieć w tej 2 płytowej wersji - świetnie brzmi i mnóstwo bonusowego materiału np 20 minutowy jam z sesji BBC Peela. Kreciki to był intrygujący i niebanalny zespół - Robert chciał nijako powrócić przy zachowaniu pewnej dozy improwizacji - powrócić do psychodelicznej stylistyki Softów z 2 pierwszych albumów. Nie jestem pewien czy spełnił wszystkie pokładane w nim nadzieje. Gdyby silniejsze piętno kompozytorskie jak wcześniej w Caravan odcisnął Dave Sinclair a tak...... początkowo sam z niezwykłym entuzjazmem wypowiadał na temat planowanej współpracy z Wyattem - potem to się ulotniło - lub może zniechęciły go "anarchistyczne" pomysły lidera na muzykowanie i cała otoczka bandu plus osobliwe poglądy polityczne - Nick Mason kiedyś zdefiniował go jako "Rock`n`rollowa wersja Lenina" Very Happy


Adrithgor napisał:
Ja tam nie za bardzo mam kasę na te wszystkie CeDeki więc korzystam z dobrodziejstw internetu, jak np. Soulseek.

Matching Mole to też był zespół genialny, można mówić, że to powrót do starszego Soft Machine, albo Soft Machine gdyby inni nie ograniczali Wyatta, ale to raczej niesłuszne, bo można zabrzmieć jakby uznawało się Kreta za jakiś wymuszony powrót do starej formuły. Kret szukający baby (takie tam wolne tłumaczenie Laughing ) miał własne, oryginalne brzmienie, choć wpływy psychodelii były. Oczywiście nie ta samo jazda co na dwóch pierwszych softach, bo Wyattowi chodziło bardziej o eksploatowania rocka i mieszanie gatunków, niż po prostu graniem jazzu lub po prostu graniem psychodelii, a jak zespół był tylko jego mógł iść w tym kierunku tak głęboko jak tylko chciał.

Całe szczęście, że Wyatt złym artystą nie był i debiut jego własnego projektu zakończył się ogromnym sukcesem (Nie zapominajmy o świetnym solowym "The End Of An Ear" z 1970, nagranym niezależnie od faktu, że Wyatt był jeszcze w Soft Machine, gdzie w przynajmniej mojej opinii udowodnił, że sam też doskonale sobie radzi). Krążek "Matching Mole" wydany przez CBS zaproponował muzykę oryginalną, z odczuwalnym dystansem do siebie i pewnym poczuciem humoru (vide pierwszy kawałek, gdzie zastosowano tzw. łamanie czwartej ściany), która mogła się spodobać większości fanów Soft Machine, gdyż i tak w tej grupie nie było żadnych jazzowych ortodoksów lub ludzi, którzy nie lubią jak rockowy utwór ma powyżej 6 minut, bo jak wszyscy wiemu muzyka Soft Machine była zbyt bezkompromisowa i osobliwa na mainstreamowe czy zdziadziałe gusta.

Absolutna klasyka kanterberyjskiego grania!


Adrithgor napisał:
A, i jakby ktoś poświęcił chwilę aby przeczytać moją recenzję dwójki Kreta i wyraził opinię (co jest dobrze, co zmienić, czego nie robić itp.) byłoby niezmiernie miło Very Happy

https://rateyourmusic.com/music-review/Adrithgor/matching-mole/matching-moles-little-red-record/149787451


Inkwizytor napisał:
https://opubisdarosa.blogspot.com/2018/01/matching-mole-matching-mole-1972-2cd.html

Dla dociekliwych, prawdziwie zainteresowanych - nie ma nic trudnego - internet to kopalnia możliwości - nic tylko brać Very Happy

Ciekawa była artystyczna interakcja a następnie rozłam między dwoma założycielami - którzy wiele obiecywali sobie każdy z osobna i wspólnie po tej współpracy. Niestety jeden z najlepszych i najoryginalniejszych organistów w historii - Dave Sinclair - wykazał zaskakującą niekonsekwencją - wyraźnie wskazywał , że odpuścił sobie Caravan bo całość robiła "zbyt stagnacyjna i bezpieczna" - liczył na inspiracja od innych ludzi. Robert nieco rozbawiony i zniesmaczony po paru miesiącach wspólnego grania był zbity z tropu - o pretensje klawiszowca - który wbrew deklaracjom nie chciał grać koncertów w całości improwizowanych, szalonych i intuicyjnych - podobno tego nienawidził choć gdy trzeba - wykazywał wyobraźnią i inwencją. Pytał go - "chłopie, chcesz grać same O Caroline ?, cały koncert ?, - co dalej - O Sue, O Debbie itd itd " Very Happy . Wyraźnie Dave liczył na muzykę - która potem stała się udziałem Caravan na For Girls i Stunts. Pye - powód definitywnego rozstania wskazywał - że Sinclair nigdy nie wyleczył się z marzenia o wielkim przeboju - który wywinduje band o kilka klas wyżej - to samo było w Camel między Latimerem a Bardensem który marzył o wielkim przeboju.


Tu kilka intrygujących i wartych posiadania "wyklętych" bootlegów ( z kontrowersyjnego dla softowych ortodoksów okresu ) :

https://www.guitars101.com/threads/soft-machine-1975-10-11-nottingham-uk-sbd-flac.756944/#post-3583531

https://www.guitars101.com/threads/soft-machine-1975-01-10-enschede-nl-goody-speed-pitch-adjusted-remaster.760360/#post-3600646

https://www.guitars101.com/threads/soft-machine-1975-11-26-marseille-fr-sbd-flac.170153/#post-1131464


http://60-70rock.blogspot.com/2015/11/soft-machine-grides-1970.html

Ciekawy i godny do "spenetrowania" koncert Softów jeszcze z "klasycznego" składu - choć już wyraźnie zmierzającego odważniej w stronę "free" ( każdy tu rozumie i odbiera zgoła co innego ) - i bardziej bezkompromisowej stylistyki. Wielu krytyków i znawców stylistycznej ewolucji Softów - tu wskazuje jako punkt "zwrotny" - gdzie dokonywał "rozpad" - wyraźny podział - gdzie dosłownie każdy członek kultowej formacji zmierzał w zgoła innym sobie właściwym kierunku.


https://www.youtube.com/watch?v=3A0Ng1nuBes

To jeden z najbardziej frapujących bunusów z 2 płytowego remastera jedynki. Koronny powód by po ten zestaw sięgnąć i poważnie zapoznać. Chyba jak żaden inny utwór nie stanowi przykład artystycznego credo, swoistego idee fixe Roberta - czy miał być w pierwotnym założeniu Mole - ze szczególnym naciskiem na odsłonę koncertową. Niedawno to sobie odświeżyłem i te 20 minut jak z bicza strzelił. Momentami słucha się tego jak mawiał Miles Davis o klasycznym kwartecie w Five Spot - Ornette Colemana - że "... odbijali się od siebie niczym piłki...". Tu jest chwilami podobnie.....a w innych momentach band gra w ekstazie z zadziwiającą logiką, konstrukcją i konsekwencją - nic nie jest pozostawione przypadkowi. Dlatego to tak fascynuje - jak mniemam Wyatt na żywo chciał to jeszcze i jeszcze bardziej rozwijać - ku niestety silnemu oporowi Sinclaira.


akond napisał:
Inkwizytor napisał:
Nawet jeśli coś się ukazało - np w stylistyce mahavishnu - z wykopem wykonane British Tour 75, Jazz Workshop 73 czy Switzerland 74 ( z Holdsworthem ) - to nieprzyzwoicie drogie, podobnie jak wcześniej wydawane przez małe wytwórnie lub ciężko dostępne i należało nieźle nakombinować by sprawić sobie takie cudo.

Te lepsze rzeczy - pomijając piratów - wydawał przeważnie Cuneiform, czyli rzetelna, ale i nietania firma (no i nie mająca szczęścia do polskiej dystrybucji). Najsensowniej było i jest zamawiać bezpośrednio u Steve'a w Wayside Music.


Paweł1979 napisał:
akond napisał:
Inkwizytor napisał:
Nawet jeśli coś się ukazało - np w stylistyce mahavishnu - z wykopem wykonane British Tour 75, Jazz Workshop 73 czy Switzerland 74 ( z Holdsworthem ) - to nieprzyzwoicie drogie, podobnie jak wcześniej wydawane przez małe wytwórnie lub ciężko dostępne i należało nieźle nakombinować by sprawić sobie takie cudo.

Te lepsze rzeczy - pomijając piratów - wydawał przeważnie Cuneiform, czyli rzetelna, ale i nietania firma (no i nie mająca szczęścia do polskiej dystrybucji). Najsensowniej było i jest zamawiać bezpośrednio u Steve'a w Wayside Music.
.


A ja się spytam inaczej - dlaczego miałoby być tanie? Przecież to nie jest wydawnictwo stricte komercyjne, w setkach tysięcy egzemplarzy tylko coś dedykowane zbieraczom, fanom tego typu muzyki. 150 czy 200 PLN za np. podwójny czy potrójny zestaw nie wydaje mi się wygórowaną ceną. Ponadto chyba coraz więcej ludzi dotkniętych zostaje syndromem ,,należy mi się". Obserwuję to od lat na Zachodzie, gdzie coraz więcej ludzi chce coś kupić ... ale za psie pieniądze a jak tylko zaczyna się tłumaczyć komuś takiemu, ile czasu zabiera np. wyprodukowanie takiej płyty, ile związanych jest z tym kosztów, to bardzo często takie osoby się po prostu obrażają. Tak więc to nie jest tak, że taka wytwórnia chce wyżyłować swoich klientów, po prostu produkcja tego typu wydawnictw jest kosztowna, a cena końcowa to mix kosztów, dystrybucji oraz procentu, dzięki któremu tego typu wytwórnie mogą dalej egzystować Wink.

PS Jeśli ktoś szuka czegoś z katalogu Cuneiform, proszę dać znać. Mam kontakty w USA i mogę (chyba jeszcze mogę) mieć wiele tytułów po specjalnej zniżce. Nic nie obiecuję, ale pomóc chętnie pomogę jeśli będzie ku temu realna okazja. Sam zamierzam zakupić znowu trochę płyt z ich katalogu...


Bednaar napisał:
Jeżeli chodzi o ciekawe koncertówki, to mam (niestety, na razie tylko na mp3) wydane przez Moonjune Records (nazwa wytwórni sugeruje, na czym się koncentrują Wink ) "Drop" - z okresu "Fifth" - zapis fragmentu tournee w Niemczech jesienią 1971 roku. Mocno rozimprowizowane, zahaczające o free jazz, z Eltonem Deanem w roli głównej - płyta jest dedykowana jego pamięci. Zresztą Elton Dean to mój faworyt, jeżeli chodzi o skład Soft Machine, najbardziej lubię płyty z jego udziałem: od "3" do "5".


akond napisał:
Skoro zeszło na Moonjune - to co sądzicie o Hidden Details i Baked Potato? I o decyzji odnośnie odcięcia "Legacy" z nazwy?


Inkwizytor napisał:
http://www.progarchives.com/album.asp?id=25719

Nieco niekiedy pomijany ale szalenie wciągający i wartościowy album - coś w rodzaju "niekończącego się strumienia świadomości" - każdy set w postaci jednego długiego utworu - jeszcze z Wyattem - który na każdym kroku marudził, że dla niego choć miłośnika jazzu - w wykonaniu Soft było coraz więcej i więcej i więcej - za dużo - z kolei druga "fakcja" - Ratledge / Hopper mieli dość arogancji, popijania i cudacznych ( w ich mniemaniu ) popisów wokalnych Roberta. Do posłuchania :

https://www.youtube.com/watch?v=-T5Ht3I-03s

https://www.youtube.com/watch?v=Fq5kfZ2aSxk

w komentarzu do płyty pisze, że na występ ściągnęło mnóstwo osób - np studentów którzy albo jedynie z legendy albo wcale nie słyszeli muzyki Softów - siedzieli zachwyceni i pytali - "co oni grają ?, czy to rock ?, czy to jazz ?, czy psychodelia ? " - Nie - odpowiadali współpracownicy bandu i organizatorzy - oni grają "Soft Machine" Very Happy

_________________
Last.fm | RYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4351
Skąd: Opole

PostWysłany: 04.08.2021, 23:04    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

SOFT MACHINE – ARCHIWALIA KONCERTOWE (1967-1975)

CZĘŚĆ 1

MIDDLE EARTH MASTERS (wrzesień 1967 – maj 1968)


Soft Machine był niezwykłą bestią koncertową. Warto bliżej zapoznać się z archiwalnymi nagraniami tego bandu. Na przestrzeni lat ukazało się ich całkiem sporo. Koncertowe wersje utworów nierzadko w znacznym stopniu różniły się od studyjnego pierwowzoru. Wybrałem kilkanaście wydawnictw koncertowych. Świadomie tylko takie, na których jakość dźwięku jest satysfakcjonująca. Dlatego nie pojawią się choćby takie pozycje, jak: „Breda Reactor”, „Somewhere In Soho” i „Turns On Volume 2”. Mam nadzieję, że ten cykl zachęci niejedną osobę do tego, aby lepiej poznać dorobek kanterberyjskiego bandu. Mam na myśli głównie początkujących oraz osoby, które znają tylko płyty studyjne. Starych fanów zespołu nie trzeba zachęcać, bowiem zapewne już od dawna znają ten materiał. Dzięki płytom koncertowym możemy bardziej precyzyjnie nakreślić ewolucję stylistyczną zespołu – od mocno zindywidualizowanej psychodelii do jazzu nowoczesnego. W połowie lat 70. grupa coraz wyraźniej grawitowała w stronę akademickiego jazz rocka. Na tapetę wezmę 16 płyt koncertowych, bonusem będzie materiał studyjny („Spaced”).

Na początek rarytas z okresu psychodelicznego! Rosnąca ilość koncertów wymagała od artystów tego, aby bardzo szybko stworzyć własny repertuar. Pod koniec 1966 roku w zasadzie wszystkie wykonywane utwory na koncertach były autorstwa członków Soft Machine. Setlista składała się zazwyczaj z następujących utworów: „Love makes sweet music”, „Feelin' reelin' squeelin”, „We did it again” Kevina Ayersa, „That's how much I need you now”, „Save yourself”, ,,You don't remember” Roberta Wyatta, „Fred the fish” Daevida Allena, „Hope for hapiness” Briana Hoppera, „Memories”, „I should have known” Hugh Hoppera. 17 lutego 1967 roku grupa wystąpiła w legendarnym londyńskim klubie „UFO”. Znaczenie tego miejsca dla rozwoju niezależnej muzyki, szczególnie psychodelicznej, było wręcz fundamentalne. To właśnie tutaj występowali: Pink Floyd, Tomorrow, Crazy World of Arthur Brown, Family i inni. Dokładnie w dniu ukazania się singla „A whiter shade of pale” grał tu Procol Harum. Soft Machine bardzo szybko dołączył do elity, będąc jednym z najbardziej reprezentatywnych zespołów londyńskiego undergroundu. Klub był miejscem nie tylko koncertów, odbywały się w nim również odczyty poezji, grano eksperymentalne sztuki teatralne. Bywali w nim muzycy z absolutnej popowej i rockowej elity. Wizyty Johna Lennona, Paula McCartneya, Erica Claptona, Micka Jaggera czy też Pete'a Townshenda w zasadzie nikogo nie dziwiły. Każdy, kto chciał być na bieżąco w rockowym światku, bywał w klubie. Publiczność przychodząca do klubu była dobrze wyrobiona muzycznie, w czasie koncertów Pink Floyd i Soft Machine nikt nie tańczył na parkiecie, wszyscy siedzieli na podłodze i z uwagą chłonęli dźwięki dobiegające ze sceny. Muzyką Soft Machine oczarowny był nawet Paul McCartney, który słuchał ich uważnie przebywając za kulisami sceny. Taki obraz zapamiętał dobrze brat Roberta Wyatta, Mark Ellidge, który był w tym czasie mocno związany z grupą, będąc jej fotografem. Od lutego do maja 1967 roku Soft Machine często grywał w innym słynnym londyńskim klubie „Speakeasy”, który powstał w 1966 roku, a więc w tym samym czasie, co „UFO”. Koncerty sprawiły, iż w undergroundowych kręgach Soft Machine zaczął być stopniowo otaczany swoistym kultem. To właśnie wtedy zdobywał mozolnie pierwszych fanów, uczęszczających regularnie na ich koncerty. Ponieważ muzycy na scenie byli statyczni i niechętni relacjom z publicznością, postanowiono uatrakcyjnić koncerty w inny sposób. Publikę przyciągała nie tylko muzyka, ale także świetlny show, przygotowywany przez Marka Boyle'a. Muzycy Soft Machine byli wraz z Boylem jednymi z prekursorów stosowania tak różnorodnych efektów wizualnych w czasie koncertu. Pewną inspiracją mogły być podobne przedsięwzięcia podejmowane przez Pink Floyd dosłownie kilka tygodni wcześniej, choćby w czasie wspólnego październikowego koncertu w londyńskim „Roundhouse”.

W okresie apogeum rozwoju sceny psychodelicznej w Londynie kluby muzyczne powstawały niczym grzyby po deszczu. Jednym z najważniejszych był „Middle Earth”. Dla Soft Machine było to szczególne miejsce, bowiem koncertowali w nim dość regularnie w 1967 roku. We wspomnianym roku wystąpili w nim aż sześć razy, będąc zawsze jedną z największych atrakcji koncertowych. Ich dwa występy zostały zarejestrowane przez Boba Woolforda. Pierwszy miał miejsce we wrześniu 1967 roku, natomiast drugi w maju 1968 roku. W 2006 roku zostały oficjalnie wydane przez Cuneiform Records na płycie „Middle Earth Masters”. Krążek to niezwykle istotny, bowiem jest to najlepszy archiwalny zapis koncertowy grupy z tego okresu. Niewątpliwie jest cennym dokumentem, ukazującym zespół w składzie już bez Daevida Allena. Wyraźnie słychać na nim jak dryfują śmiało w kierunku coraz bardziej eksperymentalnym. Na płycie dominują wyraźnie utwory instrumentalne. Muzyka dosłownie tonie w dysonansach. Wersje utworów znacznie różnią się od tych znanych z płyt studyjnych, bowiem już wtedy artyści lubowali się w długich improwizacjach. Repertuar koncertowy z drugiej połowy 1967 roku trudno nazwać muzyką do tańca. Taka twórczość nie mogła liczyć na przychylny odzew szerszego grona fanów rocka. Muzycy Soft Machine byli wprawdzie wtedy kultowym przedstawicielem londyńskiego undergroundu, jednak gdy przychodziło im koncertować na prowincji reakcje publiczności były zazwyczaj niechętne. Czasami dochodziło nawet do aktów agresji zirytowanej publiki, oczekującej skocznej i melodyjnej muzyki. W czasie jednego z pierwszych występów na prowincji, dokładnie w Chelmsford o mało nie doszło do tragedii. Tłum żądny dobrej zabawy został tak rozwścieczony ich muzyką, że o mało nie doszło do linczu. Kevin Ayers i Daevid Allen wspominając to traumatyczne zdarzenie twierdzili, iż mogło tam dojść nawet do wypadków śmiertelnych. Robert Wyatt w jednym z wywiadów, udzielonych w 1969 roku tak oto wspominał te nieszczęsne wypady poza Londyn: W początkowym okresie mieliśmy fatalne dni, kiedy wyjeżdżaliśmy poza „UFO”. Dostawaliśmy pogruchotane mikrofony i cały sprzęt. Sześć razy na dziesięć schodziliśmy ze sceny ze łzami w oczach. Nie chciałbym, aby to się powtarzało. To dość charakterystyczny przykład, ukazujący jak odbierano wówczas zespoły prezentujące muzykę dość odległą od przyzwyczajeń słuchaczy. Nawet Pink Floyd, grający nieco bardziej komunikatywną muzykę, miał niejednokrotnie kłopoty w mniejszych miejscowościach. W czasie jednego z takich występów Roger Waters o mało nie stracił oka, trafiony monetą w twarz. Jak widać opór materii społecznej wobec takiej niepokornej, nonkonformistycznej muzyki był spory. Zważywszy na to, że wytwórnie płytowe także domagały się od wykonawców przebojowych singli i materiału z komercyjnym potencjałem, odnalezienie się w takiej rzeczywistości nie było rzeczą najłatwiejszą. Na szczęście na przełomie lat 60. i 70. panował jeszcze sprzyjający klimat dla eksperymentów, dlatego też muzycy Soft Machine mogli w miarę sprzyjających warunkach realizować własne koncepcje artystyczne.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2774
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 05.08.2021, 07:14    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

http://www.progarchives.com/album.asp?id=3257


Przez długie lata szukałem na aukcjach tego albumu - miałem kopię a od paru jestem szczęśliwym posiadaczem. Uparłem się by to był oryginał w dużym podwójnym pudełku Very Happy . Później chyba ukazała japońska edycja czy wznowienie ale w cienkim pojedynczym - głowy nie daję, widziałem w gablotce jednego sklepu płytowego - też wieki temu. Sofci mieli swoich oddanych fanów - którzy jak w przypadku innych kultowych grup jeździli za ulubieńcami i nagrywali każdy koncert. Nie wiem jaka była polityka samego zespołu - jakie mieli obszerne koncertowe archiwum czy w ogóle im na tym zależało i czy było ich stać na taśmy i przechowywanie - raczej im się nie przelewało.

France 72 to ważny koncert - przegląd najistotniejszych utworów - to również jak napisałem wcześniej nieuchronne wyczerpywanie pewnej formuły, patentów i stylu grania. Dean wkrótce potem odszedł - był zmęczony - jego zdaniem - zbyt ograniczonej i sztywnej konstrukcji utworów i ogrywania w nieskończoność riffów - bliżej mu było do free - co słychać na tym koncercie - tak swobodnie wcześniej ani później muzycy nie grali - nawet doskonale znane utwory jak Facelift, Out-Bloody-Rageous, Slightly - niekiedy są jakby w drobnym zarysie czy nawiązaniu. Opis jest niezwykle skromny - obok informacji , że nagranie jest mono - niewiele więcej, żadnych wspomnień muzyków. Obok wysokich lotów propozycji artystycznych - momentami - choć to może jedynie subiektywna ocena - czuć pewne hmm.... - "zmęczenie" ?, "znużenie" ?, "przytłumienie" ? , "rutyniarstwo" ? i kotłujące się z pewnością pytanie - co dalej ?.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Paweł1979
krucha płyta jednostronna


Dołączył: 11 Wrz 2020
Posty: 29

PostWysłany: 05.08.2021, 09:19    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Inkwizytor napisał:
http://www.progarchives.com/album.asp?id=3257


Przez długie lata szukałem na aukcjach tego albumu - miałem kopię a od paru jestem szczęśliwym posiadaczem. Uparłem się by to był oryginał w dużym podwójnym pudełku Very Happy . Później chyba ukazała japońska edycja czy wznowienie ale w cienkim pojedynczym - głowy nie daję, widziałem w gablotce jednego sklepu płytowego - też wieki temu. Sofci mieli swoich oddanych fanów - którzy jak w przypadku innych kultowych grup jeździli za ulubieńcami i nagrywali każdy koncert. Nie wiem jaka była polityka samego zespołu - jakie mieli obszerne koncertowe archiwum czy w ogóle im na tym zależało i czy było ich stać na taśmy i przechowywanie - raczej im się nie przelewało.

France 72 to ważny koncert - przegląd najistotniejszych utworów - to również jak napisałem wcześniej nieuchronne wyczerpywanie pewnej formuły, patentów i stylu grania. Dean wkrótce potem odszedł - był zmęczony - jego zdaniem - zbyt ograniczonej i sztywnej konstrukcji utworów i ogrywania w nieskończoność riffów - bliżej mu było do free - co słychać na tym koncercie - tak swobodnie wcześniej ani później muzycy nie grali - nawet doskonale znane utwory jak Facelift, Out-Bloody-Rageous, Slightly - niekiedy są jakby w drobnym zarysie czy nawiązaniu. Opis jest niezwykle skromny - obok informacji , że nagranie jest mono - niewiele więcej, żadnych wspomnień muzyków. Obok wysokich lotów propozycji artystycznych - momentami - choć to może jedynie subiektywna ocena - czuć pewne hmm.... - "zmęczenie" ?, "znużenie" ?, "przytłumienie" ? , "rutyniarstwo" ? i kotłujące się z pewnością pytanie - co dalej ?.


Patrząc na ich obecny katalog albumów live, sporo rejestrowali bądź sporo przetrwało. Jest wiele niewydanego oficjalnie materiału w bardzo dobrej jakości, np. kompletne taśmy z Middle Earth z 1967 roku czy rewelacyjny zapis koncertu z Oslo z lutego 1971 roku - właściwie jest to dwudniowy maraton, prosto z konsolety. Tak więc raczej nagrywali jak wszyscy inni, tylko nie mieli tyle szczęścia co do bycia antycypowanym przez szersze audytorium, w sumie nic dziwnego, ich muzyka nie jest najłatwiejszą w odbiorze i nawet wtedy spora liczba osób nie była przygotowana na tego typu dźwięki.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2774
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 05.08.2021, 10:08    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

http://www.progarchives.com/album.asp?id=9188


Mahavishnuu napisał odrobinę krytycznie o jakości dźwięku na Breda Reactor - łabędzi śpiew kadencji Dobsona w "maszynie" - chyba za surowo - jak dla mnie całkiem przyzwoita - owszem - każdy ma inną wrażliwość i pewne sprawy odbiera zgoła inaczej - jak w kultowej scenie u Woody Allena u seksuologia " ... jak często się kochacie ? - uuuuuuuu......... często, parę razy w tygodniu, a druga strona - uuuuuu..... rzadko - parę razy w tygodniu ...." Very Happy . Proszę mi wierzyć - nie by dzielić włos na czworo - ale gorzej brzmi w/w Soho z klubu Ronnie Scotts`a. Za to kosztem jakości dźwięku muzyka brzmi rewelacyjnie. Kiedyś rozmawiałem ze znanym na Śląsku kolekcjonerem i prawdziwą wyrocznią jeśli chodzi o wydawnictwa - Makoszowym - miał mnie przekonywać, że Sofci wydali w pewnych firmach tyle płyt - że strach, mnóstwo, nie do ogarnięcia - do dziś nie wiem co dokładnie miał na myśli Wink . Jednak jak popatrzymy na całość dorobku z kilkunastu / 20 lat - trzeba przyznać, że jest w tym sporo sensu, konsekwencji i porządku - każdy okres jest rzetelnie udokumentowany - zmiana składu, stylistyki itd. Można mieć apetyt i żądać więcej i więcej - ale co zmieniłoby wydanie powiedzmy 10 koncertów z powiedzmy 70 czy 71 r ?..... Ile było krytyki pod adresem YES czy DGM - że wydają kolejne koncertówki / bootlegi - gdzie doprawdy nic to nowego nie wnosi. Już na zestawie sesji BBC - już mamy "dobicie do ściany" i esencję muzyki Softów :


http://www.progarchives.com/album.asp?id=5365


http://www.progarchives.com/album.asp?id=5366


http://www.progarchives.com/album.asp?id=22355


http://www.progarchives.com/album.asp?id=3252
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Paweł1979
krucha płyta jednostronna


Dołączył: 11 Wrz 2020
Posty: 29

PostWysłany: 05.08.2021, 10:21    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

A ja bym się jednak przyczepił do jakości większości tych wydawnictw. Są według mnie za bardzo podbite/prze-equalizowane, nieraz góra daje tak po uszach, że trudno się tego słucha. Z drugiej strony rozumiem wymogi i standardy produkcyjne - większość odbiorców nie ma na tyle dobrego sprzętu, aby móc słuchać tych nagrań w audiofilskiej czyli naturalnej jakości. Jakby nie było, jakość produkcji nagrań pogarsza się wraz z coraz niższymi oczekiwaniami klientów, szkoda bo muzyka tutaj ma według mnie pierwszorzędne znaczenie.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 7 z 10

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group